„Tak się czuję, gdy każesz mi być cicho”. To powiedziałoby Ci dziecko, gdyby tylko umiało
Dzieci nie potrafią jeszcze opowiadać o swoich emocjach. Ale gdyby umiały ubrać je w słowa, być może powiedziałyby właśnie to.

Mamo, Tato,
pamiętacie, jak uczyłam się mówić? Pamiętacie, jak się wzruszaliście, kiedy pierwszy raz powiedziałam „mama” i „tata”? Prosiliście, żebym powtarzała nowe słowa, a potem śmialiście się i biliście brawo, kiedy powiedziałam coś zabawnego? Mogłam mówić bez końca, a wy słuchaliście mnie tak, jakby każda moja opowieść była najważniejsza na świecie.
Dlatego czasem nie rozumiem, dlaczego teraz tak często słyszę: „bądź ciszej”, „uspokój się”, „nie krzycz”, „nie zadawaj tylu pytań”. Przecież nadal jestem tą samą dziewczynką.
Kiedy śmieję się głośno albo biegam po mieszkaniu, nie robię tego specjalnie. Po prostu czasem mam w sobie tyle emocji, że nie mieszczą mi się w środku. Kiedy jestem szczęśliwa, chcę skakać, tańczyć i opowiadać wam wszystko naraz.
Nie potrafię jeszcze być spokojna jak dorośli.
„Nie jestem niegrzeczna – po prostu jeszcze się uczę”
Denerwujecie się, kiedy się złoszczę. Kiedy moja ukochana bluzka jest w praniu, kiedy dostałam jogurt w niebieskiej miseczce, a przecież chciałam go zjeść z tej zielonej. Kiedy mnie pospieszacie, bo czas wyjść do przedszkola. Dla was to drobiazgi, ale dla mnie to wielkie problemy.
Dopiero uczę się radzić sobie z emocjami. Nie wiem jeszcze, jak zatrzymać łzy albo uspokoić złość. Nie potrafię nazwać wszystkiego, co dzieje się w mojej głowie i sercu.
Dlatego czasem krzyczę.
Czasem tupnę nogą.
Czasem płaczę tak długo, aż sama jestem zmęczona.
I wtedy najbardziej potrzebuję, żeby ktoś mnie przytulił i pomógł mi zrozumieć, co się ze mną dzieje.
Kiedy słyszę: „uspokój się natychmiast” albo „przestań płakać”, robi mi się jeszcze trudniej. Czuję wtedy, jakby moje emocje były czymś złym. Jakby nie było dla nich miejsca. Jakbym ja była niedobra, jakbyście już mnie nie kochali.
A przecież ja nie chcę być „trudna”. Ja nie jestem „niegrzeczna”. Ja po prostu jestem mała.
„Kiedy mnie uciszacie, robi mi się smutno”
Wiem, że bywacie zmęczeni. Słyszę to w waszym głosie. Widzę, kiedy zamykacie oczy i bierzecie głęboki oddech, bo macie już dość hałasu, pytań i biegania po domu.
Wiem, że dorośli mają dużo spraw i problemów. Ale kiedy ciągle słyszę, że mam być cicho, zaczynam myśleć, że przeszkadzam. Że jestem „za głośna”, „za emocjonalna”, „za trudna”.
Czasem wtedy przestaję opowiadać o tym, co czuję. Chowam emocje w środku, choć wcale nie znikają. Nadal tam są – tylko bardziej smutne i samotne.
A przecież najbardziej na świecie chcę czuć, że mogę przyjść do was z każdą emocją. Nawet tą niewygodną.
„Najbardziej potrzebuję waszej bliskości”
Nie potrzebuję idealnych rodziców. Nie oczekuję, że nigdy się nie zdenerwujecie i zawsze będziecie cierpliwi. Wiem, że dorośli też mają gorsze dni.
Chciałabym tylko, żebyście czasem spojrzeli na mnie jak na małą dziewczynkę, która dopiero uczy się świata.
Jeszcze nie umiem wszystkiego kontrolować. Jeszcze nie wiem, jak zachowywać się idealnie. Czasem jestem zbyt głośna, zbyt ruchliwa albo zbyt emocjonalna.
Ale nadal jestem waszą córeczką.
I najbardziej potrzebuję wiedzieć, że mogę być sobą. Że nawet kiedy płaczę, krzyczę albo trudno mnie uspokoić, nadal mnie kochacie i chcecie mnie słuchać.
Bo dla mnie wasza bliskość znaczy więcej niż cokolwiek innego.
Zobacz także: „Mamusiu, przepraszam, że budzę Cię w nocy”. Ten list niemowlaka to wyciskacz łez