Reklama

Wchodząc do dowolnego marketu czy przeglądając sklepy internetowe, trudno nie odnieść wrażenia, że rynek zabawek zalała fala produktów „antylękowych” i „wyciszających”. Kupujemy je coraz młodszym dzieciom. Czy to oznacza, że współczesne maluchy boją się bardziej niż pokolenia wychowywane trzydzieści lat temu?

– Prawda leży pośrodku, te dwa nurty mocno się ze sobą splatają – tłumaczy Angelika Kołomańska, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. – Z jednej strony jako społeczeństwo zrobiliśmy gigantyczny krok naprzód. Przestaliśmy zbywać dziecięce emocje kultowym zwrotem „nie bój się, nic się nie dzieje”. Zaczęliśmy widzieć w dziecku człowieka, który ma prawo czuć lęk. To wspaniała zmiana świadomościowa.

Z drugiej strony, jak zaznacza ekspertka, świat drastycznie przyspieszył. Dzisiejsze niemowlęta nie rodzą się z gorszymi układami nerwowymi niż ich rodzice, ale rodzą się w środowisku bez porównywalnie bardziej skażonym nadmiarem bodźców.

Współczesne maluchy są bez przerwy bombardowane sygnałami: z ekranów smartfonów, wszechobecnego smogu akustycznego czy głośnych zabawek. Producenci doskonale to widzą. Wysyp „uspokajaczy” to po prostu biznesowa odpowiedź na realny problem: nasze dzieci są przemęczone i zestresowane, a rodzice padają z nóg i szukają czegokolwiek, co szybko pomoże.

Anatomia uspokojenia. Co dzieje się w mózgu malucha?

Choć mechaniczne oddychanie pluszowej wydry czy ciężar zabawki obciążeniowej mogą brzmieć jak marketingowa magia, neurobiologia stoi tu na twardym gruncie fizjologii. Nasz organizm działa jak przełącznik między trybem walki i ucieczki (układ współczulny) a trybem odpoczynku i regeneracji (układ przywspółczulny). Kiedy dziecko odczuwa lęk, aktywuje się ciało migdałowate w mózgu, przyspiesza akcja serca, a oddech staje się płytki.

Jak na ten stan reagują nowoczesne gadżety? Angelika Kołomańska rozbija to na czynniki pierwsze. - Głęboki nacisk (np. przytulenie, czy kołdra obciążeniowa) u części dzieci może działać uspokajająco i pomagać obniżyć napięcie, ale nie jest to reakcja jednakowa u wszystkich, reakcje są bardzo indywidualne. U niektórych dzieci bodźce czuciowe, zwłaszcza stałe i przewidywalne, mogą wspierać wyciszenie i poczucie bezpieczeństwa, u innych mogą być obojętne albo zbyt intensywne.

Duże znaczenie ma też obecność spokojnego opiekuna. Dzieci często regulują swoje emocje „w relacji” - rytm i spokój dorosłego mogą im w tym pomagać, ale nie działa to jak proste „kopiowanie” oddechu czy serca. Raczej chodzi o ogólne poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności.

W przypadku dzieci w spektrum autyzmu i innych różnic w przetwarzaniu sensorycznym ta zmienność jest jeszcze większa, dlatego takie metody zawsze warto traktować jako coś, co trzeba sprawdzić indywidualnie, obserwując reakcję konkretnego dziecka.

Pojawia się jednak pytanie: czy maszyna może zastąpić człowieka?

– Powiedzmy to wprost: żaden, nawet najdroższy pluszak z najlepszym mechanizmem, nie zastąpi żywego rodzica – ucina psycholożka. – Dziecko potrzebuje unikalnego zapachu skóry mamy, ciepła ludzkiego ciała, znanego tonu głosu i interakcji. Miś nie odpowie na unikalne zawołanie dziecka, nie przytuli mocniej, gdy maluch zapłacze głośniej.

W psychologii istnieje jednak pojęcie obiektu przejściowego – przedmiotu, który reprezentuje bezpieczeństwo pod nieobecność rodzica (np. w żłobku czy przedszkolu). Taka zabawka może być świetnym pomostem ułatwiającym separację. Problem pojawia się wtedy, gdy dorosły traktuje gadżet jak „emocjonalny smoczek” mający całkowicie wyręczyć go z budowania więzi.

Pułapka cenzurowania emocji

Stosowanie zabawek wibrujących i oddychających za każdym razem, gdy dziecko płacze, niesie ze sobą poważne ryzyko psychologiczne. Samoregulacja, czyli zdolność do radzenia sobie z trudnymi emocjami, nie jest umiejętnością wrodzoną. Człowiek uczy się jej przez lata, doświadczając emocji w asyście i obecności dorosłego.

– Jeśli za każdym razem, gdy maluch poczuje lęk, złość czy frustrację, natychmiast „zatykamy” tę emocję wibrującą zabawką, wysyłamy mu dwa niepokojące komunikaty – ostrzega terapeutka CBT, Angelika Kołomańska. – Po pierwsze: „To, co czujesz, jest złe i musimy to jak najszybciej wygasić”. Po drugie: „Ty sam sobie nie poradzisz, potrzebujesz czegoś z zewnątrz, żeby odzyskać spokój”. W ten sposób możemy zaburzyć naturalny proces nauki tolerancji na trudne stany psychiczne. W dorosłości taki człowiek może odruchowo szukać destrukcyjnych, zewnętrznych regulatorów emocji. Lęk trzeba czasami po prostu wspólnie nazwać, pozwolić mu wybrzmieć i naturalnie opaść.

Certyfikaty kontra instagramowa rzeczywistość

Gdy rodzice szukają ratunku dla zszarganych nerwów, najchętniej sięgają po rynkowe bestsellery, takie jak słynna „Uspokajającą Wydra”. Choć produkt ten zyskał ogromną popularność, wokół jego statusu i bezpieczeństwa narosło sporo mitów. Aktualne stanowisko w tej sprawie wyjaśnia Jagna Szulc-Kamińska, położna i ekspert ds. opiniowania produktów użytkowych w Instytucie Matki i Dziecka (IMiD):

- Pozytywna Opinia tej zabawki wygasła. Gdy była oceniana, eksperci Instytutu Matki i Dziecka podkreślili w niej walory wpływające pozytywnie na rozwój wielozmysłowy i wyciszenia przed snem, jednak od czasu wygaśnięcia Opinii produkt nie podlegał ponownej weryfikacji. Podczas ówczesnej oceny potwierdzono bezpieczeństwo surowcowe i konstrukcyjne oraz zgodność z obowiązującymi normami i przepisami prawa dotyczącymi zabawek.

Eksperci Instytutu zwrócili wówczas uwagę na funkcje stymulujące zmysły dziecka, zabawkę uznano za konstrukcyjnie staranną, wykonaną z bezpiecznych surowców oraz różnorodnych zmysłowo materiałów. Podczas badania użytkowego rodzice pozytywnie ocenili produkt we wszystkich badanych kryteriach.

Prawdziwym wyzwaniem dla bezpieczeństwa dzieci okazuje się jednak sposób, w jaki maskotka jest użytkowana przez rodziców. W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się materiały, na których widać niemowlęta śpiące w łóżeczkach w otoczeniu dużych pluszaków. Praktyka ta spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem ekspertów medycznych, którzy zwracają uwagę na konieczność bezwzględnego przestrzegania zasad profilaktyki zespołu nagłego zgonu niemowląt (SIDS).

Jagna Szulc-Kamińska podkreśla oficjalne zalecenia Instytutu:

- Pomijając walory tej konkretnej zabawki czy innej, w momencie snu noworodka i niemowlęcia kluczowe jest jego bezpieczeństwo. Ani ta maskotka, ani żadne inne akcesoria nie powinny znajdować się w łóżeczku śpiącego dziecka. Filmy w mediach społecznościowych, na których widzimy noworodki lub niemowlęta śpiące w otoczeniu pluszaków niestety są sprzeczne z zasadami profilaktyki zespołu nagłego zgonu niemowląt (SIDS).

Zalecenia Instytutu Matki i Dziecka są zgodne z aktualnymi wytycznymi towarzystw naukowych, w tym zaleceń American Academy of Pediatrics (AAP). Wśród zasad bezpiecznego snu i wyposażenia łóżeczka w kontekście profilaktyki zespołu nagłego zgonu niemowląt podkreśla się, by w miejscu, w którym śpi noworodek i niemowlę, poza dobrze naciągniętym prześcieradłem na odpowiedniej twardości materacu, nie znajdowały się żadne inne przedmioty. Wyłączeniu podlegają również wciąż popularne ochraniacze na szczebelki, poduszki i inne gadżety.

Żadne zalety tego typu zabawek nie sprawiają, że nadają się one do położenia w łóżeczku bezpośrednio z noworodkiem i niemowlęciem. Kładzenie przedmiotów obok śpiącego noworodka lub niemowlęcia stwarza ryzyko uduszenia, zadławienia lub ograniczenia dopływu tlenu. Jeśli dziecko wtuli w nie nos lub usta i nie będzie miało siły zmienić pozycji ciała – a małe dzieci nie mają jeszcze wykształconego odruchu odpychania przeszkód blokujących drogi oddechowe – może mieć to fatalne konsekwencje. Tego typu zabawka mogłaby sprawdzić się umieszczana poza łóżeczkiem.

Plaga podróbek. Ukryte niebezpieczeństwo za pół ceny

Ogromny sukces komercyjny „oddychających pluszaków” wywołał lawinę podróbek sprowadzanych z niesprawdzonych źródeł. Problem obecności na rynku zabawek niezgodnych z przepisami regularnie potwierdzają w swoich raportach kontrole Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Dane z tych inspekcji wskazują, że na rynku wciąż krążą produkty wadliwe konstrukcyjnie oraz niespełniające podstawowych norm bezpieczeństwa chemicznego czy mechanicznego.

Wybierając tani zamiennik, rodzice nieświadomie rezygnują z gwarancji bezpieczeństwa, jakie dają oficjalne procedury badawcze. Ekspertka IMiD wyjaśnia ryzyko związane z omijaniem unijnych standardów:

- Wybór produktu z niesprawdzonego źródła wiąże się z dużym ryzykiem, że ominięto przy nim unijną normę EN 71, regulującą m.in. właściwości mechaniczne, palność oraz bezpieczeństwo chemiczne zabawek. Spełnienie tych wymogów legalny producent musi potwierdzić badaniami laboratoryjnymi, deklaracją zgodności oraz symbolem CE.

Pozytywna Opinia Instytutu Matki i Dziecka to dodatkowe potwierdzenie jakości. Daje ono rodzicowi pewność, że niezależny zespół ekspertów przeanalizował dokumentację prawną, surowcową oraz konstrukcyjną, a także ocenił zabawkę pod kątem sensorycznym, potwierdzając jej bezpieczeństwo i walory rozwojowe dla dziecka, oraz że zostały przeprowadzone testy użytkowe.

W przypadku dźwiękowej zabawki elektrycznej dla najmłodszych kryteria oceny i przepisy prawne są wyjątkowo wyśrubowane. Poza standardowymi wymogami dotyczącymi zabawek, dochodzi tutaj konieczność weryfikacji bezpieczeństwa mechanizmu, emisji dźwięku i światła oraz zabezpieczenia baterii. Wybór zamiennika z niesprawdzonego źródła oznacza ryzyko ominięcia listy procedur, które w legalnie sprzedawanych produktach gwarantują bezpieczeństwo użytkowników.

Instytut Matki i Dziecka, jako jednostka opiniująca, wprost wskazuje kluczowe zagrożenia, na jakie narażone jest dziecko podczas kontaktu z nieprzebadanymi kopiami:

- Wskazalibyśmy rodzicom kluczowe zagrożenia związane z zakupem zabawek z niesprawdzonych źródeł. Pierwszym z nich jest niebezpieczeństwo w surowcach, które może wiązać się z obecnością toksycznych substancji, takich jak ftalany, toksyczne barwniki azowe i metale ciężkie, które pod wpływem śliny dziecka, wnikając do organizmu i stwarzają ryzyko silnych reakcji alergicznych, zatruć lub nawet zaburzeń rozwoju.

Kolejny problem to słabe szwy i wady konstrukcyjne – niedopracowane szycie może spowodować, że moduł elektryczny wypadnie z maskotki, a słaba jakość wykonania grozi oderwaniem drobnych elementów, które maluch może połknąć. Ponadto mechanizmy podróbek często pracują zbyt gwałtownie lub głośno, co zamiast wyciszać, straszy dziecko.

Duże zagrożenie niesie też brak prawidłowych zabezpieczeń komory baterii i elektroniki, gdzie układy mogą się przegrzać lub uszkodzić, a wadliwe lub pękające klapki ułatwiają dziecku dostęp do np. Do baterii, których połknięcie prowadzi do ciężkich oparzeń wewnętrzne. Nieprzebadane kopie rzadko spełniają normy emisji hałasu i światła – w przeciwieństwie do oryginalnych zabawek ich dźwięki nie są stonowane, a przekroczony poziom decybeli może uszkadzać wrażliwy słuch dziecka i zamiast koić układ nerwowy, dodatkowo go drażnić.

Zanim kupisz, zrób „test dłoni”

Zarówno psychologia, jak i medycyna nie potępiają nowoczesnych zabawek sensorycznych, o ile są one używane zgodnie z przeznaczeniem, pochodzą z legalnych źródeł i nie stanowią próby zastąpienia rodzicielskiej uwagi oraz bliskości.

Jeśli rodzic zastanawia się, czy jego dziecko naprawdę potrzebuje „oddychającego” pluszaka, Angelika Kołomańska ma jeden, prosty sprawdzian:

– Zamiast kupować zabawkę od razu, możesz najpierw sprawdzić, jak dziecko reaguje na spokojny, rytmiczny kontakt. Gdy dziecko jest niespokojne, połóż mu delikatnie dłoń na klatce piersiowej lub brzuchu (jeśli to dla niego komfortowe) i oddychaj powoli.

Badania nad rozwojem dziecka pokazują, że dzieci różnią się wrażliwością sensoryczną i sposobem reagowania na dotyk oraz rytm. U części dzieci taki spokojny, powtarzalny bodziec może wspierać wyciszenie i poczucie bezpieczeństwa, ale u innych może nie mieć wyraźnego efektu lub być nieprzyjemny.

Jeśli dziecko pozostaje spokojniejsze lub rozluźnia się w takim kontakcie, zabawki oparte na rytmie i delikatnym ruchu mogą być dla niego potencjalnie wspierające. Jeśli natomiast dziecko odsuwa się, protestuje lub unika dotyku, oznacza to, że w danym momencie taki bodziec nie jest dla niego regulujący i lepiej go nie stosować. Dzieci różnią się tym, jakie sygnały sensoryczne pomagają im się wyciszyć.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...