To już plaga wśród rodziców: zabierają na wakacje darmową „nianię” i mają spokój. Po co w ogóle mieć dzieci?
Rodzice lenią się przy hotelowym basenie albo na plaży, a dziecko siedzi obok ze smartfonem w rączkach. Ekran daje chwilę wytchnienia: maluch nie marudzi, nie mówi co pięć minut, że mu się nudzi, nie domaga się uwagi. Jest darmową „nianią”, którą można zabrać ze sobą wszędzie. Tylko czy właśnie tak powinien wyglądać rodzinny odpoczynek?

Na wstępie zaznaczę: nie chodzi o to, by demonizować tablety i telefony. Każdy rodzic wie, że są sytuacje, w których ekran naprawdę staje się wybawieniem: w przychodni, gdy przestraszone dziecko zanosi się płaczem, podczas długiej podróży, gdy ulubione zabawki, kolorowanki i książeczki zawodzą, gdy trzeba pilnie coś zrobić podczas pracy zdalnej...
To się zdarza, w końcu rodzice są tylko ludźmi, nawet jeśli niektórzy próbują z nich zrobić superbohaterów. Problem pojawia się wtedy, gdy urządzenie przestaje być narzędziem wsparcia, a zaczyna zastępować rodzica, z którym dziecko spędza wolny czas.
Na wakacjach rodzice często rezygnują z zasad
Badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii przez biuro podróży Thomas Cook pokazuje, że aż 64 proc. rodziców nie ustala żadnych zasad dotyczących korzystania z urządzeń podczas wakacji. Ograniczenia wprowadza jedynie 36 proc. Dla wielu rodzin jest to zrozumiałe. Wakacje mają być przecież odpoczynkiem od codziennej rutyny, obowiązków i nieustannych negocjacji. Rodzice nie chcą kolejny raz słyszeć: „Jeszcze pięć minut”, a dzieci oczekują większej swobody.
Podobny trend widać w Polsce. Z badania przeprowadzonego przez Komputronik wynika, że 46 proc. rodziców na wakacjach całkowicie znosi limity grania albo wyraźnie je zwiększa. Kolejne 27 proc. przyznaje, że zasady są wprawdzie nadal obecne, ale znacznie łagodniejsze. Tylko co piąty rodzic utrzymuje wakacyjne reguły na takim samym poziomie jak w ciągu roku.
Jedna z najbardziej niepokojących danych dotyczy czasu spędzonego przed ekranem. Średnio dziecko poniżej 10. roku życia spędza przed ekranem 93 minuty dziennie. Najwięcej czasu korzystają z urządzeń sześciolatki – średnio 104 minuty. Nawet dzieci poniżej pierwszego roku życia spędzają przed ekranami około godziny dziennie.
Problemem nie zawsze jest liczba minut
Łatwo powiedzieć: „Moje dziecko korzysta z tabletu tylko godzinę dziennie”. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co w tym czasie zostało przez ekran zastąpione.
Specjaliści z Child Mind Institute podkreślają, że nie zawsze najważniejsze jest samo liczenie minut spędzonych przed ekranem. Warto spojrzeć szerzej: czy dziecko dobrze sypia? Czy jest aktywne fizycznie? Czy spędza czas z rodziną i rówieśnikami? Czy ma zainteresowania, które nie wymagają ekranu?
Jeśli odpowiedzi są twierdzące, dodatkowy odcinek bajki podczas wakacji prawdopodobnie nie będzie powodem do niepokoju. Jeśli jednak telefon wypiera sen, ruch, wspólne posiłki, zabawę lub relacje, wtedy warto przyjrzeć się zasadom. Jak podkreślają eksperci, nie chodzi wyłącznie o to, ile czasu dziecko spędza przed ekranem, ale o to, co przez ten ekran traci.
Jak postawić granice bez codziennej wojny?
Wakacyjne zasady nie muszą być surowe. Zamiast całkowicie zakazywać korzystania z urządzeń, można ustalić konkretne momenty, kiedy dziecko ma czas na telefon lub tablet. Na przykład pół godziny po obiedzie albo podczas odpoczynku w hotelu.
Dziecko wie wtedy, czego się spodziewać, i rzadziej pyta o ekran przez cały dzień. Rodzice mogą też wspólnie z nim przygotować „wakacyjne menu” aktywności bez telefonu. Mogą znaleźć się na nim gry planszowe, czytanie, rysowanie, budowanie z piasku, pływanie czy zabawa z rodzeństwem.
Specjaliści zwracają również uwagę, że samo odebranie urządzenia nie wystarczy. Jeśli mówimy dziecku: „Nie możesz teraz korzystać z tabletu”, warto jednocześnie podpowiedzieć, co może zrobić zamiast tego. Nuda nie musi być czymś złym, ale dzieci potrzebują czasu, by nauczyć się samodzielnie wymyślać zajęcia.
Ważna jest też postawa rodziców. Trudno oczekiwać, że dziecko odłoży telefon, jeśli dorosły przez cały dzień przegląda media społecznościowe. Wspólne momenty bez ekranów mogą dotyczyć wszystkich – na przykład posiłków, wyjścia na plażę czy wieczornego spaceru.
Ekran może pomagać. Nie powinien jednak zastępować rodzica
Nowe zasady często wywołują protest. Dziecko może się złościć, negocjować albo wielokrotnie prosić o wyjątek. Eksperci podkreślają, że jest to normalna reakcja na zmianę. Najważniejsza jest konsekwencja – szczególnie na początku. Dzieci zwykle potrzebują czasu, by przyzwyczaić się do nowych granic.
Jednocześnie rodzice nie muszą dążyć do perfekcji. Jeśli tablet pozwoli dorosłemu spokojnie zjeść posiłek, odpocząć albo przez chwilę zadbać o własne potrzeby, pojedynczy wyjątek nie przekreśla wszystkich zasad. Elastyczność czasem pomaga obniżyć napięcie w całej rodzinie.
Może więc problem nie polega na tym, że rodzice zabierają tablet na wakacje. Problem zaczyna się wtedy, gdy urządzenie staje się głównym sposobem na zajęcie dziecka, a wspólny wyjazd zamienia się w kilka równoległych wakacji – rodzice odpoczywają, dzieci oglądają, a rodzinne chwile przechodzą obok.
Bo ekran może być pomocnikiem. Nie powinien jednak stać się kimś, kto przeżywa wakacje z dzieckiem za rodziców.
Źródła: childmind.org, thomascook.com, wp.pl
Zobacz także: 5-punktowy plan, by odkleić przedszkolaka od ekranu. Zacznij dziś, bo będzie tylko gorzej