„Dlaczego tu nie ma telewizora?” – Jeannette o tym, co mężczyźni robią na porodówkach
Poród rodzinny miał być wsparciem i często nim jest, ale nie zawsze. W podcaście „Mamy to!” położna Jeannette Kalyta opowiada o dwóch skrajnościach: mężczyznach, którzy są ogromnym oparciem dla kobiet, i tych, którzy… pytają o telewizor na sali porodowej. To opowieść nie tylko o partnerach przy porodzie, ale też o granicach, godności i tym, czego kobiety naprawdę dziś potrzebują.
Jedni wspierają, inni pytają o telewizor
Jeannette nie idealizuje porodów rodzinnych. Mówi wprost, że widzi dwa zupełnie różne scenariusze.
Z jednej strony są mężczyźni, którzy potrafią stanąć na wysokości zadania. Są obecni, uważni i realnie wspierają kobietę. Dla wielu rodzących to ogromna różnica - możliwość bycia z kimś, komu mogą zaufać i przy kim mogą przeżywać ten moment.
Z drugiej strony zdarzają się sytuacje, które trudno zrozumieć. Mężczyźni wchodzą na salę porodową i pytają, dlaczego nie ma tu telewizora albo czy mogą wziąć ze sobą komputer.
Reakcja położnej jest jednoznaczna. Mówi wprost: tu zajmujemy się porodem. Jeśli ktoś ma inne sprawy do załatwienia, powinien wyjść.
To nie jest miejsce na rozproszenie. To moment, który wymaga obecności.
Dlaczego mężczyźni mdleją na porodówce?
Choć w popkulturze często pojawia się obraz mdlejącego ojca, Jeannette mówi, że jej się to nie zdarza. Nie dlatego, że mężczyźni są zawsze "dzielni", ale dlatego, że można ich do tego przygotować.
Problem jest zaskakująco prosty: niedotlenienie.
Mężczyźni bardzo często wchodzą w poród emocjonalnie i fizycznie. Kiedy kobieta prze, oni - dosłownie - robią to razem z nią. Napinają ciało, wstrzymują oddech, angażują się tak bardzo, że zaczyna brakować im powietrza.
Położna tłumaczy, że to naturalne. Sama przyznaje, że na początku swojej pracy przez dwa lata "parła razem z kobietami" i wracała do domu z bólem brzucha. To pokazuje, jak silnie działa ten mechanizm.
Dlatego kluczowe jest przypominanie o oddechu. Jeśli tego zabraknie, organizm reaguje natychmiast - osłabieniem, zawrotami głowy, a czasem koniecznością usiąścia na podłodze.
Kobiety nadal boją się utraty godności
W rozmowie wraca temat, który pojawił się już wcześniej: godność kobiety w porodzie. Prowadząca przyznaje, że dla niej jednym z największych lęków była właśnie utrata podmiotowości. Chciała być traktowana jak osoba, nie jak "przypadek medyczny".
Jeannette odpowiada, że zmiana nie wydarzyła się nagle. To był proces, który trwał latami. Dla niej osobiście przełom nastąpił w momencie, kiedy zaczęła pracować poza klasycznym systemem szpitalnym i zobaczyła, jak może wyglądać poród z realnym szacunkiem dla kobiety.
Dziś jest lepiej, ale to nie znaczy, że temat zniknął. Potrzeba bycia traktowaną z godnością nadal jest jedną z najważniejszych potrzeb rodzących kobiet.
Porody rodzinne zmieniły wszystko
Pojawienie się porodów rodzinnych było jednym z największych przełomów.
Jeannette mówi o tym bardzo osobiście. Pamięta moment, kiedy sama urodziła dziecko i nie miała z kim podzielić się tym doświadczeniem. To było dla niej trudne i samotne przeżycie.
Dlatego kiedy pojawiła się możliwość obecności partnera przy porodzie, uznała to za ogromną zmianę na lepsze. Kobieta nie jest już sama. Może spojrzeć na drugą osobę, powiedzieć "udało się", podzielić emocje. Dziś obecność mężczyzny na sali porodowej jest standardem. To już nie jest wyjątek, ale norma.
Nie każda kobieta chce rodzić z partnerem
Mimo że porody rodzinne są dziś powszechne, nie każda kobieta chce z nich korzystać. Jeannette podkreśla, że są kobiety, które wybierają poród w samotności. I to też jest w porządku.
Co ciekawe, przywołuje doświadczenie z czasu, kiedy przez pewien okres partnerzy nie mogli uczestniczyć w porodach. Część kobiet wspomina ten czas dobrze. Mówią, że mogły się bardziej skupić, że nic ich nie rozpraszało.
To pokazuje, że nie ma jednego właściwego modelu. Dla jednej kobiety obecność partnera będzie ogromnym wsparciem, dla innej - dodatkowym napięciem.
Wsparcie to nie zawsze obecność
Ta rozmowa bardzo wyraźnie pokazuje jedną rzecz: obecność partnera przy porodzie sama w sobie nie jest gwarancją wsparcia. Można być obok i nie być naprawdę obecnym. Można też nie być fizycznie na sali, a dawać kobiecie poczucie bezpieczeństwa w inny sposób. Najważniejsze jest to, czy kobieta czuje się widziana, słyszana i wspierana. Bo poród nie jest wydarzeniem "do zaliczenia". To doświadczenie, które zostaje z kobietą na długo.
Cały odcinek podcastu „Mamy to!” z Jeannette obejrzysz na YouTube mamotoja.