Reklama

Dwa tygodnie po porodzie trudno było jej myśleć o czymkolwiek innym niż maluszek wymagający opieki i powrót do sił. W domu piętrzyło się pranie, lodówka była prawie pusta, a sprzątanie zeszło na sam koniec listy rzeczy do zrobienia. Mąż Aśki, zamiast zaproponować pomoc, urządził jej awanturę i zaczął porównywać ją do swojej mamy.

„Kiedy ty zamierzasz w końcu ogarnąć ten dom?”

Minęły zaledwie dwa tygodnie od porodu, a ja naprawdę ledwo ogarniałam każdy kolejny dzień. Dziecko dużo płakało, praktycznie cały czas czegoś ode mnie potrzebowało, a ja sama nadal dochodziłam do siebie.
Pranie od trzech dni kisiło się w pralce, ale nie miałam kiedy go rozwiesić. W kuchni było sporo nieumytych naczyń, a lodówka prawie pusta, bo zwyczajnie nie miałam głowy do gotowania.

Mąż wrócił któregoś dnia do domu, rozejrzał się i zamiast zapytać, jak się czuję, powiedział:

– Kiedy ty zamierzasz w końcu ogarnąć ten syf?

Myślałam, że się przesłyszałam.

Powiedziałam mu, że cały dzień zajmuję się dzieckiem i naprawdę nie mam teraz siły przejmować się tym, czy pranie wisi na suszarce. Wtedy dopiero się zaczęło.

„Moja mama jakoś dawała radę”

Mąż zaczął wymieniać wszystko, co mu nie pasuje. Że w mieszkaniu jest bałagan. Że nie ma co zjeść. Że pranie stoi niewywieszone. Że wcześniej w domu zawsze było czysto, a teraz „nie można się o nic doprosić”. W końcu powiedział:

– Moja mama nigdy by do tego nie dopuściła.

To zdanie zabolało mnie najbardziej.

Zapytałam go, czy naprawdę uważa, że dwa tygodnie po porodzie powinnam przede wszystkim sprzątać i gotować.

– Nie przesadzaj. Inne kobiety jakoś sobie radzą – odpowiedział.

Poczułam wtedy, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Przecież ja nie siedzę bezczynnie. Cały dzień jestem z naszym dzieckiem. Karmię, przewijam, noszę, uspokajam. Czasami przez godzinę próbuję je uśpić, a kiedy w końcu zasypia, sama nie wiem, czy lepiej zjeść, wziąć prysznic, czy po prostu zamknąć oczy.

A on patrzył na niewywieszone pranie.

Wolał porównywać niż pomóc

Najgorsze jest to, że on doskonale wie, że jego mama miała pomoc. Wiem, jak wyglądała sytuacja po jego narodzinach. Babcia przychodziła, gotowała, robiła zakupy, pomagała w domu. A mimo to porównuje mnie do swojej mamy, jakbym miała teraz udowodnić, że też potrafię wszystko zrobić sama. Powiedziałam mu wtedy:

– Skoro tak bardzo przeszkadza ci to pranie, możesz je po prostu rozwiesić.

Spojrzał na mnie i odpowiedział, że to nie jest jego obowiązek, skoro ja siedzę w domu.

Chyba właśnie wtedy coś we mnie pękło.

Bo ja nie „siedzę w domu”. Ja jestem w domu z naszym noworodkiem. I naprawdę chciałabym, żeby mój mąż wreszcie to zauważył.

Nie potrzebuję teraz porównywania mnie do jego mamy. Nie potrzebuję wykładu o tym, jak wygląda porządny dom. Potrzebuję czasem, żeby ktoś zrobił mi herbatę, przyniósł coś do jedzenia albo po prostu powiedział: „Idź się połóż, ja zajmę się dzieckiem”.

Pranie może poczekać.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz redakcji

Pierwsze tygodnie po porodzie to czas połogu, czyli okresu fizycznej i emocjonalnej regeneracji kobiety po ciąży i porodzie. WHO podkreśla, że opieka poporodowa powinna obejmować nie tylko noworodka, ale również matkę – jej stan fizyczny, samopoczucie i potrzebę wsparcia. W zaleceniach dotyczących pierwszych tygodni po porodzie zwraca się również uwagę na pomoc kobiecie w powrocie do zdrowia i funkcjonowania po porodzie. WHO – zalecenia dotyczące opieki poporodowej

Dlatego oczekiwanie, że kobieta dwa tygodnie po porodzie będzie prowadziła dom tak samo jak przed narodzinami dziecka, jest oderwane od realiów połogu. W tym okresie wsparcie partnera nie powinno sprowadzać się do dobrych rad. To także przejęcie części obowiązków – zakupów, gotowania, sprzątania czy prania – oraz umożliwienie kobiecie odpoczynku.

Warto też pamiętać, że porównywanie młodej mamy do innej kobiety, zwłaszcza własnej matki, nie jest formą pomocy. Każdy połóg wygląda inaczej, podobnie jak każde dziecko i każda sytuacja rodzinna. Zamiast pytać, dlaczego w domu jest bałagan, znacznie bardziej pomocne może być proste: „Co mogę dziś zrobić, żeby było ci trochę lżej?”.

Zobacz także: „Gdy po porodzie płakałam z wycieńczenia, mąż zaprosił mamusię, by zrobiła mi test białej rękawiczki. Mój odwet zapamiętają do końca życia”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...