Reklama

Kiedy w kobiecie zaczyna rodzić się potrzeba i chęć posiadania dziecka? Dobre pytanie. Czasami pojawia się samoistnie, gdy jest już gotowa na zostanie mamą. Niekiedy ma wiele wspólnego z tym, że bliskie osoby zostają rodzicami i też chcemy stworzyć własną rodzinę. A bywają momenty, kiedy… działa na nas parentingowy influencing. I dzieje się tak coraz częściej. Pytanie tylko, czy ten piękny obrazek na profilu gwiazdy X czy Y, który jest zaledwie wycinkiem rzeczywistości, to naprawdę nasza potrzeba i chęć, czy może sugestia algorytmu, który zaczyna wywierać na nas presję.

Decyzja o posiadaniu dziecka powinna być racjonalnie podjęta przez dwójkę ludzi, którzy zamierzają wychować swoje potomstwo. Powinni oni być pewni tego, że to jest odpowiedni moment – zarówno pod względem psychologicznym, jak i ekonomicznym. Ważne, aby świadomie podjęli tę decyzję i byli o tym przekonani. Gorzej, gdy do głosu dochodzą zewnętrzne bodźce - i nie mówię tu akurat o presji społecznej, która często jest dominantą w decyzji o potomstwie. Chodzi o coś jeszcze bardziej szkodliwego – social media.

Algorytm żongluje naszymi potrzebami

Niemal każdego dnia scrollujemy social media – z reguły w celach rozrywkowych. Od dawna wiemy już jednak, że to, co widzimy na ekranie swojego telefonu, nie jest przypadkowe. Im częściej zatrzymujemy się przy jakiejś treści, tym więcej tego typu materiałów później nam się wyświetla. Często bywa też tak, że rozmawiamy o czymś lub wyszukujemy czegoś w sieci, a potem widzimy reklamy tych produktów czy „potrzeb”. Właśnie tak działa algorytm, który w dobie mediów społecznościowych stał się dla nas wyrocznią.

Algorytm Instagrama czy TikToka ma potężny wpływ na człowieka. Choć wydawać nam się może, że wiemy już wszystko o social mediach i nie pozwalamy sobie wpaść w ich pułapkę, działa on jak cyfrowe zwierciadło i potęguje nasze emocje. Gdy bowiem kolejny raz na dłużej zatrzymujemy się na materiałach związanych z macierzyństwem – np. filmiku gwiazdy, która jest w ciąży lub poleca książeczki dla dzieci, wtedy zaczynają nam się wyświetlać podobne treści. Im dłużej je oglądamy, tym jest ich więcej i siłą rzeczy nasz feed na Instagramie może zacząć przypominać poradnik dla przyszłej matki, choć nawet nie jesteśmy w ciąży lub do głowy nam nie przyszło, aby w niej być.

Wtedy automatycznie pojawia się myśl, że wszyscy w naszym wieku już mają dzieci czy są w ciąży. A to zaczyna wywierać presję – co ze mną nie tak, dlaczego nie czuję instynktu macierzyńskiego, czy jak jeszcze chwilę poczekam, to będzie już za późno na dziecko? Gonitwa myśli może prowadzić do dwóch druzgocących zjawisk. Dlaczego druzgocących? Bo są w stanie sprawić, że zrobimy coś wbrew sobie i później będziemy tego żałować.

Bańka baby fever i regretting motherhood

Są dwa skrajne zjawiska, które mogą zostać wywołane przez algorytm social mediów. Wszystko zależy od tego, w którą „bańkę” wpadniemy, przeglądając Instagram lub TikToka.

Bańka baby fever może wzmacniać pragnienie posiadania dziecka przez idealizację rodzicielstwa. Gdy widzimy filmiki, na których mała córeczka mówi swojej mamie, że ją kocha, cała rodzinka wspólnie spędza wakacje, bawiąc się w basenie, tata zrywa czereśnie z drzewa razem ze swoim synem lub wspólnie grają w piłkę, wydaje nam się, że bycie rodzicem jest usłane różami. Nikt bowiem nie pokazuje na Instagramie nieprzespanych nocy, problemów z karmieniem czy frustracji związanej z wychowywaniem nastolatka. Nie, algorytm wypycha nam tylko te piękne obrazki, które mogą sprawić, że nasz pogląd na macierzyństwo będzie zniekształcony.

Z kolei tzw. regretting motherhood pokazuje macierzyństwo w złym świetle. Jeżeli wpadniemy w bańkę, w której nieustannie będziemy obserwować, że rodzicielstwo jest związane z bolesnym porodem, utratą pieniędzy, szans i wolności, permanentnym zmęczeniem może to doprowadzić do lęku przed zajściem w ciążę. A to sprawi, że zaczniemy odkładać decyzję o posiadaniu dziecka – nawet jeżeli wydawało nam się, że jesteśmy już na nie gotowi.

Każde z tych zjawisk może sprawić, że decyzja o posiadaniu dziecka nie zostanie przez nas podjęta w zgodzie z naszą potrzebą i poczuciem wartości, a dlatego, że algorytm stworzył nam rzeczywistość, która sprawiła, że macierzyństwo wydało nam się fajne lub nie.

Czas ucieka, a FOMO jest coraz silniejsze

Istnieje też zjawisko FOMO (Fear of Missing Out) polegające na strachu przed przegapieniem czegoś i poczuciu, że tracimy coś ważnego. W kontekście rodzicielstwa może się objawiać takimi myślami:

  • „wszyscy moi znajomi mają już dzieci”,
  • „jeżeli nie zdecyduję się teraz, może nie będę miała szansy”,
  • „skoro wszyscy mają dzieci, może ja też powinnam”.

W jednej chwili jesteśmy nakręcone strachem, że tracimy coś ważnego, w drugiej możemy mieć poczucie, że jeżeli zdecydujemy się na dziecko, zniszczymy swoje dotychczasowe życie i np. możliwość beztroskiego podróżowania, imprezowania itd. Skacząc od jednego algorytmu do drugiego, łatwo wpaść w permanentny lęk związany z tym, że tracimy coś na dobre, a nasze życie powinno wyglądać inaczej.

W dobie mediów społecznościowych naprawdę trudno żyć własnym życiem i nie przejmować się tym, jak żyją inni. Gdy widzimy piękne zdjęcia z podróży u znajomych i influencerek, od razu mamy ochotę gdzieś polecieć. Gdy instagramer zajmujący się poleceniami restauracji je pyszną drożdżówkę z poziomkami, lecimy po nią i wydajemy bajońskie sumy na bułę z budyniem, choć w rzeczywistości równie pyszną lub nawet lepszą możemy mieć za ułamek tej ceny. A gdy widzimy piękną mamę z matchy córeczką, czujemy, że zaczyna nam się włączać chęć posiadania takiego słodkiego maleństwa, jednocześnie zapominając, że dziecko nie jest tylko od zdjęcia na Insta – to ogromny obowiązek i odpowiedzialność.

Dlatego kluczowe jest, aby w tak ważnych kwestiach jak macierzyństwo, nie słuchać Instagrama. Gdy w głowie pojawi się myśl, że „pociąg ucieka” i to już czas, warto wyłączyć telefon, usiąść i zastanowić się nad tym, czy na pewno jesteśmy gotowe na dziecko. Jeżeli tak, może właśnie dostałyśmy bodziec, którego potrzebowałyśmy. Jeśli nie, niech nie algorytm dyktuje nam, kiedy zajść w ciążę. Wtedy niczego nie będziemy żałować, a wygra na tym także nasze dziecko.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...