Reklama

Spór o alimenty w Toruniu wrócił do sądu po sześciu latach od rozwodu rodziców 8-letniej dziewczynki. Matka wystąpiła o podniesienie świadczenia z 1000 do 2500 zł miesięcznie, argumentując, że realne koszty utrzymania dziecka sięgają ok. 5000 zł. Sąd Rejonowy w Toruniu przeanalizował wydatki i sytuację obojga rodziców, po czym zwiększył alimenty, ale tylko do 1300 zł.

Ojciec płacił regularnie, ale sąd policzył też to, co dawał „ponad przelew”

W tej sprawie ważne było nie tylko to, ile wynosiły alimenty zasądzone po rozwodzie, ale też to, jak wyglądała codzienność dziecka po rozstaniu rodziców. Ojciec przez lata regularnie wywiązywał się z obowiązku i płacił 1000 zł miesięcznie. Jednocześnie spędzał z córką weekendy i, jak ustalił sąd, kupował jej także potrzebne rzeczy oraz sprzęty. W praktyce oznaczało to, że łożył na dziecko więcej, niż wynikało z samej kwoty z wyroku.

Z perspektywy wielu rodziców to istotny szczegół: w sprawach alimentacyjnych sąd nie patrzy wyłącznie na pojedynczą liczbę, ale na realny obraz wsparcia. W Toruniu wzięto pod uwagę również to, że przez sześć lat zmieniły się warunki życia: dziewczynka podrosła, wzrosły ceny i koszty utrzymania, a ojciec awansował na stanowisko kierownicze. Jego zarobki wskazano na poziomie ok. 6800 zł netto.

Wydatki pod lupą: ubrania, jedzenie i wyjazdy okazały się za duże jak na 8-latkę

Matka domagała się podwyżki o 1500 zł, przedstawiając szczegółowe koszty utrzymania dziecka. Sąd uznał jednak, że część z nich była przeszacowana. W uzasadnieniu wskazano m.in. na:

  • 1000 zł miesięcznie na odzież i obuwie – sąd ocenił ten poziom jako zawyżony,
  • 1150 zł miesięcznie na wyżywienie – zwrócono uwagę, że dziecko je szkolne obiady w cenie 7 zł za sztukę, co wpływa na realne wydatki,
  • 14 000 zł rocznie na wakacje letnie i ferie – uznano, że to kwota trudna do obrony jako usprawiedliwiona potrzeba w tej konkretnej sytuacji.

To nie jest opowieść o tym, że dziecko „nie zasługuje” na dobre rzeczy. Raczej o tym, że w sądzie liczą się proporcje, wiarygodność wyliczeń i to, czy dana pozycja w budżecie rzeczywiście odpowiada typowym, uzasadnionym potrzebom dziecka.

Domowe rachunki nie dzielą się automatycznie „na osoby”

Osobny, bardzo praktyczny wątek dotyczył kosztów mieszkania lub domu. Sąd wyraźnie rozdzielił dwa podejścia: czym innym są ogólne koszty prowadzenia gospodarstwa domowego, a czym innym koszty, które faktycznie rosną dlatego, że mieszka w nim dziecko. Wprost wskazano, że do kosztów utrzymania małoletniej można zaliczać te wydatki, które zwiększają się w związku z jej obecnością, jak wyższe zużycie prądu czy wody.

Nie zaakceptowano natomiast mechanicznego doliczania dziecku części „całej kwoty” kosztów domu poprzez zwykłe dzielenie rachunków na liczbę domowników. Ten element często pojawia się w rodzinnych rozmowach o pieniądzach i bywa intuicyjny, ale w realiach tej sprawy nie przekonał sądu.

Ostatecznie alimenty podniesiono z 1000 do 1300 zł miesięcznie.

Źródło: Dziennik Toruński

Zobacz też: Syn zaczął mówić o „alfach” i „dyscyplinie”? Sygnały zainteresowania manosferą, które łatwo przeoczyć

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...