Reklama

Pamiątka z wakacji niejedno ma imię. Kiedyś dzieci zbierały muszelki na plaży, poszukiwały bursztynów lub innych nietypowych kamyków. Czasami idealną pamiątką była pocztówka czy magnes, którymi można było pochwalić się we wrześniu w szkole. Dziś zabranie maluchów na stragan z pamiątkami nad Bałtykiem wiąże się z festiwalem tandetnych zabawek rodem z chińskiej platformy zakupowej. A co roku inna „pamiątka” staje się viralem. Po upiornych labubu w tym sezonie przyszedł czas na tajemnicze gniotki. Viralowe mystery squishy dumplings stały się hitem nad rodzimym morzem, a dzieci kupują nie tyle pamiątkę z wakacji, ile kolejne bodźce.

Poproszę gniotka – tego za 90 zł

- Zosiu, co przywiozłaś sobie z kolonii na pamiątkę? – zapytałam moją siostrzenicę, gdy wróciła z obozu tanecznego nad Morzem Bałtyckim. – Ciocia, zaraz ci pokażę – rzekła podekscytowana Zocha, biegnąc do swojego pokoju po pudełeczko z pamiątkami. A w nim… Niebieski gniotek – ni to żelek, ni gumowa piłeczka. Ot, gniotek antystresowy, który sami znamy z dzieciństwa. Oprócz tego pudełeczko skrywa żółtą mięciutką gniotkę w postaci kostki masła. Kilka innych „żelków” do ściskania. Aż wreszcie wisienka na torcie. Zosia wyciąga króla nad królami – „pierożka”. Squishy dumpling to największy hit wśród tegorocznych pamiątek znad morza. Cena? Od 20 zł za „najsłabszą wersję”. Najdroższe na straganach kosztują nawet 90 zł, a niektóre kolekcjonerskie, które są dostępne w sieci – kilkaset złotych – zgadza się, w podobnej cenie lub taniej kupimy markowe buty.

O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego dzieci tak chętnie kupują żelowe pierogi? Chodzi o tajemnicę? Obietnicę czegoś wyjątkowego? Czym to się różni od zbieranych przez nas muszelek lub pocztówek znad morza?

- Prawdziwe kolekcjonowanie, znaczków, kart, muszelek znad morza, polega na tym, że dziecko wie, czego szuka, i cieszy się z uzupełniania konkretnego zbioru. Tu mechanizm jest odwrotny. Dziecko nie wie, co dostanie, więc nie buduje relacji z konkretnym przedmiotem, tylko z samym aktem otwierania. Cierpliwości uczymy się wtedy, gdy między chęcią a nagrodą jest jakiś dystans, trzeba na coś zapracować, poczekać, odłożyć pieniądze. Tu dystansu prawie nie ma, impuls i jego zaspokojenie są oddalone o kilkadziesiąt sekund. To raczej trening szybkiej gratyfikacji niż cierpliwości – tłumaczy psycholożka dziecięca Natalia Żółkowska-Karasińska.

Postanowiłam podrążyć temat i porozmawiać z moją ulubioną dziesięciolatką o tym, co dzieci widzą w tych viralowych pierożkach. One nie analizują tego w kategorii nagrody. Nie zastanawiają się nad tym, co kupują razem z tym pierożkiem. Chcą przeżyć to, co widzą w internecie – zabawić się w swoją ulubioną influencerkę. – Zosiu, a dlaczego to jest takie fajne? – Bo było na TikToku. – Ale kto to pokazał? – I tu Zocha wskazała jedną ze swoich ulubionych influencerek. Okazuje się, że dla wielu dzieci już samo oglądanie uboxingu z otwarcia mystery squishy dumplin jest pewną formą gratyfikacji.

- Po pierwsze, oglądanie cudzego unboxingu samo w sobie aktywuje w mózgu podobne mechanizmy do przewidywania nagrody, jakby dziecko samo za chwilę miało otworzyć pudełko. To zjawisko określane jest czasem jako uczenie się przez obserwację nagrody. Po drugie, algorytmy platform społecznościowych pokazują takie treści powtarzalnie i w dużej liczbie, więc dziecko ma wrażenie, że wszyscy to mają i że to, co ogląda, jest normą, a nie pojedynczym przypadkiem – podkreśla psycholożka.

Ale prawdziwy ubaw zaczyna się wtedy, gdy możemy samemu zabawić się w swoją idolkę i otworzyć tajemnicze pudełeczko.

Twarz pokazuje uśmiech, mózg wysyła sygnał ostrzegawczy

Wydawać się może, że taka antystresowa zabawka nie powinna wywołać żadnych szkodliwych zmian w mózgu naszego dziecka. Wszyscy przecież bawiliśmy się gniotkami. Pamiętam, jak sama kupowałam i ściskałam gumowy woreczek wypełniony mąką z puklem włosów z wełny na czubku. Tylko że ten gniotek znacznie różnił się od tego tajemniczego, który aktualnie jest hitem.

- Gniotki mają realne właściwości sensoryczne, ugniatanie, miękką fakturę, które same w sobie mogą działać uspokajająco i pomagać w regulacji napięcia. Ale w formule mystery squishy dumplings ta funkcja sensoryczna schodzi na dalszy plan wobec funkcji kolekcjonerskiej i społecznej. Dziecko rzadko sięga po takiego gniotka, żeby się wyciszyć, częściej po to, żeby go pokazać, porównać, zamienić. Sama zabawka staje się trochę pretekstem, a nie celem – informuje Natalia Żółkowska-Krasińska.

Moment, kiedy dziecko kupuje mystery boxa, a następnie czeka na jego otwarcie i ostatecznie zagląda do środka, to cały proces w jego umyśle. I działają tu konkretne mechanizmy, o których mówi psycholożka. – Mogą rozwijać tolerancję na niepewność w małych, bezpiecznych dawkach, umiejętność radzenia sobie z rozczarowaniem, a przy wymianie z rówieśnikami także negocjowanie i komunikację społeczną. Ale mogą też osłabiać zdolność do odraczania gratyfikacji, bo uczą, że przyjemność jest dostępna niemal natychmiast, oraz regulację impulsów, bo wzmacniają odruch „chcę więcej, zaraz”. Przy dużej intensywności mogą też osłabiać poczucie własnej wartości powiązane z posiadaniem, jeśli status w grupie zaczyna zależeć od liczby czy rzadkości zdobytych sztuk.

Warto też podkreślać to, że sam moment otwarcia pudełka może wyrządzić najwięcej szkody w mózgu naszej pociechy. Bo w tym wypadku nie chodzi o owego gniotka, który zapewne zaraz się rozpadnie lub wyląduje w kącie wraz z innymi „zapomnianymi” zabawkami. W rzeczywistości chodzi o moment otwarcia pudełka, a ten wzbudza w dziecku uczucia podobne do tych pojawiających się w mózgu osób uzależnionych od hazardu.

- To krótka chwila intensywnego napięcia, w której mieszają się nadzieja, niepewność i lekki lęk. Dziecko jednocześnie chce wiedzieć i boi się rozczarowania. Uwaga zawęża się wyłącznie do opakowania, znika kontekst wokół. To stan bardzo zbliżony do tego, co przeżywamy tuż przed poznaniem wyniku czegoś, na co nie mamy wpływu, na przykład czekając na wynik loterii czy otwierając niespodziewany list. Mózg w tym momencie jest w trybie oczekiwania na rozwiązanie, a samo rozwiązanie działa jak nagroda, niezależnie od tego, co się w środku znajdzie – tłumaczy psycholożka. – To jest dokładnie ten sam mechanizm, który w psychologii nazywa się harmonogramem wzmocnień o zmiennym stosunku. Ten sam, na którym opierają się automaty do gry. Nagroda pojawia się nieregularnie i w nieprzewidywalnej jakości, więc zachowanie, w tym wypadku kupowanie kolejnego gniotka, jest wyjątkowo odporne na wygaszenie. W praktyce widuję to zjawisko przy różnych niespodziankowych produktach: dzieci po chwili tracą zainteresowanie samą zabawką, ale chcą wrócić do sklepu po kolejną. To sygnał, że nagradzający jest sam rytuał, napięcie, rozerwanie, ujawnienie, a nie przedmiot, który z niego wypada.

„Ale Hania też ma”

Oczywiście każdy rodzic chciałby ochronić swoje dziecko przed tego typu emocjami, a już na pewno przed uzależnieniem – nawet jeśli dotyczy ono zabawek. Każda forma uzależnienia jest zła, szczególnie w przypadku maluchów. Tylko że każdy rodzic też wie, jak trudno jest ochronić dziecko przed tym, co popularne. Bo presja grupy rówieśniczej to coś, z czym mierzymy się od zarania dziejów, choć przy każdym pokoleniu i w każdym wieku objawia się ona zupełnie inaczej.

- U dzieci w wieku szkolnym, dla których przynależność do grupy rówieśniczej jest jedną z najważniejszych potrzeb rozwojowych, posiadanie tego samego, co inni, albo, jeszcze silniej, czegoś rzadszego niż inni, daje realny „status” w klasie. Rozmowy o tym, kto co wylosował, wymiany, pokazywanie kolekcji na przerwie, to wszystko buduje społeczną pozycję. Dziecko, które nie ma nic do pokazania, może czuć się realnie wykluczone, i to jest dla niego zupełnie prawdziwe uczucie, niezależnie od tego, jak bardzo dorosłym wydaje się to błahe – podkreśla ekspertka.

Sama pamiętam, jak w podstawówce wszyscy kupowaliśmy chipsy, w których były żetony z Pokemonami. To też nie było zdrowe i wychowawcze, ale przecież wszyscy tak robili. Nowe pokolenie, nowe zasoby – teraz młodzi ludzie mają szeroki dostęp do social mediów, a to, co pokazują nastoletnie influencerki, jest dla nich czymś, do czego chcą dążyć. Nie sposób zatem w stu procentach ochronić dziecka przed takimi treściami i zabawkami. Szczególnie gdy faktycznie na koloniach wszystkie koleżanki kupują właśnie taką pamiątkę. Warto jednak porozmawiać o tym z pociechą, aby zdawała sobie sprawę, co tak naprawdę kupuje. I że nie jest to tylko niewinna zabawka. Szczególnie wtedy, gdy dziecko poczuje rozczarowanie, że wylosowało nie ten model, którego oczekiwało, czy ten, który już posiada.

- Przede wszystkim nie bagatelizować tego rozczarowania, dla dziecka to jest naprawdę przykre, nawet jeśli z perspektywy dorosłego chodzi tylko o gniotka. Warto nazwać emocję, powiedzieć na przykład: widzę, że jesteś zawiedziony, bardzo chciałeś tego drugiego. Dopiero po nazwaniu i przyjęciu emocji ma sens rozmowa o tym, że w takich zabawkach nagroda jest losowa i że to jest właśnie ich mechanizm, nie da się wygrać za każdym razem, bo gdyby się dało, nie byłoby w tym żadnej niespodzianki. To dobry moment, żeby delikatnie, bez moralizowania, zapytać dziecko, co czuło tuż przed otwarciem i czy ta chwila napięcia była dla niego równie ważna jak sama zawartość. Często to pytanie samo w sobie uczy dziecko rozpoznawania własnych mechanizmów – podkreśla psycholożka.

Pamiętajmy, że ilość owych tajemniczych zabaweczek, a także obecność dorosłego u boku malucha są tu kluczowe. Bo to właśnie rodzice są w stanie racjonalnie spojrzeć na daną rzecz i jednocześnie spróbować zracjonalizować pociesze sens jej posiadania. Bez tego dziecko będzie tylko trybikiem w maszynie sterowanej przez tiktokowych influencerów – i będzie chciało mieć wszystko, co oni postanowią mu sprzedać.


Natalia Żółkowska-Karasińska - Psycholożka dziecięca, psychoterapeutka dzieci i młodzieży nurcie psychodynamicznym. Ukończyła staż kliniczny w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, dodatkowo ukończyła studia podyplomowe z interwencji kryzysowej na Uniwersytecie SWPS. Założycielka Centrum Terapii Dzieci, Młodzieży i Dorosłych "Jesteś Okey" na Warszawskim Żoliborzu. Na co dzień wspiera dzieci od 4. roku życia oraz młodzież z trudnościami rozwojowymi, emocjonalnymi i społecznymi. Działa również z rodzinami w momentach kryzysowych — podczas rozwodów, choroby w rodzinie, straty kogoś bliskiego. Bliska jest jej praca systemowa – towarzyszy rodzinom w budowaniu nowej jakości relacji z dzieckiem, z uwzględnieniem jego indywidualnych potrzeb.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...