Reklama

Jestem mamą. I jestem zmęczona. Nie dlatego, że „nie ogarniam”. Ogarniam aż za dobrze.

Budzik dzwoni, zanim wstanie reszta domu. Śniadania, kanapki, przypomnienie o stroju na WF, wyjście z psem, mail do nauczycielki, lista zakupów. W pracy staram się być profesjonalna. W domu – cierpliwa. W nocy – czujna. Nawet kiedy śpię, jednym uchem nasłuchuję.

Najbardziej męczy mnie jednak coś innego niż fizyczne zmęczenie. To ciągłe planowanie. Pamiętanie. Przewidywanie. Ta niewidzialna lista zadań, która nigdy się nie kończy. Umówić Antka do przychodni, kupić kapsułki do zmywarki i prezent dla koleżanki z klasy, wpłacić zaliczkę za hotel, wyprać i wyprasować kostium na przedszkolny bal.

I choć obok jest dorosły partner, często czuję się jak menedżerka całego życia rodzinnego. Kiedy proszę o pomoc, słyszę: „powiedz, co mam zrobić”. A ja marzę o tym, żeby nie musieć mówić. Żeby ktoś sam zobaczył.

Dlatego w Dzień Kobiet nie chcę kwiatów. Chcę trzech rzeczy.

  1. Po pierwsze – realnego podziału obowiązków. Nie „pomocy”, tylko współodpowiedzialności.
  2. Po drugie – nocy przespanej bez poczucia, że to ja zawsze wstaję pierwsza.
  3. Po trzecie – uznania, że to, co robię w domu, to praca. Prawdziwa, wymagająca, codzienna.

To nie są wygórowane oczekiwania. To prośba o partnerstwo.

Druga zmiana kobiet – liczby, które bolą

To, co wiele z nas czuje intuicyjnie, potwierdzają dane. Zgodnie z raportem Polskiego Instytutu Ekonomicznego w większości polskich rodzin to kobiety wykonują większą część obowiązków domowych i opiekuńczych – aż 63% matek deklaruje, że wykonuje więcej prac domowych niż partner (podobnego zdania jest tylko 10% ojców).

Według danych GUS z 2023 r., które również zostały uwzględnione w raporcie, Polki wykonują obowiązki domowe i opiekuńcze średnio przez 4,2 godz. dziennie, podczas gdy mężczyźni – 2,4 godz. Kobiety poświęcają średnio 15 godz. więcej tygodniowo niż mężczyźni na wypełnianie obowiązków domowych.

Jednocześnie większość kobiet łączy obowiązki domowe z pracą zawodową. To oznacza podwójne obciążenie: etat w firmie i etat w domu. Badania pokazują też, że to właśnie nierówny podział obowiązków jest jedną z głównych przyczyn przemęczenia, wypalenia rodzicielskiego i rezygnacji kobiet z rozwoju zawodowego.

Nie chodzi więc o symbolikę jednego dnia. Chodzi o systemowy schemat, w którym kobiety „naturalnie” przejmują odpowiedzialność za dom, nawet jeśli pracują tyle samo godzin co partner.

Najpiękniejszy prezent? Ulga

Dzień Kobiet mógłby być momentem zatrzymania. Zamiast bukietu – przejęcie planowania wizyt lekarskich. Zamiast czekoladek – przejęcie porannej logistyki. Zamiast życzeń – realne pytanie: „co mogę zrobić, żeby było ci lżej?”.

Kobiety nie potrzebują pomników ani patetycznych przemówień. Potrzebują ulgi. Chcą czuć, że nie są same w odpowiedzialności za dom, dzieci i codzienność.

Bo największym prezentem nie jest bukiet, który zwiędnie po kilku dniach. Największym prezentem jest partner, który widzi. Który rozumie. I który bierze na siebie połowę świata – nie tylko od święta, ale każdego dnia.

Zobacz także: Kłócą się o Dzień Kobiet w przedszkolu. Matka: „To nie jest niewinna zabawa”

Reklama
Reklama
Reklama