Reklama

Szanowna Redakcjo Mamotoja.pl, piszę do Was, bo serce tłucze mi się w piersi jak szalone na samą myśl o tym, co wydarzyło się w zeszłą niedzielę. Jestem do głębi wstrząśnięta i po prostu załamana tym, jak dzisiejsze młode matki podchodzą do wielkich, rodzinnych uroczystości.

W miniony weekend świętowaliśmy chrzest święty mojego wnuczka, Filipka. To miał być piękny, podniosły dzień, a skończyło się na tym, że ze wstydu chciałam uciec z kościoła i zapaść się pod ziemię przed całą rodziną i znajomymi. Wszystko przez moją synową, która kompletnie nie ma poczucia obciachu i uznała, że sakrament w kościele to jakaś rewia taniej mody z internetu.

W co ubrać na chrzest małego chłopca? Upokorzenie przed ołtarzem

Gdy weszłam do ich mieszkania w niedzielę rano, żeby pomóc przy przygotowaniach, na widok Filipka dosłownie odebrało mi mowę. Synowa zamówiła jakiś badziew na Temu, który przyszedł w pogniecionej, foliowej torbie z Chin. To coś nawet koło porządnego ubranka nie leżało. Zamiast eleganckiego stroju, mój wnuk miał na sobie cienki, sztuczny kombinezon z nadrukowanym obrazkiem szelek i muszki, uszyty z tak podłego materiału, że aż prześwitywał. Wyglądało to jak tandetny kostium karnawałowy z marketu albo piżamka, a nie ubiór na jeden z najważniejszych dni w życiu małego chrześcijanina.

Zaczęłam delikatnie tłumaczyć synowej, że tak nie wypada, że w kościele będą ludzie, fotograf, a dziecko powinno mieć na tę okazję prawdziwy garnitur, koszulę z kołnierzykiem i porządne spodenki. Synowa naskoczyła na mnie, że jest potworny upał, na dworze trzydzieści stopni i ona nie zamierza męczyć dziecka w sztywnych ubraniach, żeby zadowolić moje staroświeckie ambicje. Powiedziała, że ten chiński ciuch jest przewiewny, lekki i kosztował dwadzieścia złotych, więc nie będzie płakać, jak Filip zaraz się czymś zaleje albo ubrudzi się tortem. Słuchałam tego i czułam, jak wzbiera we mnie potężna fala żalu. Gdzie podziała się zwykła ludzka kultura i szacunek dla tradycji?

Tanie ubranka dla dzieci na chrzest − oszczędność czy skrajny obciach

W kościele przeżyłam prawdziwą drogę przez mękę. Gdy rodzina i znajomi zaczęli podchodzić, żeby pogratulować i popatrzeć na małego, ukradkiem szeptali między sobą i patrzyli z politowaniem na te jego sztuczne, pogniecione łaszki. Ten tandetny materiał z Temu w słońcu aż nienaturalnie błyszczał, a nitki pruły się przy rękawkach. Moja siostra zapytała mnie po cichu, czy młodzi mają jakieś problemy finansowe, bo chętnie dołoży się do normalnych ubrań dla dziecka. Spaliłam się ze wstydu, tłumacząc, że to po prostu taka nowoczesna moda.

Przecież chrzest święty bierze się raz w życiu. Zdjęcia z tej uroczystości zostaną w rodzinnym albumie na pokolenia. Jak Filip za dwadzieścia lat spojrzy na te fotografie, to zapyta matkę, dlaczego ubrała go w pajacyka imitującego garnitur z najgorszego chińskiego plastiku. Dla mnie to nie jest żadna oszczędność, tylko skrajny obciach i lenistwo. Dzisiaj młode matki potrafią wydać fortunę na hybrydy, rzęsy czy markowe torebki dla siebie, a dziecku żałują stu złotych na porządną, bawełnianą koszulę i eleganckie spodenki, zasłaniając się rzekomym dobrem malucha i upałem. Przecież są teraz piękne, cieniutkie garnitury z lnu, w których dziecku byłoby chłodno i z klasą.

Konflikt z synową o strój na chrzciny − jak przetrwać rodzinną uroczystość

Całe przyjęcie w restauracji przesiedziałam z głową spuszczoną w dół, czując się fatalnie. Synowa była z siebie niezwykle dumna i jeszcze ostentacyjnie opowiadała ciotkom przy stole, jak to sprytnie ominęła drogie sklepy i upolowała okazję w sieci za parę groszy. Najgorsze jest to, że mój syn w ogóle nie reagował, całkowicie poddany woli żony. Boję się, że przez moje uwagi synowa teraz całkowicie odetnie mnie od wnuka, bo już na pożegnanie rzuciła mi jadowite spojrzenie.

Drogie mamy i babcie czytające ten portal, powiedzcie mi, czy ja naprawdę wymagam zbyt wiele? Czy dbanie o estetykę, powagę i elegancję w tak wyjątkowym dniu to faktycznie staroświecki przeżytek? Jak mam teraz rozmawiać z synową, żeby zrozumiała, że pewnych granic kiczu i obciachu po prostu się nie przekracza, zwłaszcza w kościele? Pomóżcie, bo ta sytuacja spędza mi sen z powiek i do teraz czuję ten potworny wstyd.

Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję,

Zofia


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mama poszła na chwilę do sąsiadki po cukier i nigdy nie wróciła. Prawdę odkryłam dopiero podczas remontu naszej starej altany”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...