Reklama

Zamiast zapachu skoszonej trawy czy grilla, całą naszą przestrzeń w ułamku sekundy zalała czarna, tłusta i potwornie śmierdząca chmura dymu. Spojrzałam przez siatkę i zdrętwiałam z przerażenia. Nasz sąsiad, pan Janusz, rozpalił gigantyczny stos i z pełnym luzem wrzucał do ognia plastikowe butelki po napojach, stare gumowce, puszki po farbach i jakieś lakierowane, stare płyty meblowe. Powietrze stało się tak gęste, że dzieci zaczęły trzeć oczy, a smród palonego plastiku wciskał się dosłownie wszędzie.

Sąsiedzka lekkomyślność na działkach. „Musiałam zasłaniać dzieciom oczy”

Najgorsze było to, że płonące kawałki jakichś sztucznych tworzyw pod wpływem wysokiej temperatury zaczęły strzelać w powietrze i lądować na naszej stronie, tuż obok koca maluchów.

Widok tej kopcącej sterty odpadów i faceta, który z uśmiechem dorzucał kolejne śmieci, był tak okropny, że w panice złapałam Tymona i Lilkę, zasłoniłam im twarze i oczy, żeby nie wdychali tego syfu, a potem dosłownie wciągnęłam ich do domku, zatrzaskując wszystkie okna.

Nie miałam żadnych skrupułów, przecież chodziło o dzieci

Gdy dzieci były już bezpieczne, we mnie aż się zagotowało z wściekłości. Wybiegłam na zewnątrz, podeszłam do płotu i zaczęłam krzyczeć do sąsiada, żeby natychmiast zgasił to ognisko, bo obok bawią się małe dzieci, które zaraz się potrują. Reakcja tego człowieka po prostu mnie osłabiła.

Pan Janusz popatrzył na mnie z góry, machnął lekceważąco ręką i z rozbrajającą szczerością oświadczył, że na swojej działce może robić, co mu się żywnie podoba, a odpady z remontu altany jakoś musi zutylizować, bo nie będzie płacił za wywóz gabarytów. Palnął jeszcze, że jestem przewrażliwioną miastową mamuśką, która szuka dziury w całym.

Wtedy miarka się przebrała. Wyciągnęłam telefon i bez sekundy wahania zadzwoniłam na straż miejską oraz zgłosiłam sprawę zarządowi naszych ogrodów działkowych. Ludzie często boją się reagować, żeby nie mieć kosy z sąsiadem zza płotu, ale kiedy w grę wchodzi zdrowie moich dzieci i jawne zatruwanie środowiska, nie mam żadnych skrupułów. Strażnicy przyjechali wyjątkowo szybko, wypisali panu Januszowi wysoki mandat za palenie odpadów i nakazali natychmiastowe ugaszenie tego stosu, a sąsiad do teraz rzuca w stronę naszej altany nienawistne spojrzenia.

Na działkach też obowiązuje sąsiedzka kultura

Ta cała niezręczna sytuacja uświadomiła mi coś bardzo ważnego − jak ogromną walkę musimy stoczyć jako młode pokolenie rodziców, by wykorzenić te stare, szkodliwe nawyki u starszych ludzi. Dla mojego sąsiada palenie śmieci pod oknami innych, i do tego przy dzieciach, to była zwykła, podwórkowa codzienność, w której on nie widział absolutnie nic złego.

Ciekawa jestem, czy takie zachowania są częstsze i czy inni rodzice też muszą toczyć regularne wojny z ludźmi, którzy palą śmieci na podwórkach czy na działkach, kompletnie ignorując fakt, że obok żyją i oddychają małe dzieci? Dla mnie to niedopuszczalne, szkoda, że starsze pokolenie tego nie rozumie.

Pozdrawiam całą redakcję,

Jagoda


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Pojechaliśmy do Grecji na wakacje z naszym Stasiem, a wróciliśmy z obcym dzieckiem. Już nigdy nie zaufam mężowi”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...