Rodzic wchodzi w rolę niszczyciela. Psycholożka: „to nie troska, to zazdrość o własne dziecko”
- „Wysoki poziom lęku przed samotnością, starością, przemijaniem to przyczyny wielu uwikłań w systemach rodzinnych” – mówi psycholożka Wiktoria Król. Gdy rodzic nie potrafi pogodzić się z dorosłością swojego dziecka, granica między troską a kontrolą zaczyna się zacierać – a cena za to jest wysoka dla obu stron.

Relacja matki z dziećmi to coś wyjątkowego, czego nie da się podrobić. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że w pewnym momencie nawet najbardziej trwała ulegnie zmianie. Taka jest kolej rzeczy. Dzieci dorastają, a rodzice odcinają pępowinę, pozwalając im ruszyć dalej w świat. Niestety nie zawsze tak się dzieje, co bywa krzywdzące dla obu stron. Gdy rodzic nie potrafi pogodzić się z tym, że dziecko ma już własne życie i próbuje ingerować nieustannie, mieszając, knując intrygi, próbując za wszelką cenę być obecnym w jego życiu, może osiągnąć efekty odwrotne do zamierzonych. W ten sposób, zamiast zacieśnić relację z dorosłym dzieckiem, tylko ją osłabia.
Czas opuścić gniazdo
Tupot małych stópek na podłodze. Słodki dźwięk dziecięcego śmiechu. Niespodziewane zarzucenie rączek na szyję. Poczucie bycia potrzebną i rozpościerania opiekuńczych skrzydeł nad maleństwem. Każda mama chciałaby zatrzymać takie chwile jak najdłużej. Niestety czas pędzi nieubłaganie, dzieci rosną, a rodzice muszą się z tym pogodzić. Inaczej mogą zrobić krzywdę zarówno swoim pociechom, jak i sobie samym.
- To częsty problem rodziców – uzależnianie dziecka od siebie, czyli potocznie mówiąc, nieodcięcie pępowiny. Nieodseparowanie i brak indywiduacji to brak ukształtowania własnej, niezależnej tożsamości – tłumaczy Wiktoria Król, terapeutka i psycholożka prowadząca na Instagramie profil @sztuka_psychoterapii. - Wyobraźmy sobie, że nastolatka kłóci się z rodzicami o to, że nie zmywa naczyń. Wewnętrznie przeżywa to tak, że w domu przestaje jej się podobać. Obiecuje sobie, że jej dom będzie inny. Starcia z rodzicami naturalnie „wypychają” młodego człowieka w dorosły świat, pragnie wolności, niezależności, doświadczania i budowania własnego obrazu siebie i świata. Jeżeli rodzic tego nie rozumie, nie daje przestrzeni, blokuje wybory i rozwój, nasilając konflikty, to młody człowiek odbiera to tak: „Acha, czyli bunt nie jest dobry, nie mam co wychodzić do świata i tak sobie nie poradzę. Muszę być przy rodzicu”. Trudność polega na tym, że rodzic jakby zapominał o celach rozwojowych człowieka. Wydaje się, że bardzo trudno zobaczyć, zaakceptować i wytrzymać etap adolescencji, kiedy to następuje potrzeba budowania własnej tożsamości w opozycji do rodziców.
W życiu dobrze ukształtowanego młodego człowieka zawsze w pewnym momencie nadchodzi chwila, gdy chce się usamodzielnić. To naturalny proces, bez którego nie da się wkroczyć w dorosłość, założyć własnej rodziny, stworzyć udanych relacji z innymi. Z kolei zadaniem rodzica jest wspieranie swojego dziecka w tym rozwoju, w procesie opuszczenia gniazda i próby podjęcia własnego życia. Problem pojawia się w momencie, gdy z różnych powodów taki rodzic nie chce dać dziecku się usamodzielnić. Może to wynikać z wielu powodów, a jednym z głównych jest obawa przed samotnością – szczególnie wtedy gdy mama lub tata samodzielnie wychowują swoje pociechy.
- W gabinecie spotykam już dorosłe osoby, które czasami nawet nie wiedzą, że są nieodseparowane. Przypominają sobie, że na przykład mama mówiła: „Zawsze będziesz przy mamie, prawda?”, albo osoby te są już dorosłe, ale nie potrafią wejść w związek lub podjąć decyzji o kolorze szafek w swojej kuchni. Zadaniem rodzica jest przygotowanie dziecka do samodzielnego życia, nie do symbiotycznej więzi - stanu skrajnego uwikłania emocjonalnego, w którym zacierają się granice między rodzicem a dzieckiem – dodaje psycholożka.
Z takiej sytuacji najczęściej wynikają dwa scenariusze. Jednym z nich jest wspomniany przez ekspertkę brak samodzielności i odkładanie decyzji o założeniu własnej rodziny. Inną opcją może być próba odcięcia się dziecka od rodzica i wtedy „tonący brzytwy się chwyta”, czyli rodzic zaczyna wchodzić w rolę zazdrośnika i niszczyciela. Czym to się może objawiać?
Zazdrość o własne dziecko? Brzmi absurdalnie
Wydawać się może, że zazdrość o dziecko jest czymś absurdalnym. Przecież rodzic chce dla swojej pociechy jak najlepiej, prawda? Nic bardziej mylnego… Niestety wielu rodziców ją odczuwa – nawet jeśli głośno tego nie przyznaje lub samemu nie zdaje sobie z tego sprawy. Pierwsze ukłucie może się pojawić, gdy dziecko zaczyna się buntować i przestaje słuchać mamy czy taty. Zaczyna wychodzić ze znajomymi, przyprowadza do domu pierwszą miłość, a rodzic zaczyna odczuwać, że się od niego odsuwa i ma wrażenie, jakby pociecha zastępowała go nowymi znajomościami.
Później robi się jeszcze poważniej. Im dziecko starsze, tym większe prawdopodobieństwo, że się wyprowadzi i niczym w piosence pójdzie w świat swoją drogą. Wtedy, jeżeli rodzic do tej pory był kontrolujący, trzeba wyraźnie postawić granice, bo inaczej… będzie tylko trudniej.
- Bardzo często tak jest, że rodzic w różny sposób próbuje zwrócić na siebie uwagę. Nie może przeżyć tego, że nie jest już w roli głównej. To by oznaczało np. że rodzic czuje się autorytetem za wszelką cenę – informuje psycholożka. - Może pojawić się sytuacja, w której rodzic zaczyna obarczać dziecko swoimi problemami lub emocjami, domagając się od niego ciągłej opieki. Wywieranie wpływu może objawiać się manifestowaniem własnego cierpienia („tyle dla ciebie zrobiłem”) po to tylko, żeby wymusić zainteresowanie i częstszy kontakt ze strony dziecka.
Często opinia wyrażana przez takie osoby jest przez nie określana mianem „troski”. Ale z troską to ona nie ma nic wspólnego.
Narzucanie własnej opinii to nie troska
Rozgraniczenie porad wynikających z troski od tych, które mają karmić nasze własne ego, jest naprawdę trudne. Dotyczy to każdej sytuacji w życiu – czy to z przyjaciółmi, czy w związku, czy właśnie w relacji rodzice-dziecko. Szczególnie wtedy, gdy do głosu dochodzi strach przed samotnością. Wtedy tym łatwiej rodzicowi nie dostrzegać prawdziwego powodu jego słów. Wydaje mu się, że robi dobrze, ale w rzeczywistości zaczyna mieszać i prowadzić do konfliktów ze swoim dzieckiem.
- Jeśli dorosłe już dziecko nie zaznaczy granic rodzicowi, istnieje poważne zagrożenie dla takiego układu. Z tego powodu dochodzi do rozegrań, np. matka kontroluje finanse syna, albo rodzic podważa zdanie męża lub żony swojego dziecka – mówi Wiktoria Król. - Wysoki poziom lęku przed samotnością, starością, przemijaniem, chorobą, to przyczyny wielu uwikłań w systemach rodzinnych. Rodzic zostaje sam w domu, czasami z nieudanym małżeństwem, a czasami z naturalnymi następującymi po sobie etapami życia, np. przechodzeniem na emeryturę i wycofaniem się z życia zawodowego. Mierzy się z pustką po stracie i nie chce oswajać się z tym stanem psychicznym. Matka może ingerować w jego wybory życiowe i wzbudzać poczucie winy za każdą próbę usamodzielnienia się. Czasami im starszy rodzic, tym nabiera to na sile. Pojawić się mogą zachowania takie jak: wywoływanie poczucia winy, emocjonalny szantaż, agresja werbalna, po to, aby utrzymać kontrolę nad dzieckiem.
Z takiej sytuacji nigdy nie ma dobrego wyjścia. Dziecko, które kocha swojego rodzica, staje wtedy między młotem a kowadłem – chęcią życia własnym życiem i budowania własnej rodziny, a potrzebą zaopiekowania się swoim rodzicem. Wtedy do głosu mogą dojść wyrzuty sumienia, że ma dla niego mniej czasu, że zamiast go odwiedzić wybiera np. wakacje z partnerem i dziećmi. I wtedy taki człowiek staje się sfrustrowany, nieszczęśliwy i niekiedy to wpływa też na jego relacje z innymi.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Granice są dobre i potrzebne
- Warto podkreślić, że narzucanie, nadopiekuńczość, choć często postrzegana jako wyraz troski, to subtelna forma przemocy psychicznej – podsumowuje Wiktoria Król.
Właśnie dlatego tak istotne jest, żeby dorosłe dziecko stawiało granice swoim rodzicom, nie pozwalając sobie na kolejne próby wtrącania się w jego życie. To może być trudne, bolesne dla obu stron, czasami skończy się konfliktem. Ale ostatecznie zarówno dzieci, jak i rodzice, zdadzą sobie sprawę, że dzięki temu ich relacja staje się zdrowsza i łatwiejsza – bo w końcu każdy może żyć własnym życiem.
- Na pewno warto sobie na to pozwolić, dopuścić myślenie, że „to nie moja wina”. Czasami wyrzuty sumienia są silnie zakorzenione i potrzeba więcej czasu na to, aby ustały, ale jest to możliwe. Czasami jest potrzebna pomoc drugiej osoby, aby móc wewnętrznie poukładać sobie myślenie o tym, że życie własnym życiem nie jest niczym złym – mówi Wiktoria Król. - Umiejętność stawiania granic to podstawa dobrej relacji, bo chronią one nasze zdrowie psychiczne. Granice mają nie zagrażać nikomu, nie urażać, a być podstawą dobrej relacji z sobą i z drugim człowiekiem.
Granice są ważne w każdej relacji – zarówno jeśli chodzi o więź z rodzicami, jak i z partnerami czy z przyjaciółmi. I w każdej zdrowej relacji te granice są, a dwie strony nawzajem je szanują. Bez tego pojawia się wiele toksycznych aspektów, które z dnia na dzień i z jednej sytuacji do drugiej tylko taką relację zabijają.
Chcesz bliskości dorosłego dziecka? Odpuść
Wystarczy przeczytać o kontrolowaniu dorosłych dzieci przez rodziców, aby zdać sobie sprawę, że nikt z nas nie chciałby być uwikłany w taką sytuację. Ale niestety tego typu historii jest nieskończenie wiele. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, aby zobaczyć różne toksyczne relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami. Mogą one wynikać z wielu rzeczy, ale próba utrzymywania kontroli nad dziećmi i zatruwania im życia jest jednym z tych najpopularniejszych powodów.
Warto pamiętać, że próba pomocy nie jest czymś złym, ale nie może ona się odbywać pod przykrywką wzbudzania poczucia winy lub deprecjonowania osób trzecich. Poddawanie w wątpliwość samodzielnych decyzji dziecka, stawianie jego partnerów w złym świetle, wpędzanie go w permanentne wyrzuty sumienia nie jest w porządku. I nie jest czymś, co będą robić kochający rodzice, którzy chcą dobrze dla swoich pociech.
Jeżeli zatem jesteś rodzicem i zależy ci na szczęściu twojego dziecka, spróbuj najpierw zastanowić się nad tym, czy ta rada, która w twojej głowie widnieje jako „dobra”, w rzeczywistości taka jest. Czy faktycznie wynika ona z troski o dziecko i może przynieść coś pozytywnego, czy może wywoła jedynie konflikt między wami. Pamiętaj, że twoje dorosłe dziecko ma prawo do stworzenia własnej rodziny i należy się z tego cieszyć. I wtedy z reguły będzie troszczyć się przede wszystkim o swojego partnera i dzieci, co jest oczywiście naturalne. Jeśli zależy ci na waszej relacji i tym, żeby nie zostać samemu, postaw na wspieranie, nie na szantażowanie. W przeciwnym razie dziecko naprawdę się od ciebie odsunie.