Reklama

Piszę do Państwa pod wpływem ogromnego rozczarowania, jakie zafundowali mi najbliżsi członkowie rodziny tuż przed końcem roku szkolnego. Mój syn i córka lada chwila zamkną podręczniki, a dla nas zaczyna się kilkutygodniowy okres kombinowania i łatania dziur w codziennym grafiku. Oboje z mężem spędzamy w pracy długie godziny, a wakacje oznaczają, że musimy nagle zorganizować opiekę na kilkadziesiąt dni, co graniczy z cudem.

Byliśmy pewni, że moi teściowie, którzy od dawna cieszą się urokami emerytury, naturalnie zaangażują się w pomoc i zabiorą wnuki choćby do swojego domku pod miastem. Kiedy jednak podczas niedzielnej kawy usłyszałam od teściowej, że oni mają teraz swoje plany, chcą spokoju i mogą przejąć maluchy maksymalnie na jeden weekend, po prostu zaniemówiłam. Uważam, że dziadkowie powinni zabrać dzieci na całe wakacje, bo to ich obowiązek, a skoro i tak nie pracują, mogliby realnie nas wesprzeć.

Wakacje u dziadków jako jedyny ratunek dla rodziców

Dla większości etatowców lipiec i sierpień to czas gigantycznego stresu, kiedy to trzeba żebrać u pracodawcy o pojedyncze dni wolnego. Z mężem od lat mijamy się w drzwiach i bierzemy urlopy na zmianę, przez co zapomnieliśmy już, jak wyglądają wspólne, rodzinne wczasy.

Gdyby seniorzy wykazali się odrobiną empatii i zorganizowali wnukom pobyt poza miastem, problem zniknąłby w mgnieniu oka. Teściowie mają świetne warunki, ogródek, mnóstwo wolnych chwil, a ich jedyne zajęcia to oglądanie teleturniejów i pielęgnacja kwiatów na tarasie. Trzymanie wnuków przez dwa miesiące w rozgrzanym mieście, gdy obok stoi pusty dom z ogrodem, to dla mnie czysty absurd i brak zrozumienia dla naszej trudnej sytuacji.

To zwykły egoizm starszego pokolenia

Najbardziej dotknęły mnie argumenty, jakimi teściowa zaczęła się zasłaniać, gdy próbowaliśmy spokojnie porozmawiać o podziale obowiązków. Oznajmiła mi bez ogródek, że swoje dzieci już odchowała, swoje w życiu przepracowała i teraz chce realizować własne pasje oraz jeździć na wczasy.

To dla mnie przejaw skrajnego egoizmu, zwłaszcza że w czasach ich młodości babcie siedziały z dziećmi bez słowa marudzenia przez bite dwa miesiące. Dzisiejsze pokolenie seniorów stało się niezwykle roszczeniowe − wolą spotkania w klubach osiedlowych niż budowanie więzi z własnymi wnukami. Zostaliśmy z mężem zupełnie sami z problemem, bo starsi wolą żyć na własny rachunek, zapominając, że rodzina polega na wzajemnym ratowaniu się z opresji.

Koszty letnich półkolonii przyprawiają o zawrót głowy

Oferty półkolonii i zajęć letnich dla dzieci to jakaś pomyłka. Przy dwójce dzieciaków opłacenie obozów czy miejskich świetlic pochłonęłoby lwią część mojego wynagrodzenia, co przy spłacie kredytu jest po prostu nierealne.

Proszę wszystkie babcie i dziadków, którzy mają czas i siły: pomóżcie swoim dzieciom, otwórzcie swoje domy na lato i odciążcie nas w tym trudnym okresie. Wsparcie z Waszej strony to nie jest żadna wielka łaska, ale fundament normalnych relacji rodzinnych, bez których po prostu utoniemy w długach i permanentnym stresie.

Hanna, mama dwójki


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mąż przyniósł ze spaceru pusty wózek dziecięcy, który stał pod lasem. Gdy zajrzałam pod kocyk, zmroziło mi krew”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...