Płaczące dziecko na pokładzie samolotu to nie problem. Ojciec: „Jestem dorosły i mam słuchawki”
Wakacyjny lot nad chmurami potrafi zamienić się w prawdziwy sprawdzian z empatii dla całego pokładu pasażerów, zwłaszcza gdy są na nim dzieci. Choć wydaje się, że wspólna podróż wymaga wzajemnego zrozumienia, rzeczywistość na wysokości kilku tysięcy metrów bywa zupełnie inna.

Sezon urlopowy w pełni, a wraz z nim powraca jeden z najbardziej elektryzujących tematów w sieci, czyli małe dzieci w samolocie. Każdy, kto choć raz leciał na wakacje, doskonale zna ten scenariusz, w którym nagle, tuż po starcie, z tyłu kabiny rozlega się głośny płacz zmęczonego malucha. W tym samym momencie atmosfera robi się ciężka, a na pokładzie słychać demonstracyjne westchnienia i pełne irytacji szepty oburzonych współpasażerów. Na szczęście w tym gąszczu świętego oburzenia dorosłych pojawiają się głosy, które potrafią postawić do pionu i przypomnieć nam, czym jest dojrzałość.
Prawdziwą furorę na Facebooku zrobiło krótkie, niezwykle trafne nagranie, które udostępnił Kamil Nowak, znany szerzej jako BlogOjciec. Mężczyzna siedzi na pokładzie samolotu z założonymi na uszy słuchawkami, a towarzyszący filmowi opis powinien zostać wydrukowany i rozdawany każdemu pasażerowi wraz z kartą pokładową. Twórca napisał wprost, że na pokładzie znajduje się płaczące dziecko. Dodał jednak, że to całkowicie w porządku, ponieważ sam jest dorosły, ma słuchawki i nie zamierza robić z płaczu zestresowanego malucha problemu dotyczącego jego osoby.
Podpisuję się pod tymi słowami obiema rękami, bo to podejście idealnie punktuje to, jak bardzo jako społeczeństwo zatraciliśmy zdolność do zwykłego, ludzkiego współczucia.
Dlaczego płacz dziecka w samolocie budzi takie emocje?
Żyjemy w kulturze, która coraz mocniej promuje sterylny komfort i natychmiastowe zaspokajanie własnych potrzeb, przez co każdy bodziec zakłócający naszą strefę wygodnego wypoczynku traktujemy jako zamach na własne prawa. Kiedy na pokładzie samolotu płacze niemowlę lub kilkulatek, w głowach wielu pasażerów natychmiast uruchamia się lawina krzywdzących ocen dotyczących nieporadności rodziców czy złego wychowania. Prawda jest jednak brutalna dla wszystkich egocentrycznych podróżnych, ponieważ przestrzeń publiczna, a taką bez wątpienia jest rejsowy samolot, należy do każdego człowieka, bez względu na jego wiek. Zamiast zrozumieć, że mały pasażer nie płacze nikomu na złość, wolimy ostentacyjnie przewracać oczami, potęgując i tak gigantyczny stres rodziców.
Zmiana ciśnienia, całkowity brak zrozumienia sytuacji, zmęczenie oraz potężne przebodźcowanie to zestaw, z którym nie radzi sobie układ nerwowy dziecka. Dorosły w sytuacji dyskomfortu może kupić zimny napój, zażyć lek lub po prostu racjonalnie wytłumaczyć sobie niedogodności, podczas gdy maluch ma tylko jeden jedyny wentyl bezpieczeństwa dla swoich trudnych emocji i fizycznego bólu, czyli właśnie głośny krzyk.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Test dojrzałości dla dorosłych pasażerów linii lotniczych
Postawienie sprawy w taki sposób, w jaki zrobił to autor popularnego profilu parentingowego, obnaża fundamentalny problem współczesnych podróży, którym wcale nie są najmłodsi pasażerowie, lecz niedojrzałość emocjonalna osób dorosłych. Skoro deklarujemy, że jesteśmy ludźmi w pełni ukształtowanymi, posiadającymi szerokie horyzonty i wysoki poziom empatii, to naszą rolą jest umiejętność zaadoptowania się do trudniejszych warunków. Oczekiwanie, że kilkumiesięczne niemowlę dostosuje się do regulaminu ciszy w strefie biznesowej podczas lotu czarterowego, jest przejawem skrajnego braku wyobraźni.
Dorosły człowiek, który przygotowuje się do podróży i wie, że w samolocie mogą pojawić się różne hałasy, bez problemu zabezpiecza swój komfort poprzez spakowanie zatyczek do uszu lub nowoczesnych słuchawek z funkcją redukcji szumów. Jeśli z jakiegoś powodu tego nie zrobił, robienie afery wokół naturalnych odruchów zestresowanego malucha staje się po prostu groteskowe i wystawia najgorsze świadectwo osobie, która ten konflikt eskaluje.
Jak przetrwać wspólny lot i nie zwariować z emocji?
Zamiast generować toksyczną energię i rzucać pełne potępienia spojrzenia w stronę rzędu, z którego dobiega szloch, warto zmienić własną perspektywę i pomyśleć o tym, co przeżywa matka lub ojciec krzyczącego dziecka. Rodzice na pokładzie zazwyczaj robią absolutnie wszystko, co w ich mocy, stając na rzęsach, by uspokoić swoją pociechę, podając przekąski, nowe zabawki czy tuląc malucha w ramionach. Dokładanie im kolejnej porcji wstydu, stresu oraz społecznego ostracyzmu przez obcych pasażerów sprawia, że atmosfera staje się nie do zniesienia dla wszystkich wokół.
Złotą zasadą udanych wakacji powinno być zrozumienie, że świat nie kręci się wyłącznie wokół naszego świętego spokoju, a odrobina ludzkiej życzliwości potrafi zdziałać cuda. Czasami wystarczy jedno ciepłe, wspierające spojrzenie posłane w stronę zmęczonej mamy lub proste pytanie, czy można w czymś pomóc, aby całkowicie odmienić napiętą sytuację na pokładzie. Bądźmy po prostu odpowiedzialnymi dorosłymi, którzy potrafią zarządzać własnymi emocjami, zamiast oczekiwać od małych dzieci, by zachowywały się jak zaprogramowane roboty.