Reklama

Ten słynny slogan o tym, że ciąża to nie choroba, potrafi błyskawicznie zamknąć dyskusję i usprawiedliwić brak reakcji otoczenia, gdy w zatłoczonym miejscu staje kobieta z mocno widocznym brzuchem. Nim jednak ulegniemy presji czy wzajemnym żalom, warto uporządkować fakty - bo to, co w jednym miejscu jest tylko sprawdzianem z kultury osobistej, w innym staje się prawnym obowiązkiem.

Dwa światy, dwa porządki

Główny problem polega na tym, że wrzucamy wszystkie sytuacje do jednego worka. W rzeczywistości żyjemy w dwóch równoległych światach: świecie twardego prawa, gdzie nikt nie robi Ci łaski, oraz świecie społecznej umowy, gdzie wszystko zależy od kultury osobistej człowieka.

Prawo w tym zakresie przyznaje kobietom w ciąży konkretne uprawnienia w placówkach medycznych i aptekach. Kobiety w ciąży mają ustawowe prawo do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej oraz usług w aptekach poza kolejnością. Jeśli przychodzisz do rejestracji, laboratorium czy apteki, masz prawo wejść bez czekania. Głośne komentarze zza pleców w stylu „ja tu stoję od siódmej rano!” nie zmieniają faktu, że ustawa nakłada na placówkę obowiązek Twojej priorytetowej obsługi.

Zgodnie z Ustawą o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, urzędy państwowe i miejskie mają obowiązek zapewnić kobietom w ciąży dogodne warunki obsługi - czyli prawo do wejścia bez kolejki lub skorzystania z wyznaczonego, dedykowanego okienka.

I tu wchodzimy na minowe pole, bo o ile w aptece czy urzędzie chroni Cię ustawa, o tyle w codziennym życiu handlowym zasady stają się płynne. W polskim Kodeksie cywilnym ani w prawie konsumenckim nie ma odgórnego przepisu, który nakazywałby obsłużyć ciężarną w każdym osiedlowym warzywniaku czy markecie poza kolejnością. Kasy z pierwszeństwem w supermarketach wynikają wyłącznie z wewnętrznego regulaminu danej sieci handlowej. Kasjer ma prawo wywołać Cię z kolejki na podstawie procedur sklepu, ale jeśli tego nie zrobi, nikt nie popełnia przestępstwa ani wykroczenia.

Bardzo podobnie wygląda sprawa w komunikacji miejskiej. Wyznaczone miejsca z piktogramem kobiety w ciąży w autobusie, tramwaju czy pociągu są elementem regulaminu przewozów danej spółki (np. ZTM czy PKP). Jeśli pasażer na nich siedzi i nie wstaje, łamie regulamin przewoźnika, ale nie popełnia wykroczenia z Kodeksu Wykroczeń. Kontroler biletów czy kierowca mogą zwrócić mu uwagę, ale nie mają podstawy prawnej do nałożenia mandatu karnego za nieustąpienie miejsca. Innymi słowy: ustąpienie miejsca w tramwaju to w stu procentach test z ludzkiej empatii.

Dwa argumenty, które rozpalają dyskusje

Gdybyśmy miały wskazać źródło najgorętszych dyskusji i wojen w komentarzach, byłyby to dwa stałe argumenty, które pojawiają się na zmianę.

Pierwszy z nich to słynne powiedzenie: „ciąża to nie choroba”. To ulubiony slogan obrońców pozycji siedzącej. Owszem, ciąża to nie stan chorobowy w rozumieniu medycznym, ale to ogromne fizjologiczne wyzwanie dla organizmu. Środek ciężkości się przesuwa, stawy stają się luźniejsze, ciśnienie skacze, a gwałtowne hamowanie autobusu i upadek dla kobiety w zaawansowanej ciąży, może zwiększać ryzyko urazów, a w niektórych przypadkach prowadzić do poważnych powikłań, takich jak przedwczesne oddzielenie łożyska. Ustępowanie miejsca to nie litość, ale podstawowe bezpieczeństwo i ochrona zdrowia.

Drugi argument brzmi: „a co, jeśli ona po prostu przytyła?”. To perspektywa drugiej strony, którą warto chociaż spróbować zrozumieć. Wielu pasażerów szczerze przyznaje, że boi się wstać, by nie strzelić gafy i nie urazić kobiety, która po prostu zjadła obfity obiad albo ma taką sylwetkę. Ten paraliż przed kompromitacją sprawia, że wolą uciec wzrokiem w ekran telefonu i udawać nieobecnych.

Jak wyjść z tego z klasą i bez nerwów?

Nie zmienimy całego społeczeństwa w jeden dzień, ale możemy zmienić to, jak same reagujemy w takich sytuacjach.

Gdy masz za sobą prawo, czyli u lekarza lub w urzędzie, nie przepraszaj, że żyjesz. Podejdź do okienka lub rejestracji i powiedz spokojnie, że jesteś w ciąży i chciałabyś skorzystać z obsługi poza kolejnością, powołując się na obowiązujące przepisy. Krótko, rzeczowo, bez niepotrzebnego tłumaczenia się.

Gdy natomiast potrzebujesz miejsca w autobusie lub pociągu, warto przełamać barierę wstydu. Ludzie naprawdę rzadko bywają złośliwi z natury, częściej są po prostu wyłączeni, zmęczeni i zamyśleni. Wybierz konkretną osobę, spójrz jej w oczy i poproś wprost o ustąpienie miejsca ze względu na ciążę i złe samopoczucie. Celowane, uprzejme pytanie niemal zawsze działa.

Pamiętaj, że Twoje zdrowie i bezpieczeństwo malucha są ważniejsze niż duma czy chęć uniknięcia niezręcznej sytuacji. Poproszenie o miejsce w tramwaju to nie jest żebranie o przywileje - to dbanie o swoje ciało w momencie, kiedy pracuje ono na dwa etaty.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...