Skolim, dmuchańce i stadionowe przyśpiewki. To, co słyszą nasze dzieci, nie brzmi idealnie
Festyny i mecze lokalnych drużyn piłkarskich to wciąż jedne z najpopularniejszych atrakcji rodzinnych w małych miejscowościach - szczególnie latem. Tylko nikt nie zastanawia się nad tym, co słyszą dzieci, bawiąc się na dmuchanych atrakcjach i zajadajac watę cukrową.

Piękny letni wieczór w Lublinie. Pogoda nie za wysoka, nie za niska – w sam raz na spacer po starówce. Ale tłumy idą w jednym kierunku – na Plac Zamkowy, gdzie szykuje się wielki koncert. Na scenie wystąpią różne gwiazdy polskiej muzyki, ale większość osób zgromadzonych pod sceną czeka na nowego „króla” rodzimej estrady. Skolim przyjechał swoją różową furą, można go zobaczyć za kulisami, z resztą przywitał się już ze swoimi fanami, podchodząc do pierwszego rzędu widzów. A tam osóbki w różnym wieku, ale średnia zdecydowanie oscyluje w granicach 10-15 lat. To właśnie najwierniejsi fani Skolima, którzy pod nosem podśpiewują jego największe hity jak „Temperatura” czy „Wyglądasz idealnie”. Ale tych piosenek nie będzie na scenie, bo ze względu na tekst nie mogą być puszczone w telewizji publicznej. Za to dzieci ochoczo podśpiewują je wszem wobec.
„Wyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie”
Skolim to dziś jeden z najpopularniejszych muzyków rozrywkowych w Polsce. Stworzył własny odłam disco-polo, który Polacy pokochali, o czym świadczy liczba wyświetleń jego utworów i teledysków na portalach streamingowych. Nic więc dziwnego, że ów wykonawca jest rozchwytywany przez organizatorów różnych koncertów i wydarzeń muzycznych. Ludzie, którzy inwestują w festyny i festiwale, chcą oczywiście osiągnąć zyski ze sprzedaży biletów, więc zapraszają najpopularniejszego muzyka i liczą na spektakularne wyniki. Tylko wychodzi na to, że tam, gdzie zaczynają się pieniądze, kończy się etyka.
Wielu organizatorów zapomina, że festyn rodzinny w niedzielę o 13 nie jest nocnym klubem, w którym odbywają się zakrapiane imprezy dla dorosłych. W małych miasteczkach na takich wydarzeniach pojawiają się całe rodziny - w tym dzieci i nastolatki. I tak otrzymujemy fascynujący pejzaż: maluchy skaczące na kolorowych „dmuchańcach” i zajadające fikuśne waty cukrowe na tle sceny, na której występują rozgolaszone tancerki paradujące wokół matcho z blond włosami i spodniami z napisem „Skolim”. A z głośników dobiegają dwuznaczne teksty jego piosenek. Coraz częściej na listach artystów znajdują się też raperzy, a jak wiemy – w tym gatunku muzycznym również nie przebiera się w słowach. Są oni jednak coraz bardziej popularni, a ich grupa odbiorców jest coraz niższa.
Tu należy podkreślić, że to oczywiście nie wina tych konkretnych muzyków i naszych czasów. Beztroski obraz dzieci tańczących na festynie do utworów z tekstami, których treść zupełnie nie pasuje do tego widoku, to nic nowego. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto będąc dzieckiem, nie bawił się na festynie, podśpiewując „Majteczki w kropeczki”. Wtedy jednak w ogóle nie analizowaliśmy, co ta piosenka oznacza. Jestem przekonana, że dzisiejsze 10-latki też nie mają świadomości, o co chodzi temu blond-Skolimowi, gdy śpiewa „Wyglądasz idealnie, gdy tańczysz tylko dla mnie”. To nie znaczy jednak, że problemu nie ma. Bo tego typu teksty przekazywane w formie „rozrywkowej” normalizują treści seksualne dzieciom. A rodzice nie zwracają uwagi na tekst, gdy jest on przefiltrowany przez skoczną muzykę, kolory festynu i wizerunek swojskiego chłopaka od kiełbasy. No i jeżeli dziecko interesuje się muzyką, a nie graniem na komputerze, to tylko w to im graj, prawda?
Siekiera, motyka, kiełbasa, plastelina
O tym, jak bardzo piosenki Skolima są popularne wśród dzieci, świadczy nie tylko widok maluchów ledwo widocznych zza barierek w pierwszym rzędzie. To także target produktów, które muzyk sprzedaje. Bo nie jest wyłącznie wokalistą disco-latino. Skolim znany jest ze sprzedaży m.in. kiełbas, a od niedawna także… produktów do szkoły. W końcu wrzesień nadchodzi wielkimi krokami.
Tak oto w sklepie internetowym muzyka znajdziemy np. plecaki z napisem „Kamikaze” i „Temperatura”, plastelinę z jego wizerunkiem czy zeszyty z tytułami jego piosenek. A że na dzieciach najłatwiej zarobić, to biznes się kręci.
Może warto rozważyć to, aby koncerty takich artystów były oznaczane kategorią „R” – tak samo jak w kinie. Bo skoro filmy zawierające sceny dla dorosłych są dostępne od 17. roku życia, to może tak samo powinno być z utworami zawierającymi treści dla dorosłych.
Ale koncerty i festyny to niejedyny spektakl dla dorosłych, który nie ma kategorii wiekowej.
Chodź synku, pójdziemy na mecz
Pamiętam czasy, gdy mecze piłkarskie były rodzinną rozrywką. Sama byłam córką lokalnego piłkarza i wraz z rodziną chodziłam na trybuny i kibicowałam drużynie, w której grał. Wszyscy traktowali nas z szacunkiem, a największe ekscesy podczas kibicowania, to były brawa po ładnej akcji w wykonaniu piłkarzy. Dziś nie ma dopingu bez przyśpiewek, a im bliżej sektora kibicowskiego, tym szybciej do uszu naszych pociech dotrą wstawki, które nie powinny być dla nich przeznaczone.
Można stwierdzić, ze sport to zdrowie, ale kibicowanie w grupie nakręconych kibiców zdecydowanie nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozwojem naszych dzieci. Chciałabym, abyśmy żyli w czasach, w których trzymanie kciuków za ukochaną drużynę łączy się z pięknymi oprawami stadionów, wspólnym śpiewaniem hymnów krajowych czy drużyn, a potem radością związaną ze strzeleniem gola. Niestety to wszystko coraz częściej jest przysłonięte dymem z rac i zagłuszone przyśpiewkami złożonymi ze słów leżących na bruku, gdzie panie lekkich obyczajów pojawiają się tak samo często jak nazwa klubu zwaśnionego z daną grupą kibiców.
Dodatkowo dochodzi też kwestia bezpieczeństwa na meczach. Ze swoich nastoletnich lat dobrze pamiętam zachowanie niektórych „kibiców”, którzy rzucali w siebie kamieniami przy domach mieszkalnych lub biegali po całym osiedlu za kibicami wrogiej drużyny. Lokalny sport mógłby być piękny i uczyć maluchy zasad fair play. Jako mama nie chciałabym jednak, aby moje dziecko poszło na mecz i zamiast uczyć się sportowych wartości patrzyło na kibiców zwracających się do innych z nienawiścią i wykrzykujących wulgaryzmy w każdym zdaniu.
W małych miejscowościach wciąż jest niewiele atrakcji dla całych rodzin. Dlatego festyny i mecze lokalnych drużyn piłkarskich są tak popularne wśród niewielkich społeczności. Warto jednak, aby organizatorzy tego typu wydarzeń wzięli większą odpowiedzialność za wychowanie młodocianych mieszkańców tych miejscowości. I nawet jeśli nie kategoria „R” i koncert po 22, to przynajmniej nie łączmy muzyków wykonujących utwory o dosadnych tekstach z karuzelami dla najmłodszych, bo to po prostu niesmaczne i niemal tak niebezpieczne dla rozwoju dzieci jak kamienie rzucane z jednego sektora na drugi.