Matka oburzona imprezą techno w Warszawie. „Zabawa elit kosztem dzieci. Moja córka drżała ze strachu”
Przez to dudnienie nasze mieszkania przestały być bezpiecznym schronieniem, a stały się pudłem rezonansowym dla agresywnej muzyki. Podczas gdy tłum bawił się w najlepsze, ja godzinami tuliłam zapłakaną córeczkę.

Szanowna Redakcjo, piszę do Państwa, bo czuję się całkowicie zlekceważona przez władze miasta i organizatorów imprezy, która odbyła się w miniony weekend w okolicach Pałacu w Wilanowie. Mieszkam z rodziną w tej dzielnicy od lat, wybraliśmy ją właśnie ze względu na ciszę, bliskość natury i ten specyficzny spokój. To, co wydarzyło się w ostatnich dniach, to było po prostu zniszczenie naszej prywatności i komfortu życia.
Nie potrafię pojąć, jak w cywilizowanym mieście można pozwolić na to, by przez całą noc, aż do białego rana, tysiące rodzin z małymi dziećmi było zmuszanych do uczestnictwa w festiwalu, którego nikt z nas nie chciał. Moja 3-letnia córeczka całą noc płakała przez te wygłupy, a ja razem z nią, bo czułam się kompletnie bezradna.
Dudnienie w Wilanowie, czyli weekend zepsuty przez brak empatii
Zaczęło się już wieczorem. Myślałam, że to może jakiś krótki koncert, uroczystość, która zaraz się skończy. Ale basy tylko przybierały na sile. Proszę mi wierzyć, to nie była muzyka, to było jednostajne, przeszywające dudnienie, które wchodziło w ściany, w podłogi i w nasze ciała. Moje dziecko, które zazwyczaj zasypia o 20:00, nagle usiadło na łóżku z przerażeniem w oczach. „Mamo, co tak bije?” − pytała, a ja nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Przecież nie powiem dziecku, że kilkaset metrów dalej grupa ludzi postanowiła zrobić sobie dyskotekę pod gołym niebem, mając za nic prawo do odpoczynku tysięcy sąsiadów.
Nie pomagały zamknięte okna, nie pomagały rolety. Ten dźwięk był wszędzie. To była katorga, która trwała godzinami. Kiedy czytam w mediach, że miasto tętni życiem, chce mi się krzyczeć. To nie jest życie, to jest egoizm. Kto na to pozwolił? Kto wydał zgodę na taką skalę hałasu w sąsiedztwie osiedli mieszkaniowych? Później politycy i socjologowie rozkładają ręce i dziwią się w telewizji, że dzietność w Polsce spada, że młodzi ludzie nie chcą zakładać rodzin. A jak mają chcieć, skoro państwo i miasto pokazują im na każdym kroku, że matka z płaczącym dzieckiem jest mniej ważna niż impreza techno?
Niszczenie przyrody w cieniu historycznego Pałacu
Mój gniew jest tym większy, że cała ta sytuacja miała miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie Rezerwatu Przyrody Morysin i parku pałacowego. Czy my jako społeczeństwo całkiem postradaliśmy zmysły? Pałac w Wilanowie to nasza perła, zabytek, o który powinniśmy dbać, a nie zamieniać go w zaplecze dla potężnych systemów nagłośnieniowych. Co z ptakami? Co z dzikimi zwierzętami, które mieszkają w tym rezerwacie? One nie mają głosu, nie napiszą listu do redakcji, ale ich świat w ten weekend się zawalił.
To jest szczyt hipokryzji. Z jednej strony słyszymy o ekologii, o ochronie klimatu i dobrostanie zwierząt, a z drugiej strony pozwala się na taką dewastację ciszy w miejscu, które powinno być świętością. Czy organizatorzy zastanowili się choć przez chwilę, co czują ptaki w rezerwacie, gdy przez kilkanaście godzin z rzędu tłucze im nad głowami bas o sile startującego odrzutowca? To jest niszczenie przyrody w najczystszej postaci, ubrane w modne hasła o kulturze i rozrywce. Dla mnie to nie była kultura, to była czysta bezmyślność ubrana w markowe ciuchy uczestników.
Żądam spokoju i prawa do normalnego życia
Najbardziej boli mnie jednak to poczucie, że jesteśmy w tym wszystkim sami. Dzwoniłam na Straż Miejską, dzwonili moi sąsiedzi. Słyszeliśmy tylko, że impreza jest legalna i ma wszelkie zgody. Jak to możliwe, że w nocy, kiedy obowiązuje cisza nocna, prawo jednej grupy do hałasowania stoi ponad prawem reszty społeczeństwa do snu? Moja córka rano była nie do poznania − blada, rozdrażniona, z podkrążonymi oczami. Ten weekend zamiast regeneracją był dla nas walką o przetrwanie.
Chciałabym zapytać decydentów: czy Państwo też macie dzieci? Czy widzieliście kiedyś strach w oczach malucha, który nie może zasnąć, bo cały jego świat się trzęsie? To nie są wygłupy, to jest realne odbieranie nam zdrowia. Brak snu, stres, poczucie naruszenia granic − to wszystko zostaje w nas na długo.
Jeśli Warszawa ma być miastem przyjaznym rodzinom, to takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca. Nie zgadzam się na to, by moje dziecko było ofiarą czyjejś chęci zysku i zabawy. Następnym razem, zanim ktoś podpisze zgodę na taką imprezę, niech przyjdzie do mojego mieszkania i spróbuje ułożyć do snu płaczącą trzylatkę w rytm dudniącego techno.
Pozdrawiam,
mama z Wilanowa
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Toksyczna babcia obsesyjnie powtarza te 4 zdania. W oczach rodziny to oddana wnukom seniorka