Twarz Krzysztofa Dymińskiego jest dobrze znana. Przez długi czas jego zdjęcie oglądaliśmy na plakatach rozwieszonych na przystankach, słupach i w witrynach sklepowych w całym kraju. 16-latek z podwarszawskiego Pogroszewa-Kolonii wyszedł z domu wczesnym rankiem 27 maja 2023 roku. Ostatni raz kamery monitoringu zarejestrowały go na Moście Gdańskim w Warszawie. Potem zapadła cisza.

WIDEO…

player placeholder

Dla większości z nas to tragiczny, medialny news. Dla Agnieszki i Daniela Dymińskich - niewyobrażalny koszmar codzienności, w którym każda sekunda jest podszyta lękiem, ale i desperacką potrzebą działania. Kiedy państwowy system poszukiwań zaginionych - pełen luk, biurokracji i sztywnych procedur - kazał im „czekać”, oni ruszyli do walki. Stworzyli w sieci ogromną społeczność zaangażowaną w poszukiwania, zaczęli batalię o zmiany w prawie dotyczące użycia Alertu RCB, a Daniel Dymiński zdobył uprawnienia, kupił łódź i specjalistyczny sprzęt, by na własną rękę przeczesywać nurt Wisły. Choć wciąż nie odnalazł syna, jego działania pozwoliły kilku innym rodzinom pochować swoich bliskich.

Teraz ich dramatyczna, codzienna walka została przeniesiona na ekran. Dokument „Bez końca” w reżyserii Michała Marczaka to boleśnie szczery, intymny portret rodziny zawieszonej w próżni, a jednocześnie potężny manifest i ostrzeżenie dotyczące zdrowia psychicznego młodego pokolenia. O samotności w tłumie, brutalnym zderzeniu z machiną państwową i nadziei, która bywa najokrutniejszym z uczuć, rozmawiamy z rodzicami Krzysztofa.

Zobacz także:

Agnieszka i Daniel Dymińscy
Michal Wozniak/Dzien Dobry TVN/East News


mamotoja.pl: Kiedy znika nastolatek, policja często przyjmuje wersję o ucieczce, a kluczowe są pierwsze godziny. Wy nie pozwoliliście, by sprawę Krzysztofa "wrzucono do szuflady". W którym momencie poczuliście, że jeśli sami nie zaczniecie działać i wywierać presji na system, nikt nie potraktuje tego zaginięcia z należytą powagą? Czy to poczucie sprawczości stało się waszą tarczą przed rozpaczą?

Agnieszka i Daniel Dymińscy: Od pierwszej chwili chcieliśmy działać. Zgłosiliśmy zaginięcie na policji, przekazaliśmy wszystko, o co nas poproszono i od razu ruszyliśmy w miasto. Jeździliśmy w miejsca, w których Krzysztof lubił bywać, zaczepialiśmy przechodniów, pokazywaliśmy jego zdjęcie. W dzień i w nocy.

W centrum Warszawy zatrzymaliśmy patrol policji, żeby zapytać, czy funkcjonariusze coś wiedzą. Nie słyszeli o zaginięciu naszego syna. Potem drugi patrol - to samo. I trzeci. To był moment, w którym zrozumieliśmy, że jeśli sami nie będziemy szukać, sprawdzać monitoringu i nagłaśniać sprawy, czas, który był wtedy najcenniejszy, po prostu ucieknie.

Czy działanie było tarczą? Tak. Było jedynym sposobem, żeby nie oszaleć. Nie potrafiliśmy siedzieć w domu i czekać na telefon. Strach, który paraliżuje, zamieniliśmy w działanie - i tak jest do dziś.

Dzięki Waszej niezłomnej walce i petycjom, Alert RCB zaczął być w końcu wykorzystywany przy zaginięciach nieletnich, co wcześniej zderzało się z biurokratycznym murem. Jak trudna była to batalia z systemem? Co dla Was - jako rodziców wciąż szukających własnego dziecka - oznacza świadomość, że ten jeden wywalczony przez was SMS może teraz ratować życie innych dzieci?


Ta walka trwa już ponad trzy lata i wciąż się nie skończyła. Słyszeliśmy, że „nie ma podstaw”, że „procedury na to nie pozwalają”, że alarm wysyłany przy każdym zaginięciu „spowszednieje”. Kiedy zaginął Krzysztof, prosiliśmy policję o uruchomienie alarmu o zaginionym dziecku. Odmówiono nam.

Bardzo nam zależy na jednym: żeby w Polsce działał sprawny system powiadamiania ludzi o zaginięciach, szczególnie dzieci. Dziś takiego rozwiązania po prostu nie ma. Child Alert, czyli policyjny komunikat ze zdjęciem dziecka w mediach, jest zabetonowany - od sierpnia 2025 roku można go uruchomić tylko wtedy, gdy policja podejrzewa przestępstwo, na przykład porwanie i życie dziecka jest bezpośrednio zagrożone. W praktyce służy więc tylko porwaniom. Z kolei Alert RCB, czyli SMS na telefony w danej okolicy - ten sam, który ostrzega nas przed burzą - przy zaginięciach dzieci wykorzystywany jest rzadko, na przykład w maju 2025 i w maju 2026 roku.

Czy to będzie SMS, powiadomienie push od operatora komórkowego, komunikat w mObywatelu czy jeszcze inne rozwiązanie - dla nas to sprawa wtórna. Najważniejsze, żeby system działał sprawnie, szybko i skutecznie: lokalnie, tam gdzie dziecko zniknęło, i w razie potrzeby w całym kraju. Wyobraźmy sobie komunikat: „Zaginął 14-letni chłopiec, ubrany w…, jeśli go widziałeś, zadzwoń pod 112”, który w kilka minut trafia do wszystkich w okolicy. Każdy od razu wiedziałby, kogo wypatrywać.

Nie przypisujemy sobie zasług za to, że jakieś dziecko się odnalazło - to praca służb i ludzi, którzy się rozejrzeli. Ale każdy taki alert przynosi nam ulgę i ogromny smutek jednocześnie. Ulgę, bo ktoś mógł zobaczyć dziecko i zadzwonić. Smutek, bo tego zabrakło wtedy, gdy Krzysztof najbardziej tego potrzebował. Dlatego nie odpuszczamy. Nastolatek, który zniknął sam, też może być w niebezpieczeństwie - i też zasługuje na to, żeby szukali go wszyscy.

Rodzice Krzysztofa Dymińskiego
mat. prasowe

Pytanie do p. Daniela: Kupił pan łódź i specjalistyczny sprzęt, by na własną rękę przeczesywać dno Wisły. Podczas tych wypraw odnajduje Pan ciała innych zaginionych osób. Biorąc na siebie to niewyobrażalne obciążenie psychiczne, daje Pan jednak innym rodzinom zamknięcie, którego Wy wciąż szukacie. Skąd czerpie pan siłę, by wracać na wodę i konfrontować się z najgorszymi możliwymi scenariuszami?

Z miłości do syna. Nic więcej się za tym nie kryje. Rzeka jest jedynym miejscem, w którym czuję, że Krzysiek jest blisko. Kiedy wypływam, mam przed oczami tylko jego.

Musiałem się wszystkiego nauczyć od zera - obsługi sonaru, drona, zdobyć uprawnienia. Żaden ojciec nie powinien szukać dziecka w taki sposób. To, że podczas tych poszukiwań odnajduję inne osoby, jest ogromnym ciężarem. W takiej chwili świat jakby się zatrzymuje. Potem są procedury i szacunek dla człowieka, którego się odnalazło. Tych obrazów nie da się zapomnieć.

Ale wiem też, co znaczy dla rodziny, która czekała miesiącami albo latami, że może wreszcie pożegnać bliską osobę. My wciąż nie mamy tej pewności. Dla mnie siedzenie w domu byłoby dużo gorsze niż każde wypłynięcie na wodę.

Gdybyście mieli wskazać jedną, najbardziej absurdalną i niebezpieczną lukę w polskim systemie poszukiwań zaginionych nastolatków, która wciąż wymaga natychmiastowej zmiany prawnej lub proceduralnej - co by to było? Z czym zderzają się zdesperowani rodzice tuż po zgłoszeniu na komendzie, o czym my, jako społeczeństwo, nie mamy pojęcia?

To, że rodzina zostaje za drzwiami. Dopóki nie stwierdzono przestępstwa, rodzice zaginionego dziecka formalnie nie są stroną postępowania, więc nie mają realnego dostępu do informacji i akt sprawy. Nie wiedzą, co zostało sprawdzone, a co nie, które miejsca przeszukano, jakie nagrania zabezpieczono. My od trzech lat prosimy o możliwość obejrzenia nagrania z ostatnich chwil, w których widać Krzysztofa. Pokazano nam jedną klatkę. A przecież rodzic może zauważyć na takim nagraniu coś, czego obca osoba nigdy nie dostrzeże.

Druga rzecz, o której mało kto wie: od sierpnia 2025 roku automatycznie najwyższy poziom poszukiwań przysługuje dzieciom do 10. roku życia. W przypadku nastolatka o tym, jak pilnie będzie szukany, decyduje indywidualna ocena sytuacji. A to właśnie nastolatki najczęściej znikają nagle, bez słowa, w kryzysie.

W praktyce rodzic słyszy „proszę czekać” i często sam chodzi po sklepach, prosząc o zabezpieczenie nagrań z kamer, zanim zostaną nadpisane. Dlatego postulujemy, by każda rodzina od pierwszego dnia miała koordynatora - jedną osobę, która mówi, co się dzieje i co można zrobić  oraz zapewnione wsparcie psychologa.

Premierze filmu towarzyszy kampania zwracająca uwagę na samotność młodych ludzi i kryzys psychiczny. Z perspektywy czasu i setek rozmów, które przeprowadziliście przez ten czas z psychologami, policją i innymi rodzicami - jakich sygnałów o pomocy, wysyłanych przez nastolatków, my, dorośli, najczęściej nie potrafimy usłyszeć w codziennym pędzie?

Kryzys u młodego człowieka rzadko zaczyna się nagle. Zwykle rozwija się dużo wcześniej - w ciszy, w samotności, pod presją, czasem pod wpływem hejtu i tego, co dzieje się w mediach społecznościowych. I często nikt z otoczenia tego nie zauważa. Dlatego w naszej kampanii tak bardzo stawiamy na prewencję: na uważność i jakość relacji z dziećmi, zanim wydarzy się coś złego.

Najczęściej nie słyszymy ciszy. Myślimy, że wołaniem o pomoc są bunt, awantury, złe oceny. Tymczasem bardziej niepokojące bywa nagłe wycofanie: dziecko zamyka się w pokoju i w telefonie, przestaje spotykać się ze znajomymi, rezygnuje z tego, co kochało, zmienia rytm snu. Dorośli często odbierają to jako spokój - „przynajmniej nie sprawia problemów”.

Sygnałem mogą być też zdania rzucane mimochodem: „mam dość”, „to wszystko nie ma sensu”. W pędzie odpowiadamy „przejdzie ci” albo „przecież masz wszystko”. A wystarczy usiąść obok, zapytać „jak się naprawdę czujesz?” i posłuchać - bez oceniania i bez gotowych rad. Czasem najważniejsze jest po prostu być.

Jeśli martwisz się o swoje dziecko albo ono samo potrzebuje rozmowy, pomoc jest dostępna: 116 111 (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, całą dobę), 800 70 2222 (Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym) oraz 112, gdy zagrożone jest życie.

Rodzice Krzysztofa Dymińskiego
mat. prasowe

Dokument „Bez końca” obnaża waszą codzienność, zawieszenie między nadzieją a najczarniejszymi myślami. Wpuszczenie ekipy filmowej do tak intymnego, kruchego świata to akt niezwykłej odwagi. Dlaczego zdecydowaliście się na ten krok? Czy ten film to dla was kolejne narzędzie do utrzymania twarzy Krzysztofa w świadomości publicznej czy do czegoś jeszcze?

To była bardzo trudna decyzja, ale podjęliśmy ją świadomie. Oczywiście zależy nam na tym, by twarz Krzysztofa nie zniknęła - chcemy, żeby ludzie wciąż go wypatrywali. Zaufaliśmy też Michałowi Marczakowi, bo nie szukał sensacji. To nie jest kronika śledcza, tylko film, z którego można coś dla siebie wziąć.

Chcieliśmy pokazać, jak wygląda życie rodziny, której dziecko zaginęło. Że to nie jest news, o którym zapomina się po dwóch dniach. To życie zawieszone między nadzieją a stratą - między potrzebą odnalezienia odpowiedzi a niemożnością pogodzenia się z tym, co się stało. Ten film jest trochę o okrucieństwie nadziei. Nie daje łatwych odpowiedzi, bo my też ich nie mamy.

Ale ten film jest przede wszystkim o bliskości. O tym, że relacje i obecność drugiego człowieka to jedno z najważniejszych zabezpieczeń - warto ze sobą rozmawiać i dbać o zwykłą codzienność. Chcemy, żeby młodzi ludzie, którzy wchodzą w dorosłość, zobaczyli, że z każdym problemem można przyjść do kogoś po pomoc i że nie trzeba zostawać z nim samemu. Po pokazach piszą do nas młodzi ludzie, którzy po filmie zdecydowali się poprosić o pomoc. Dla takich wiadomości warto było.

Mówi się, że gdy znika dziecko, gubi się cała rodzina. Cała uwaga świata, mediów i wasza własna koncentruje się na Krzysztofie. Jak w tym niewyobrażalnym kryzysie chronić więzi małżeńskie? Jak dbać o drugiego syna, który również przeżywa stratę brata, by nie czuł się niewidzialny w cieniu tej tragedii?

To najtrudniejszy egzamin z miłości, jaki przyszło nam zdawać. W takim kryzysie łatwo się od siebie oddalić, bo każde z nas przeżywa ból inaczej. Staramy się rozmawiać, nie oceniać nawzajem swoich emocji i dawać sobie prawo do słabości.

Z naszym drugim synem na początku było bardzo trudno. Jak pomóc komuś, kiedy samemu potrzebuje się pomocy? Dlatego tak mocno mówimy, że rodzina zaginionego potrzebuje profesjonalnego wsparcia psychologicznego od pierwszych dni - właśnie wtedy, gdy nie wie, jak żyć dalej.

Syn jest już dorosły i mieszka osobno, a my chronimy jego prywatność. Staramy się być w jego życiu, rozmawiać z nim i mówić mu, że jest dla nas tak samo ważny. Jego obecność i wsparcie są dla nas fundamentem.

Hasło „Gdy znika dziecko, gubi się cała rodzina” to zresztą nazwa naszej pierwszej kampanii. Wiemy z własnego doświadczenia, że to prawda.

Zgłaszają się do Was rodzice, którzy właśnie dowiedzieli się, że ich dziecko nie wróciło do domu. Mają w oczach ten sam strach, który wy mieliście w maju 2023 roku. Jakie są wasze pierwsze, najważniejsze rady dla nich? Co muszą zrobić natychmiast, nie czekając na oficjalne działania służb?

Nie czekajcie. Nie ma żadnej zasady „24 godzin” – policja ma obowiązek przyjąć zgłoszenie od razu. Działajcie szybko, ale spokojnie i po kolei.

Zgłoście i przygotujcie informacje. Aktualne zdjęcie, opis ubrania, znaki szczególne, numer telefonu dziecka, lista znajomych i miejsc, w których bywa. Możecie też zadzwonić pod 116 000 – to bezpłatny numer w sprawie zaginionych dzieci.

Równolegle zabezpieczajcie ślady. Sprawdźcie komputer, historię przeglądarki i media społecznościowe dziecka. Zadzwońcie do wszystkich znajomych – także do tych, z którymi rzekomo nie miało kontaktu. Obejdźcie miejsca, gdzie mogą być kamery i poproście właścicieli o zabezpieczenie nagrań, zanim się nadpiszą. Sprawdźcie szpitale.

Nagłaśniajcie. Nie wstydźcie się prosić o pomoc. Na gdziejestes.org jest bezpłatny generator plakatów – w kilka minut przygotujecie plakat do druku i do sieci.

Nie zostawajcie sami. Włączcie w poszukiwania bliskich, znajomych i wszystkich, którzy mogą pomóc. Wy również potrzebujecie kogoś, kto w tym czasie będzie obok. Krok po kroku wszystko opisaliśmy w bezpłatnym „Nawigatorze Poszukiwań” na naszej stronie. Czas jest waszym największym wrogiem – ale nie musicie walczyć z nim w pojedynkę.

Rodzice K. Dymińskiego
mat. prasowe

Film „Bez końca” zdobywa nagrody, jedzie w świat. Ta machina festiwalowa to ogromny rozgłos dla sprawy. Czego chcielibyście, aby międzynarodowa widownia nauczyła się z historii Krzysztofa i z czym chcielibyście zostawić polskiego widza, gdy na sali kinowej zapalą się światła?

Widzom za granicą chcielibyśmy pokazać, że zaginięcie może zdarzyć się w każdej rodzinie, w każdym kraju. Samotność młodych ludzi i ich kryzysy psychiczne nie mają granic - i wszędzie zaczyna się od tego samego: od tego, czy ktoś zauważy.

Polskiego widza chcielibyśmy zostawić z jednym pytaniem: czy wiem, co naprawdę dzieje się u moich bliskich? Chcemy, żeby po wyjściu z kina rozejrzał się - na ulicy, w autobusie, w parku - i nie przechodził obojętnie obok samotnego, zagubionego nastolatka. Żeby każdy rodzic po powrocie do domu przytulił swoje dziecko i zapytał: „Jak się czujesz?” - szczerze, z gotowością na wysłuchanie prawdy.

A młodym ludziom chcemy powiedzieć: gdziekolwiek jesteś, nie jesteś sam. Czasem wystarczy się odezwać, pokonać wstyd i poprosić o pomoc - bliskich, przyjaciela, pedagoga albo dzwoniąc na telefon zaufania. Nauczycielom, którzy chcą pójść na film z klasą, udostępniamy bezpłatny scenariusz rozmowy po seansie na gdziejestes.org.