„Nasze jedyne wakacyjne atrakcje to lody i boisko pod blokiem. Nie wiem, kogo stać na obozy i kolonie przez bite 2 miesiące”
Piszę do Was, bo po przeczytaniu kolejnego artykułu o tym, „jak kreatywnie zaplanować dziecku dwa miesiące wakacji”, po prostu pękłam. Zewsząd jesteśmy bombardowani propozycjami: obozy językowe na Mazurach, kolonie surfingowe w Portugalii, warsztaty robotyki w Warszawie. Koszt? Trzy, cztery, czasem pięć tysięcy złotych za zaledwie dziesięć dni. Ja się pytam: niech mi ktoś z redakcji lub czytelniczek racjonalnie wytłumaczy, kogo w dzisiejszych czasach na to stać? Kto ma na to pieniądze przy dwójce dzieci i pensjach zwykłych śmiertelników?

Jesteśmy z mężem normalnym małżeństwem. Obydwoje pracujemy na etacie, zarabiamy średnią krajową. Mamy dwójkę dzieci: 9-letniego Karola i 6-letnią Martynkę. Po opłaceniu czynszu, raty za mieszkanie, rachunków i zrobieniu podstawowych zakupów spożywczych, z naszych wypłat nie zostaje niemal nic. Odkładanie na wakacyjny fundusz przy obecnej drożyźnie to jakiś żart.
Wakacyjna rzeczywistość polskich rodzin
Nasza rzeczywistość wygląda tak, że mąż bierze dwa tygodnie urlopu w lipcu, ja dwa tygodnie w sierpniu. Wtedy jedziemy na kilka dni do mojej mamy na wieś, żeby dzieci chociaż przez chwilę pobyły na łonie natury. A co z resztą czasu? Przez bite dwa miesiące nasze jedyne codzienne atrakcje to kulka lodów z lokalnej budki i osiedlowe boisko pod blokiem.
Wstyd na placu zabaw
Najgorsza w tym wszystkim jest presja i poczucie winy, które jako matka noszę w sobie od początku czerwca. Kiedy słucham innych mam na placu zabaw, czuję się jak najgorszy nieudacznik. Jedna opowiada, że jej córka jedzie na obóz jeździecki, druga wysyła syna na obóz przetrwania. A potem na jeszcze jeden, nad morze. Moje dzieci siedzą obok i słuchają.
W zeszłym tygodniu Karol zapytał mnie ze smutkiem w oczach, dlaczego on nie może pojechać na obóz piłkarski z kolegami z klasy. Co miałam mu powiedzieć? Że mama i tata nie mają pieniędzy? Że cena za ten obóz to równowartość naszych opłat za dwa miesiące? Serce mi pękło na pół. Skłamałam, że w tym roku nie było już miejsc. Skłamałam, bo potwornie się wstydziłam.
Czy jesteśmy sami?
Mam już serdecznie dość tego wiecznego lukrowania rzeczywistości w internecie i pokazywania, że każde polskie dziecko spędza lato na luksusowych wyjazdach. Przecież takich rodzin jak nasza są tysiące. Rodzin, dla których wysłanie dziecka na kolonie oznacza rezygnację z zakupu zimowych butów czy odłożenia na czarną godzinę.
Publikuję ten list, bo szukam kontaktu z innymi mamami, które są w identycznej sytuacji. Powiedzcie mi, jak sobie radzicie z tym wakacyjnym maratonem? Jak organizujecie czas maluchom bez wydawania fortuny i przede wszystkim − jak radzicie sobie z wyrzutami sumienia, że nie potraficie dać dzieciom wakacji marzeń? Bo ja na ten moment po prostu opadam z sił.
Pozdrawiam ciepło całą redakcję,
Kamila z Warszawy
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl