Twoje dziecko wie, kim jest. Czy ty też to wiesz?
Mają po dziewięć lat, trenują boks i golf, mówią w trzech językach i nie pytają o pozwolenie na bycie sobą. Generacja Alfa wchodzi w świat z energią, jakiej nie widzieliśmy u poprzednich pokoleń. I właśnie dlatego tak bardzo potrzebuje naszej uwagi - nie kontroli, ale prawdziwego towarzyszenia.

- Redakcja
Wyobraź sobie dziewczynkę stojącą na wybiegu w Monako. Ma na sobie suknię z czarnobiałymi, trójwymiarowymi aplikacjami, które wyglądają jak żywe kwiaty. Wokół niej siedzą dziennikarze, fotografowie, projektanci. Reflektory. Szum. Napięcie. Ona idzie. Spokojnie. Pewnie. Z lekkim uśmiechem, który mówi: wiem, gdzie jestem i wiem, po co tu przyszłam.
Ta dziewczynka ma dziewięć lat. Nazywa się Elsa Kołtyś. I nie - nie jest córką żadnego projektanta ani gwiazdą reality show. Jest dzieckiem, które bardzo wcześnie odkryło, kim jest. I to odkrycie zmienia wszystko.
Generacja, która nie pyta o pozwolenie
Psychologowie nazywają ich Generacją Alfa - dzieci urodzone po 2010 roku, które dorastają w świecie nieprzerwanego dostępu do informacji, globalnych wzorców i mediów społecznościowych. Brzmi jak przepis na katastrofę? Niekoniecznie. Coraz więcej badań pokazuje, że część tej generacji wykształca coś, o czym my - ich rodzice - marzyliśmy przez całe dorosłe życie: głęboko zakorzenioną tożsamość własną.
Nie chodzi o arogancję. Chodzi o coś znacznie cenniejszego - o wewnętrzny kompas, który mówi dziecku: wiem, co lubię, wiem, co czuję, wiem, czego chcę. I co równie ważne: wiem, czego nie chcę.
Psycholog dziecięcy dr Stuart Ablon z Massachusetts General Hospital podkreśla, że dzieci, które rozwijają silne poczucie tożsamości we wczesnym wieku, są statystycznie bardziej odporne na presję rówieśniczą, mniej podatne na manipulację i lepiej radzą sobie z porażkami. Tożsamość to nie luksus. To fundament zdrowia psychicznego.
Elsa Kołtyś jest tego żywym przykładem. Na co dzień mieszka w Marbelli, gdzie uczęszcza do amerykańskiej szkoły. Mówi płynnie po polsku, angielsku i hiszpańsku, a w wolnym czasie uczy się francuskiego i rosyjskiego. Trenuje golf i boks. Regularnie wraca do Warszawy, bo - jak mówią jej bliscy - to miasto jest częścią jej DNA. Bierze udział w pokazach mody promujących niezależnych europejskich projektantów, a jej wizerunek pojawia się w relacjach takich tytułów jak L’Officiel, Harper’s Bazaar czy ELLE Baltic. Ale to nie lista osiągnięć robi z niej kogoś wyjątkowego. To jej podejście do siebie samej.
Moda jako pierwszy język tożsamości
Dla wielu dorosłych moda to powierzchowność. Dla dzieci takich jak Elsa - to jeden z pierwszych języków, w których uczą się mówić o sobie. Wybór ubrania, koloru, kroju, faktury to nie kaprys. To komunikat: oto, kim jestem dziś. Oto, jak chcę być widziana.
Badania z zakresu psychologii rozwojowej konsekwentnie potwierdzają, że ekspresja przez ubiór jest dla dzieci w wieku 7-12 lat jednym z kluczowych mechanizmów budowania autonomii. Kiedy dziecko ma przestrzeń do decydowania o tym, jak wygląda - uczy się, że jego zdanie ma znaczenie. Że ono samo ma znaczenie.
Elsa kocha modę właśnie dlatego, że pozwala jej wyrażać siebie w sposób natychmiastowy i precyzyjny. Nie naśladuje cudzego stylu. Nie ubiera się tak jak wszyscy. Nosi to, co ją wyraża - i robi to z pełną świadomością. Ta umiejętność - nazywania własnych upodobań i odwagi, by je pokazać - jest fundamentem czegoś znacznie ważniejszego niż dobry gust. Jest fundamentem odporności psychicznej.
Co więcej, Elsa traktuje modę jako misję. Jej celem jest inspirowanie rówieśników do stawiania sobie wysokich celów i nieograniczania się cudzymi wyobrażeniami o tym, co jest możliwe. Kiedy dziewięciolatka staje na wybiegu i mówi całym sobą: marzę i działam - to jest komunikat, który dociera do innych dzieci znacznie głębiej niż jakakolwiek szkolna pogadanka o pewności siebie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Wszechstronność jako supermoc
Jedną z cech, która najbardziej uderza w obserwowaniu Elsy, jest jej wszechstronność. Wybieg i boks. Moda i golf. Marbella i Warszawa. Angielski, polski, hiszpański - i jeszcze francuski z rosyjskim w drodze.
Dla wielu rodziców taka różnorodność zainteresowań może być źródłem niepokoju: czy nie za dużo naraz? Czy nie lepiej skupić się na jednej rzeczy? Psychologowie odpowiadają jednoznacznie: nie. Dzieci, które rozwijają się w wielu kierunkach jednocześnie, budują bogatszą sieć kompetencji i - co kluczowe - uczą się, że ich wartość nie zależy od jednej umiejętności. Jeśli nie wyjdzie im na wybiegu, mają golf. Jeśli nie pójdzie im w szkole, mają boks. To nie rozproszenie - to zabezpieczenie tożsamości.
Boks, który trenuje Elsa, zasługuje tu na osobną chwilę uwagi. To dyscyplina, która w świadomości społecznej wciąż bywa kojarzona z agresją, a tymczasem psychologowie sportu wskazują ją jako jedno z najskuteczniejszych narzędzi budowania pewności siebie u dzieci - szczególnie dziewcząt. Uczy granic. Uczy, że można przyjąć cios i wstać. Uczy, że siła nie jest zagrożeniem, lecz zasobem.
Połączenie wrażliwości estetycznej - wyrażanej przez modę - z fizyczną i mentalną siłą, którą daje sport, tworzy profil dziecka, które jest gotowe na świat. Nie dlatego, że nie będzie się bać. Ale dlatego, że będzie wiedzieć, jak sobie z tym strachem poradzić.
Hejt w sieci. Dlaczego jedne dzieci się łamią, a inne - nie
Tu dochodzimy do tematu, który spędza sen z powiek niemal każdemu rodzicowi. Internet jest dziś nieodłączną częścią życia dzieci. A tam, gdzie są dzieci widoczne publicznie - czy to na Instagramie, TikToku, czy w komentarzach pod szkolnym filmem - jest też hejt.
Dane są bezlitosne. Według raportu NASK z 2024 roku ponad 40 procent polskich dzieci w wieku szkolnym doświadczyło jakiejś formy agresji online. Część z nich milczy. Część się wycofuje. Ale część - i to jest ta część, o której warto rozmawiać - po prostu idzie dalej.
Co sprawia, że jedne dzieci są na hejt odporne, a inne nie? Odpowiedź, którą dają psychologowie, jest zaskakująco prosta: tożsamość. Dziecko, które wie, kim jest, ma wewnętrzny bufor. Kiedy ktoś w internecie mówi mu, że jest „za małe”, „za głośne”, „za bardzo się stara” - ma się do czego odwołać. Ma własną narrację o sobie, która jest silniejsza niż cudza opinia.
Dr Brené Brown, badaczka odporności psychicznej i autorka bestsellerowych książek o wrażliwości, pisze wprost: „Ludzie, którzy mają silne poczucie miłości i przynależności, wierzą, że są jej warci. To jest fundament. Bez niego każda krytyka staje się wyrokiem.” Dzieci nie różnią się tu od dorosłych - a może są nawet bardziej narażone, bo nie mają jeszcze lat doświadczeń, które pozwalają relatywizować.
Elsa Kołtyś żyje według filozofii, którą jej pokolenie nazywa „main character energy” - bycia główną bohaterką własnego życia. Nie dlatego, że jest najlepsza. Ale dlatego, że jest swoja. I to „bycie swoim” jest dziś jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy dać dziecku - zanim internet zdąży mu powiedzieć, że powinno być kimś innym.
Dziecko między dwoma światami
Jest jeszcze jeden wymiar historii Elsy, który warto zatrzymać się i przemyśleć. Elsa żyje dosłownie między dwoma światami: słoneczną, kosmopolityczną Marbellą a tętniącą energią, zakorzenioną w tradycji Warszawą. Dwa języki, dwie kultury, dwa rytmy życia.
Dla wielu dzieci taka sytuacja byłaby źródłem zagubienia. Dla Elsy stała się źródłem siły. Dlaczego? Bo nauczyła się, że tożsamość nie jest miejscem. Nie jest paszportem ani językiem,
którym mówisz. Jest tym, co nosisz w sobie - niezależnie od tego, gdzie akurat jesteś.
Badania nad dziećmi wychowującymi się w środowiskach wielokulturowych (tzw. Third Culture Kids) pokazują, że te, które potrafią zintegrować różne aspekty swojej tożsamości - zamiast traktować je jako sprzeczności - rozwijają wyjątkową elastyczność emocjonalną i społeczną. Uczą się szybciej. Adaptują się sprawniej. I - co najważniejsze - rzadziej szukają potwierdzenia swojej wartości w oczach innych.
Elsa wraca do Warszawy nie dlatego, że musi. Wraca, bo chce. Bo rozumie, że korzenie nie ograniczają - dają siłę do lotu.
Co możemy zrobić jako rodzice?
Obserwując dzieci takie jak Elsa, warto zadać sobie pytanie: co sprawia, że w tak młodym wieku mają tak mocno ugruntowane poczucie własnej wartości? Odpowiedź rzadko leży w genach. Leży w środowisku, które pozwoliło im to poczucie zbudować.
Pozwól dziecku mieć zdanie o sobie. Nie tylko o tym, co lubi jeść albo jaki film chce obejrzeć - ale o tym, jak chce wyglądać, jak chce spędzać czas, co go pasjonuje. Nawet jeśli to boks i wybieg w jednym. Szczególnie jeśli to boks i wybieg w jednym.
Nie gaś pasji, bo nie rozumiesz jej kontekstu. Moda, gaming, taniec, modelarstwo - każda pasja, w którą dziecko wchodzi z pełnym zaangażowaniem, buduje jego tożsamość. Uczy, że jest coś, w czym jest dobre. Że warto się starać. Że wysiłek ma sens.
Rozmawiaj o hejcie, zanim się pojawi. Dzieci, które wiedzą, że hejt istnieje i że nie definiuje ich wartości, są na niego znacznie lepiej przygotowane. Pytaj: „Co byś zrobiła, gdyby ktoś napisał coś złego o twoim zdjęciu?” Odpowiedź wiele powie ci o tym, jak dziecko postrzega siebie.
Ucz, że różnorodność to zasób, nie problem. Dziecko, które mówi w trzech językach, trenuje dwie dyscypliny sportu i interesuje się modą oraz matematyką jednocześnie - nie jest zdezorientowane. Jest bogate. Pomóż mu to zobaczyć.
Bądź świadkiem, nie reżyserem. Największym darem, jaki możemy dać dziecku budującemu własną tożsamość, jest nasza obecność bez oceniania. Nie: „po co ci to?“, ale: „opowiedz mi o tym więcej.” Nie: „czy to mądre?“, ale: „jak się przy tym czujesz?”
Elsa Kołtyś nie jest wyjątkiem. Jest zapowiedzią. Zapowiedzią pokolenia, które będzie od nas wymagać czegoś, do czego nie zawsze jesteśmy przyzwyczajeni - żebyśmy traktowali je poważnie. Żebyśmy widzieli w nim nie „jeszcze dzieci”, ale ludzi, którzy już teraz mają coś do powiedzenia.
Dzieci, które wiedzą, kim są, nie potrzebują naszej zgody na istnienie. Potrzebują naszego towarzyszenia. I może właśnie to jest najważniejsza lekcja, jaką możemy od nich dostać - my, dorośli, którzy wciąż szukamy siebie.