Poród bez godności, bez wyboru. Jeannette: „Kiedyś kobiety nie miały nic do powiedzenia”
Jak wyglądały porody kilkadziesiąt lat temu? Trudno to dziś sobie wyobrazić, kiedy kobiety coraz częściej mówią o swoich potrzebach, planach i granicach. W rozmowie w podcaście „Mamy to!” położna Jeannette Kalyta wraca do lat 80. i opowiada o rzeczywistości, w której – jak mówi wprost – godność kobiety właściwie nie istniała.
„Godność kobiety właściwie nie istniała”
Jeannette zaczęła pracę w drugiej połowie lat 80. To był czas zupełnie innej medycyny i zupełnie innego podejścia do kobiet rodzących. Kobieta w porodzie nie była podmiotem. Nie decydowała. Nie była słuchana. Była częścią procedury. Młode położne uczyły się od starszych, lekarze od lekarzy – nie tylko techniki, ale też sposobu traktowania pacjentek. Ten model był często przedmiotowy. Taki po prostu „obowiązywał”.
Jeannette mówi wprost, że już wtedy nie miała na to zgody. Wiedziała, że albo odejdzie z zawodu, albo będzie pracować inaczej.
Poród w warunkach, które dziś trudno sobie wyobrazić
Warunki porodowe były trudne i – z dzisiejszej perspektywy – szokujące. Kobiety rodziły na niewygodnych łóżkach porodowych. Sprzęt był wielorazowy – od rękawiczek po narzędzia. Nawet podstawowe elementy wyposażenia, jak wenflony, były czymś rzadkim. Kobieta przychodziła do szpitala z małą torbą. Nie mogła mieć własnej koszuli, szlafroka ani rzeczy, które dziś wydają się oczywiste. Rodziła sama – bez bliskiej osoby obok.
To był świat, w którym nikt nie pytał o zdanie. Nikt nie odwoływał się do intuicji kobiety.
Moment zmiany
Przełom zaczął się dopiero z czasem. Jeannette wskazuje na rok 2004 i działania Fundacji Rodzić po ludzku jako moment, który zapoczątkował realne zmiany w polskich szpitalach. Warunki zaczęły się poprawiać, a temat doświadczenia kobiety w porodzie zaczął być w ogóle zauważany. To jednak nie wydarzyło się od razu. To był proces.
Jednym z najważniejszych momentów w jej pracy było odejście ze szpitala i rozpoczęcie przyjmowania porodów poza systemem, między innymi w domu. To wtedy – jak mówi – po raz pierwszy zobaczyła, czym naprawdę jest fizjologiczny poród. Nie według procedur. Nie według schematów. Tylko w rzeczywistości.
Opowiada o sytuacji, w której przygotowała przestrzeń do porodu zgodnie z wiedzą i doświadczeniem, a kobieta w ostatniej chwili zdecydowała się urodzić zupełnie gdzie indziej – między oknem a szafą.
To doświadczenie pokazało jej coś fundamentalnego: poród nie wygląda tak, jak uczą podręczniki.
Lęk, który nie zaczyna się w nas
W rozmowie pojawia się też temat lęku przed porodem. I nie chodzi tylko o osobiste doświadczenia, ale o coś głębszego.
Jeannette mówi o zjawisku, które określa się jako pamięć pokoleniowa. Lęki kobiet mogą być przekazywane nie tylko przez opowieści, ale też w sposób bardziej złożony – jako część doświadczenia przekazywanego z pokolenia na pokolenie.
To może tłumaczyć, dlaczego wiele kobiet boi się porodu jeszcze zanim zajdzie w ciążę.
Decyzje, które zapadają za wcześnie
Jednym z najbardziej zaskakujących wątków jest to, że część kobiet już na etapie, kiedy nie są jeszcze w ciąży, deklaruje, że chce rodzić przez cesarskie cięcie. To pokazuje skalę lęku i wpływ przekonań, które funkcjonują wokół porodu. Zdaniem położnej to sygnał, że coś w sposobie myślenia o porodzie jest zaburzone. I że potrzebna jest rzetelna wiedza.
Instagram i poród bez bólu
Dostęp do wiedzy jest dziś ogromny. Problem polega na tym, że nie wszystkie źródła są wiarygodne. Jeannette zwraca uwagę, że część treści w mediach społecznościowych wprowadza kobiety w błąd. Pojawiają się przekazy, które obiecują poród bez bólu albo sugerują, że jeśli poród boli, to znaczy, że kobieta źle się przygotowała. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Poród boli i to jest naturalne. To nie oznacza, że musi być traumatyczny. Ale nie da się go całkowicie „wyeliminować” czy przeprogramować.
Nie da się zaplanować porodu
Współczesny świat uczy nas planowania. Harmonogramów, list, kontroli. Poród się w to nie wpisuje. Choć istnieje coś takiego jak plan porodu, Jeannette mówi wprost, że to raczej zbiór preferencji niż realny plan. Bo poród jest procesem, który wymyka się pełnej kontroli. Najważniejsze w tym wszystkim okazuje się coś innego: komunikacja. Relacja między rodzącą a położną i zaufanie.
Na koniec wybrzmiewa coś bardzo prostego, ale kluczowego: kobieta potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Nie idealnego scenariusza czy perfekcyjnego planu, tylko poczucia, że jest w dobrym miejscu i że ktoś ją słyszy. I być może to jest największa zmiana, jaka dokonała się przez ostatnie dekady.
Cały odcinek podcastu „Mamy to!” z Jeannette obejrzysz na YouTube mamotoja.pl.