Pozwoliła dziecku nie zjeść obiadu. Własna matka zmieszała ją z błotem: „Jesteś uległa!”
Widok matki, która bezradnie rozkłada ręce i pozwala pięcioletniemu dziecku rządzić całym domowym jadłospisem, to dla mojego pokolenia obrazek absolutnie niezrozumiały i bolesny.

Kiedy podczas niedzielnego obiadu moja własna córka z uśmiechem pozwoliła wnuczce odejść od stołu z nietkniętym talerzem, po prostu nie wytrzymałam i powiedziałam jej prosto w oczy, co myślę o tej jej nowoczesnej uległości.
Od tygodnia cieszyłam się na te odwiedziny − rano wstałam, żeby ugotować pyszny, domowy rosół na wiejskiej kurze, a na drugie danie przygotowałam świeże, chrupiące kotleciki mielone z młodymi ziemniaczkami i mizerią. Wszystko świeże, pachnące, zrobione z sercem dla moich najdroższych. Siadamy do stołu, nakładam mojej wnuczce, małej Oliwci, porcję, a ta po jednej łyżce krzywi ostentacyjnie buzię i mówi: „Fuj, ja tego nie chcę, to mi nie smakuje, chcę chrupki!”.
Czekałam na stanowczą reakcję mojej córki, ale to, co usłyszałam, dosłownie zwaliło mnie z nóg.
Marnowanie jedzenia i brak szacunku dla pracy rąk ludzkich
Moja córka, zamiast powiedzieć małej do słuchu i przypomnieć, że babcia stała od świtu przy garach, pogłaskała ją po główce i rzuciła z anielskim spokojem: „Dobrze, kochanie, nie chcesz, to nie jedz, nie musisz zmuszać swojego brzuszka, jeśli ci nie smakuje”. Po czym bez słowa sprzątnęła jej talerz i poszła do kuchni zrobić jej... tosty z serem! Stałam tam i myślałam, że to jakiś ukryty program w telewizji. Nie mogłam patrzeć na tę jawną uległość i kompletny brak szacunku dla mojej pracy i dla samego jedzenia.
W dawnych czasach coś takiego byłoby nie do pomyślenia! Nasz dom rodzinny uczył szacunku do każdego kawałka chleba. Jak coś stało na stole, to się jadło i dziękowało z pocałowaniem ręki. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby grymasić, wybrzydzać czy żądać specjalnego traktowania, bo mama nie była restauratorem, który realizuje zamówienia z karty. Dzisiejsze matki, w imię jakiegoś bezstresowego wychowania, dają sobie w kaszę dmuchać i wychowują małych egoistów, którzy uważają, że cały świat ma skakać wokół ich talerza.
Zasada „Zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw” odeszła do lamusa?
Kiedy próbowałam córce tłumaczyć, że uczy dziecko najgorszych nawyków, usłyszałam cały wykład o podmiotowości dziecka i o tym, że nie wolno generować traum związanych z jedzeniem. No litości! Czy moje pokolenie ma traumę, bo musiało zjeść obiad przed odejściem od stołu? Słynne „Zjedz chociaż mięsko, możesz zostawić ziemniaczki” uczyło nas kompromisu i tego, że w życiu nie zawsze wszystko jest dokładnie takie, jak sobie wymarzymy.
Współczesne dzieci nie znają pojęcia dyscypliny. Jeśli Oliwka nie zje dzisiaj obiadu u babci, bo jej nie smakuje, to jutro w przedszkolu rzuci talerzem w panią, a za dwadzieścia lat w pracy rzuci projektem, bo będzie za trudny. Moja córka nie widzi, że swoją uległością i wiecznym nadskakiwaniem robi dziecku potworną krzywdę. Przygotowuje ją na życie w świecie, który wcale nie będzie pytał jej brzuszka o zdanie i nastrój.
Nowoczesne wychowanie czy zwykłe lenistwo rodziców?
Mam głębokie przekonanie, że te wszystkie mądre hasła o szanowaniu granic dziecka to po prostu wygodna wymówka dla rodziców, którym nie chce się podjąć trudu wychowawczego. Łatwiej jest dać dziecku tosta, parówkę czy słodki serek, niż konsekwentnie i z miłością wymagać zjedzenia normalnego posiłku. Rodzice abdykowali ze swojej roli dorosłych i stali się sługami własnych dzieci.
Zostałam z garnkiem pełnym jedzenia i z potwornym żalem w sercu. Martwię się o przyszłość mojej wnuczki, bo z takim podejściem wyrośnie na człowieka roszczeniowego, który nie potrafi docenić czyjegoś wysiłku. Chciałabym zapytać inne babcie i matki: czy naprawdę uważacie, że pozwalanie dziecku na takie kaprysy przy wspólnym stole to mądra miłość? Czy to ja jestem już staroświecka, bo uważam, że obiad przygotowany przez babcię to świętość, którą należy uszanować?
Z poważaniem,
Krystyna
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 3 kary, które niszczą w dziecku pewność siebie. Dziadkowie uwielbiają stosować nr 2