Reklama

Moje tak zwane koleżanki z pracy rzucają pod moim adresem potworne, kąśliwe uwagi i obgadują mnie za plecami na każdym kroku, bo musiały przejąć część moich obowiązków. A ja? Ja mam to wszystko głęboko gdzieś i mówię głośno: należy mi się specjalne traktowanie. Noszę pod sercem nowe życie i nie zamierzałam przepraszać za to, że dbam o zdrowie swoje i mojego maleństwa.

Kiedy przyniosłam do kadr papier od ginekologa, w pokoju socjalnym zapadła lodowata cisza. Dziewczyny nagle przestały się do mnie uśmiechać, a na grupie na komunikatorze zaczęły się regularne podteksty o tym, jak to niektóre z nas szukają tylko pretekstu, żeby uciec na darmowe wakacje kosztem reszty zespołu.

Zwolnienie w ciąży − dlaczego poszłam na L4 tak wcześnie?

Wiele osób uważa, że praca w biurze przed komputerem to jest sielanka, wielki relaks i przecież ciężarna może tam siedzieć do samego porodu. No na litość boską, zejdźcie na ziemię. Praca w korporacji to jest permanentny stres, goniące terminy, pretensjonalni klienci i wieczne napięcie. Od samego początku ciąży czułam się potwornie wykończona. Pierwsze trzy miesiące to była dla mnie totalna jazda bez trzymanki − mdłości od rana do wieczora, zawroty głowy, potworne skoki ciśnienia i takie zmęczenie, że po powrocie do domu padałam na twarz i nie miałam siły nawet napić się wody.

Mój lekarz sam z siebie zapytał mnie na wizycie, jak wygląda moja sytuacja w firmie. Kiedy opowiedziałam mu o wiecznym stresie, nadgodzinach i presji ze strony kierownictwa, od razu wypisał mi zwolnienie. Powiedział wprost, że stres w pierwszym trymestrze to najgorsze, co może spotkać rozwijający się płód. Podjęłam decyzję w ułamku sekundy. Moje dziecko jest dla mnie i dla mojego męża całym światem, czekaliśmy na nie dwa lata i żadna praca nie jest warta tego, żeby ryzykować jego zdrowiem.

Opinie o ciężarnych na L4 − jak radzę sobie z krytyką w pracy?

Niestety, moje biurowe przyjaciółki szybko zapomniały o empatii. Zaczęły się pretensje, że zostawiłam je na lodzie w środku sezonu urlopowego. Szczytem wszystkiego było, gdy jedna z nich napisała mi wprost w wiadomości prywatnej, że skoro mam siłę wrzucić zdjęcie z mężem z niedzielnego spaceru po parku, to znaczy, że jestem zwykłą symulantką i mogłabym normalnie klikać w tabelki w Excelu. Czytałam to i nie wierzyłam własnym oczom. Czy bycie na L4 w ciąży oznacza, że mam leżeć w ciemnym pokoju, gapić się w sufit i płakać z bólu, żeby zadowolić zawistne koleżanki?

Spacer na świeżym powietrzu, odpoczynek na tarasie z książką i unikanie stresu to są zalecenia specjalistów, a nie żadne oszustwo. Uważam, że te wszystkie złośliwości wynikają z czystej, polskiej zawiści. Te dziewczyny pękają z zazdrości, bo same muszą siedzieć w dusznym biurze przez osiem godzin, a ja mam teraz czas na to, żeby spokojnie kompletować wyprawkę, wyspać się i zadbać o siebie. Nie mam zamiaru czuć się winna z tego powodu, że państwo daje mi taką możliwość.

Prawa kobiety w ciąży − specjalne traktowanie to powinna być norma

Uważam, że jako kobiety ciężarne mamy pełne prawo wymagać od społeczeństwa i pracodawców zupełnie innych standardów. Ciąża to nie jest choroba, ale to jest stan wyjątkowy, ogromny wysiłek dla organizmu, który buduje od zera nowego człowieka. Dlaczego mam się katować i udawać bohaterkę, skoro na szali leży bezpieczeństwo mojego synka lub córeczki? Pokolenie naszych matek i babć lubi powtarzać te swoje durne mądrości, że kiedyś rodziło się w polu i od razu wracało do pracy. Ale czasy się zmieniły. Dzisiaj mamy większą świadomość i wiemy, jak ogromny wpływ na rozwój malucha ma spokój psychiczny matki.

Moja teściowa też próbowała rzucać mi kąśliwe uwagi przy obiedzie, mówiąc, że za jej czasów to się pracowało do dziewiątego miesiąca. Odpaliłam jej krótko, że to były jej czasy, a teraz są moje, i ja nie zamierzam robić z siebie niewolnika korporacji. Mój mąż całkowicie mnie wspiera, dba o mnie, pomaga mi w domu i cieszy się, że jestem spokojna i uśmiechnięta.

Drogie przyszłe mamy, jeśli Wasz organizm mówi Wam, że ma dość, nie słuchajcie zawistnych koleżanek ani toksycznej rodziny. Bierzcie L4, odpoczywajcie i miejcie w nosie te wszystkie biurowe kwoki. Wasze dziecko podziękuje Wam za ten święty spokój.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Bogaci teściowe przez lata nie dali na wnuki nawet złotówki. Przy niedzielnym obiedzie przypadkiem odkryłam, na co wydają swój majątek”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...