Kobieta kobiecie w ciąży wilkiem. Jak kosztem innych budujemy poczucie własnej wartości?
"Tylko poród naturalny buduje więź z dzieckiem", "Kobieta, która nie karmi piersią, szkodzi swojemu maleństwu", "Ale ogromny brzuch", "Ty w ogóle jesteś w ciąży z takim małym brzuchem?"... Nie zliczę, ile razy widziałam tego typu komentarze w sieci. I muszę przyznać, że nic tak nie emocjonuje kobiet, jak widok innej kobiety w ciąży lub wychowującej dziecko – szczególnie wtedy, gdy robi to inaczej niż one.

W komentarzach w social mediach, na forach internetowych, w komentarzach pod artykułami pełno jest przykładów słów, które potrafią zostawić ogromne piętno w psychice ciężarnych czy młodych mam. Kobiety, które mają dzieci, często roszczą sobie prawo do tego, aby oceniać inne – być może mniej doświadczone lub ich zdaniem niedoświadczone. I za każdym razem, kiedy widzę takie słowa, jest mi niesamowicie przykro, bo sama nie jestem mamą, ale domyślam się, jaki wpływ musi to mieć na te kobiety.
„Twój brzuch jest obrzydliwy”
Niedawno moja znajoma urodziła drugiego synka. Zuza Lato od lat prowadzi aktywnie profil na Instagramie @panna.beksa, w którym zebrała dość sporą społeczność. Pamiętam, jak była w pierwszej ciąży i zaczęła dostawać komentarze dotyczące jej wyglądu i „za dużego brzucha”. W drugiej ciąży było podobnie. To właśnie jej historia stała się dla mnie inspiracją do napisania tego tekstu. Zwłaszcza że mam w swoim otoczeniu też inne mamy, które poczuły się gorsze tylko dlatego, że przeczytały w sieci taki czy inny komentarz.
- Dostałam wiadomość, że mój brzuch jest obrzydliwy i nie powinnam go pokazywać. W obu ciążach miałam dosyć spory brzuch, jestem drobna, więc dodatkowo wyglądał naprawdę jak doklejona piłka. Kobiety wypisywały dużo przykrych słów, to był dla mnie szok, nie przypuszczałam, że można takie słowa napisać innej kobiecie – wspomina Zuza, która jest mamą dwóch cudownych chłopców.
Podobne doświadczenie z przykrymi komentarzami ma Dorota, która w pierwszej ciąży była 21 lat temu i już wtedy doświadczyła krytycznych komentarzy w sieci. - Pierwszą córkę urodziłam jako młoda 23-letnia dziewczyna. Niezbędny okazał się poród przez cesarskie cięcie. Musiałam także dokarmiać córkę, ponieważ karmienie piersią nie wystarczało. I wtedy dostawałam uwagi, że jak miałaś cc to nie masz więzi z dzieckiem, że jak dajesz mleko modyfikowane to jesteś złą matką. Bolało, nawet bardzo.
Ten „najlepszy poród” czy karmienie piersią to chyba najczęstsze komentarze, które pojawiają się w sieci w odniesieniu do innych kobiet. I jednocześnie najbardziej druzgocące dla tych, które nie mają wyboru. Bo zbyt często zapominamy o tym, że z reguły cesarskie cięcie czy brak laktacji nie wynika z czyjegoś „widzimisię”, tylko z różnych problemów np. zdrowotnych.
- Chociaż w moim przypadku nie miałam możliwości wybrania karmienia piersią, to jednak zawsze pozostawało to poczucie winy, wzmacniane przez presję internetowego otoczenia, że jednak tylko ono jest najwłaściwszym sposobem karmienia dziecka. Niestety doprowadziło mnie to do kilkumiesięcznej przegranej walki o laktację, przypłaconej ogromnym zmęczeniem i wieloma nieprzespanymi nocami nad laktatorem. Teraz wiem, że powinnam była odpuścić dużo wcześniej, a zaoszczędzony czas i energię przeznaczyć dla siebie i dziecka – tłumaczy Monika, która też zmagała się z tym problemem.
Najgorsze jest to, że kobiety piszą takie słowa kobiecie
Choć bywają od tego wyjątki i mężczyźni też potrafią napisać obrzydliwe komentarze, w większości tak krytyczne słowa kobiety słyszą od innych kobiet. Często są to słowa ubrane w płaszczyk troski, ponieważ z reguły komentujące wykorzystują swój autorytet jako tej starszej i bardziej doświadczonej.
- W pierwszej ciąży było to dla mnie straszne, naprawdę mnie to okropnie zabolało, bo bardzo się z niej cieszyłam. To była ciąża po stracie poprzedniej, więc strach przeplatał się z ogromną radością. W pewnym momencie wycofałam się z mediów społecznościowych – wspomina Zuza. - Zdaję sobie sprawę z tego, że skoro pokazuję się w SM, ludzie mogą komentować różne rzeczy, ale moim zdaniem są pewne granice. Najgorsze w mojej opinii jest to, że kobiety piszą takie słowa kobiecie.
Zawsze zastanawiał mnie fakt nie tylko tego, jak kobieta może być kobiecie wilkiem w tak niezwykłych chwilach, ale też tego, że nie ma tu żadnej refleksji związanej z krzywdzeniem drugiego człowieka. A wystarczyłaby dosłownie chwila refleksji, aby zdać sobie sprawę, jak destrukcyjny wpływ mogą mieć takie słowa.
- Miałam poczucie, że coś jest ze mną nie tak. Na wizycie u ginekologa za każdym razem pytałam, czy na pewno jest wszystko w porządku, czy mój brzuch jest naprawdę za duży. Za każdym razem moja pani dr mówiła, że nie ma standardu, że nie mam wpływu na to, jaki mam brzuch i to nie zależy ode mnie. A teraz, kiedy już miałam w domu bobasa i czekaliśmy na drugiego, często czytając te jadowite komentarze, nie mogłam uwierzyć, że komuś się chce tak bardzo sprawić przykrość drugiej osobie – tłumaczy Zuza. A Monika dodaje: - Pomimo tego, że wiem, że to, co przeczytam w internecie, nie powinno mnie przejmować, to jednak podświadomie zasiewało we mnie ziarenko niepewności: czy aby na pewno dobrze postępuję, czy na pewno jestem wystarczająco dobrą mamą?
Dorota z kolei podkreśla, że w niej wywoływało to fazę buntu. Drugą córkę urodziła 11 lat później. I już doskonale wie, że nie jest złą mamą, bo to nie kwestia porodu sprawia, jaką mamy relacje ze swoimi dziećmi. - Było mi przykro, ale to wywoływało raczej bunt. Znałam swoją wartość jako mama. Miałam fajną relację z córką, więc kiedy doszło do drugiej ciąży i porodu, wiedząc, jakie miałam problemy z 1. porodem, podjęłam decyzję, że znów urodzę przez cc. Dziś takie słowa nie miały dla mnie żadnego znaczenia, ale kiedyś psuły mi krew.
Kobiety budują poczucie własnej wartości kosztem innych
Długo zastanawiałam się z moimi bohaterkami nad tym, dlaczego kobiety w ogóle decydują się komentować życie innych. Jak przebiega proces od zakiełkowania jakiejś myśli w głowie, do stwierdzenia, że trzeba oceniać inne kobiety przez pryzmat ich życiowych decyzji, aż do działania i wysłania wiadomości. I jednogłośnie stwierdziłyśmy, że może to być kwestia niskiego poczucia własnej wartości… osoby komentującej.
- Myślę, że krytyka mam względem innych mam wynika z tego, że to, czego doświadczyły, zaczyna być naturalnie przez nich postrzegane jako uniwersalne i najlepsze dla wszystkich. Często zauważam komentarze, które zupełnie nie biorą pod uwagę tego, że każdy przypadek i sytuacja każdej z nas jest inna. Uważam też, że wiele mam jest po prostu przemęczonych, a poprzez krytykę stara się wzmocnić swoje poczucie wartości i udowodnić, że mają rację, nawet kosztem innych – sądzi Monika.
Podobne zdanie na ten temat ma Dorota, która z własnego doświadczenia wie, że nie tylko ciąża i poród są tematami, które tak emocjonują kobiety, że te pozwalają sobie na zwracanie uwagi innym mamom.
- Myślę, że one mają problem ze swoimi emocjami i poczuciem wartości i w ten sposób chcą się dowartościować. Mam wrażenie, że na każdej płaszczyźnie kobiety rywalizują. Prowadzenie auta, małżeństwo, rodzicielstwo, praca. A już wyścig mam, które dziecko więcej potrafi... To jest dopiero hit.
Choć wydawać się może, że żyjemy w czasach, w których siostrzeństwo i wzajemne wsparcie kobiet jest czymś oczywistym, okazuje się, że wiele z nas wciąż ma dużą lekcję do odrobienia. Bo macierzyństwo, ciąża, opieka nad niemowlakiem to tematy tak osobiste i emocjonujące, że wciąż instynkt bierze górę nad rozsądkiem i… dobrym wychowaniem.
- Jedni mówią, że to zazdrość, ale mi się wydaje, że to jest coś głębszego. Ja powtarzam, że to nie są historie o nas, tylko o nich. To coś w tych ludziach sprawia, że ta nienawiść i frustracja szukają jakiegoś ujścia. Oczywiście nie można tłumaczyć takich zachowań, bo dla mnie to jest po prostu obrzydliwe, ale patrząc na to z punktu psychologii — tam coś jest nie tak w tych osobach. Szkoda mi tych ludzi, bo szczęśliwe osoby nie piszą takich rzeczy. My możemy odpowiadać jedynie za siebie i to powinniśmy robić, być życzliwi dla innych, tego nam dzisiaj potrzeba - więcej życzliwości – podsumowuje Zuza.
A ja mogę jedynie podpisać się pod jej słowami. Bądźmy dla siebie bardziej życzliwe – szczególnie wtedy, gdy widzimy kobietę w ciąży lub świeżo upieczoną mamę, które nie potrzebują dodatkowych stresów, tylko dobrego słowa i odrobiny wsparcia od drugiej kobiety. To jest cenniejszą lekcją, niż dawanie „dobrych rad”, które w rzeczywistości wcale dobre nie są.