Poród drogami natury będzie rebelią w 2050 roku? Jeannette mówi wprost
Jak będą wyglądały porody za 10, 20 lat? Czy będziemy jeszcze rodzić siłami natury, czy cesarskie cięcie stanie się dla wielu kobiet pierwszym, a może nawet oczywistym wyborem? W podcaście „Mamy to!” położna Jeannette Kalyta opowiada nie tylko o przyszłości porodu, ale też o lęku, potrzebie kontroli i o tym, dlaczego coraz trudniej zaufać fizjologii.
Czy przyszłość należy do cesarskich cięć?
Pytanie o to, jak będą wyglądały porody w przyszłości, nie ma dziś jednej prostej odpowiedzi. Jeannette przyznaje, że możliwe, iż idziemy w kierunku coraz większej liczby cesarskich cięć. Jednocześnie jako położna i - jak sama o sobie mówi - strażniczka fizjologii ma nadzieję, że ten trend jednak się odwróci.
W jej wypowiedzi bardzo wyraźnie wybrzmiewa jedno: cesarskie cięcie nie jest czymś złym. To ważna, potrzebna i często ratująca zdrowie lub życie procedura. Są sytuacje, w których to właśnie ono jest najlepszym rozwiązaniem dla kobiety i dziecka. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się nie tyle koniecznością medyczną, ile odpowiedzią na lęk, potrzebę kontroli albo kulturowe przekonanie, że tak będzie łatwiej.
Kobiety nie boją się tylko bólu
W tej rozmowie pada ważne rozróżnienie. Jeannette mówi wprost, że prawdziwej tokofobii, czyli skrajnego lęku przed porodem, jest stosunkowo niewiele. Kobiety boją się jednak samego porodu i wszystkiego, co się z nim wiąże.
Boją się fizjologii. Boją się utraty kontroli. Boją się naruszenia intymności i godności. Boją się tego, co stanie się z ich ciałem, w tym z kroczem. Chcą wiedzieć wcześniej, kiedy to się wydarzy, chcą mieć wpływ na datę, godzinę, przebieg. Cesarskie cięcie daje im pozorne poczucie, że nad wszystkim da się zapanować.
Właśnie dlatego tak wiele kobiet wybiera ten scenariusz jeszcze zanim naprawdę wejdzie w temat porodu.
Współczesny świat nie uczy nas zaufania do ciała
Jeannette nie idealizuje natury i nie przeciwstawia w prosty sposób "dawnego" i "prawdziwego" życia współczesności. Mówi raczej o tym, że żyjemy dziś w świecie przeciążenia, pośpiechu i planowania. Kobiety pracują, funkcjonują w dużym napięciu, mają głowę pełną spraw i obowiązków. Na tym tle poród - jako proces fizjologiczny, nieprzewidywalny i wymykający się pełnej kontroli - staje się czymś trudnym do przyjęcia.
W codziennym życiu reagujemy szybko. Boli głowa - bierzemy tabletkę. Coś nas niepokoi - chcemy to od razu opanować. Tymczasem poród wymaga innego podejścia. Nie da się go po prostu "załatwić". Nie da się nim zarządzić w taki sposób, jak zarządza się kalendarzem.
Cesarka to nie "zabieg"
Bardzo mocno wybrzmiewa też kwestia języka. Jeannette zwraca uwagę, że kobiety często mówią o cesarskim cięciu jak o "zabiegu", czymś stosunkowo prostym i technicznym. Tymczasem cesarskie cięcie jest operacją.
To nie jest kosmetyczna ingerencja ani łatwe wyjście z trudnej sytuacji. To poważna procedura medyczna, której nie powinno się sprowadzać do prostego przecięcia i wyjęcia dziecka. W mediach społecznościowych bardzo często funkcjonuje narracja, która spłaszcza ten temat i pokazuje cesarskie cięcie jako rozwiązanie wygodne, estetyczne i bardziej przewidywalne. Zdaniem położnej taki obraz jest niepełny i może być dla kobiet mylący.
Do porodu da się przygotować, ale nie da się go zaplanować
W rozmowie wraca temat sprawczości. Do dnia porodu można wiele rzeczy uporządkować, zapisać, przygotować. Można mieć listę, torbę, plan, preferencje. Jednak sam poród nie daje się zamknąć w harmonogramie.
Położna mówi wprost, że to, co nazywamy planem porodu, w rzeczywistości planem do końca nie jest. To raczej zbiór oczekiwań i preferencji. Sam przebieg porodu zależy od wielu czynników i bardzo często odbiega od wyobrażeń. Właśnie dlatego tak ważne staje się nie tyle planowanie, ile gotowość do wejścia w proces, który będzie wymagał elastyczności.
Największy szok przychodzi później
W tej części rozmowy pojawia się też bardzo ważna refleksja: nawet jeśli uda się zaplanować wszystko do porodu, to po narodzinach dziecka ta sprawczość i tak się kończy. Wtedy pojawia się nowa rzeczywistość, w której najważniejsze stają się potrzeby dziecka.
Jeannette mówi o kobietach, które po porodzie fizjologicznym często łatwiej odnajdują się w tej zmianie, bo wcześniej weszły już w doświadczenie poddania się procesowi. Nie oznacza to, że po cesarskim cięciu zawsze jest trudniej, ale że trudności mogą pojawiać się częściej. Sama rozmowa bardzo mocno pokazuje, że największy kryzys nie zawsze dotyczy samego porodu, ale tego, co przychodzi po nim - zderzenia z nową rolą, nowym rytmem i utratą dawnej kontroli nad własnym czasem.
Położna to nie pomocnik lekarza
Bardzo wyraźnym wątkiem tej części jest także rola położnej. Jeannette podkreśla, że położna nie jest pomocnikiem lekarza. To osobny zawód, z własnymi kompetencjami, odpowiedzialnością i obszarem działania.
Położna zajmuje się fizjologią. Towarzyszy kobiecie tam, gdzie poród przebiega naturalnie. Potrafi rozpoznać moment, w którym pojawia się patologia i wtedy wkracza lekarz. To nie jest relacja podrzędna, ale współpraca dwóch różnych zawodów. Jeannette mówi wprost, że od lat zależy jej na tym, by kobiety i cały system wreszcie naprawdę zrozumiały, kim jest położna.
Bezpieczeństwo może skrócić poród bardziej niż oksytocyna
W rozmowie pojawia się również temat bezpieczeństwa. I to nie tylko w sensie medycznym, ale emocjonalnym. Jeannette przypomina, że brak poczucia bezpieczeństwa może wydłużać poród. Ciało potrzebuje warunków, w których może zaufać, rozluźnić się i wejść w proces.
Dlatego czasem więcej daje ciepłe słowo, obecność i uważność niż próba przyspieszenia wszystkiego farmakologicznie. Położna mówi też wprost, że dawniej oksytocynę podawano znacznie częściej, niemal rutynowo. Dziś to wygląda inaczej, ale jej wspomnienia pokazują, jak bardzo zmieniło się położnictwo.
Wymarzony poród przyszłości
Na koniec Jeannette mówi o swojej wizji porodu przyszłości. Nie opowiada o nowoczesnych salach, technologii ani jeszcze lepszym sprzęcie. Mówi o świadomości.
Chciałaby, żeby kobiety przychodziły do porodu z prawdziwym kontaktem ze sobą i z dzieckiem. Żeby nie opierały się tylko na wyobrażeniach czy marzeniach, ale naprawdę czuły, czego chcą. Żeby umiały współpracować ze swoim ciałem i z dzieckiem. Bo - jak podkreśla - dziecko w porodzie również pracuje, porusza się i współdziała.
To właśnie ta świadomość, a nie perfekcyjny plan, wydaje się dla niej najważniejsza.
Czy poród naturalny stanie się rebelią?
Jedno z najmocniejszych zdań tej rozmowy dotyczy przyszłości. Jeannette mówi, że być może w 2050 roku poród drogami natury stanie się formą buntu. Nie mówi tego po to, by kogokolwiek zawstydzać. Raczej po to, by pokazać, jak bardzo oddalamy się od fizjologii i jak łatwo uznajemy operację za coś prostszego niż naturalny proces.
Jej marzenie nie dotyczy świata bez cesarskich cięć. Dotyczy świata, w którym kobieta podejmuje decyzję świadomie, a nie ze strachu, presji czy złudzenia, że tylko pełna kontrola daje bezpieczeństwo.
Cały odcinek podcastu „Mamy to!” z Jeannette obejrzysz na YouTube mamotoja.