Dom z dziećmi i psem to jego żywioł. Sprawdziłam Xiaomi H50 Pro [TEST]
W domu, w którym mieszkają dzieci, golden retriever i kot z wyraźnym dystansem do technologii, trudno o idealny porządek na dłużej niż kilka minut. Dlatego postanowiłam sprawdzić, jak Xiaomi Robot Vacuum H50 Pro poradzi sobie w mojej codzienności – pełnej sierści, okruszków i życia, które toczy się szybciej niż harmonogram sprzątania.

W teorii miał być po prostu kolejnym sprzętem do testów. W praktyce dość szybko stał się pełnoprawnym członkiem naszego domu. Takim, którego woła się po imieniu, omija się w kuchni i którego pies zaczyna traktować jak spokojnego współlokatora.
„George jedzie!" - krzyknął pewnego dnia Leon, gdy robot wyjechał ze stacji dokującej. I tak już zostało.
Od tamtej chwili Xiaomi Robot Vacuum Cleaner H50 Pro przestał być „odkurzaczem", a zaczął funkcjonować w naszym domu jako George. Kluska, nasza goldenka, początkowo obserwowała go z nieufnością, potem zaczęła chodzić za nim krok w krok, aż w końcu położyła się obok niego, jakby uznała, że nowy lokator jednak zostaje na dłużej. Kot – zgodnie ze swoim charakterem – zachował emocjonalny dystans i spojrzenie mówiące: "to nie jest poziom relacji, który mnie interesuje".
A ja? Ja po kilku tygodniach testów zorientowałam się, że coraz rzadziej myślę o odkurzaniu.
Dom z dzieckiem i psem nie sprząta się "raz"
To jest coś, o czym rzadko mówi się w reklamach sprzętów do domu. Sprzątanie przy dzieciach i zwierzętach nie polega na tym, że raz dziennie odkurzamy mieszkanie i temat znika. To raczej niekończąca się opowieść o okruszkach pod stołem, sierści w przedpokoju, śladach łap po deszczu i drobnych katastrofach rozgrywających się w tle się między jednym spotkaniem online a drugim.
Właśnie dlatego najbardziej ciekawiło mnie, czy robot sprzątający rzeczywiście jest w stanie realnie odciążyć moją codzienność, a nie tylko efektownie wyglądać na zdjęciach.
W przypadku Xiaomi Robot Vacuum Cleaner H50 Pro, bardzo szybko zauważyłam jedną rzecz: on naprawdę dokładnie „myśli" podczas sprzątania.
Nie jeździ chaotycznie po domu, nie odbija się bezradnie od ścian i nie zostawia połowy narożników nietkniętych. To robi ogromną różnicę, szczególnie w domu, który „żyje".

Największe zaskoczenie? Krawędzie i miejsca pod meblami
Mam wrażenie, że większość robotów sprzątających dobrze radzi sobie na środku podłogi. Prawdziwy test zaczyna się jednak przy listwach, nogach krzeseł i wszystkich tych miejscach, które zazwyczaj trzeba później „poprawić ręcznie".
Tutaj bardzo dobrze sprawdziły się wysuwane ramiona mopujące i dynamiczna szczotka boczna. Kiedy robot dojeżdżał do narożników, szczotka automatycznie się wysuwała
i naprawdę doczyszczała miejsca, które zwykle bywają pomijane.
Pierwszy raz zauważyłam to... pod kuchenną zabudową. W miejscu, do którego zazwyczaj nie zaglądam, bo wymagałoby to akrobatycznych pozycji z tradycyjnym odkurzaczem. George wjechał tam spokojnie i po prostu zrobił swoje.

Sierść goldena to osobna kategoria sprzątania
Każdy, kto ma goldena, wie, że „gubienie sierści" jest bardzo delikatnym określeniem. Mam czasem wrażenie, że Kluska codziennie produkuje nowego psa z samej sierści. Dlatego byłam ciekawa, jak urządzenie poradzi sobie z włosami, sierścią i drobnymi zabrudzeniami nanoszonymi po spacerach.
Siła ssania modelu Xiaomi Robot Vacuum H50 Pro jest naprawdę imponująca, ale równie ważne okazało się coś innego – system zapobiegający plątaniu włosów. To właśnie ten element sprawił, że nie musiałam co chwilę rozcinać nożyczkami splątanych pasm z wałka szczotki. Przy długich włosach i zwierzętach to detal, który zaczyna się doceniać bardzo szybko.
Robot dobrze radził sobie również z drobnym żwirkiem i piaskiem przynoszonym do domu.

Mopowanie, które faktycznie coś daje
Przyznam szczerze: do funkcji mopowania w robotach podchodzę zwykle z rezerwą. Często kończy się to raczej symbolicznym „przetarciem podłogi" niż realnym myciem. Tutaj było inaczej.

Dużym plusem okazała się też cicha praca w trybie mopowania. Można spokojnie puścić robota wieczorem, nie mając poczucia, że za chwilę obudzi pół domu.

Sprzątanie podczas... nieobecności
Największą zmianą nie było jednak samo sprzątanie. Tylko to, że przestałam o nim ciągle myśleć.
Uruchamiałam robota z aplikacji, kiedy wychodziliśmy z domu albo jechaliśmy na zajęcia Leona. Wracaliśmy do czystej podłogi i charakterystycznego poczucia, że ktoś wykonał za mnie kawał codziennej pracy. Brzmi banalnie, ale właśnie z takich drobiazgów składa się komfort życia.
Aplikacja pozwala ustawiać harmonogramy, zaznaczać strefy zakazu czy uruchamiać sprzątanie konkretnych pomieszczeń. Przy domu, w którym ciągle coś się dzieje, daje to dużą wygodę.

Stacja dokująca, którą naprawdę się docenia
Po kilku tygodniach testów doszłam do wniosku, że jedną z najbardziej niedocenianych funkcji jest samooczyszczająca stacja bazowa.
Mopy są tam płukane, czyszczone i suszone gorącym powietrzem. Nie pojawia się dzięki temu nieprzyjemny zapach wilgotnej ścierki, który potrafi skutecznie odebrać przyjemność z używania sprzętu.
Doceniłam też duży zbiornik na wodę. Przy większym domu ma to znaczenie, bo nie trzeba co chwilę wszystkiego uzupełniać.

Czy George zostaje z nami?
Leon twierdzi, że tak. Kluska chyba również podjęła już decyzję. A ja mam poczucie, że Xiaomi Robot Vacuum Cleaner H50 Pro jest jednym z tych urządzeń, które nie próbują „zmienić życia", tylko po prostu sprawiają, że codzienność staje się trochę lżejsza. I czasem właśnie tego potrzeba najbardziej.
Materiał promocyjny marki Xiaomi