Reklama

Czasem z nostalgią myślę o czasach, gdy szczytem technologii był rzutnik Ania, a o dziewiętnastej świat zamierał, bo zaczynała się dobranocka. Ostatnio, w przypływie takiej właśnie czułości do przeszłości, postanowiłam przypomnieć sobie „Wilka i zająca”. Pamiętałam tylko śmiech, dynamiczną muzykę i to słynne, wykrzyczane z furią: „Nu, pogodi!”.

Ale kiedy usiadłam przed ekranem jako dorosła kobieta i mama, poczułam, jak kawa stygnie mi w kubku, a na twarzy pojawia się grymas niedowierzania. Czy my naprawdę to oglądaliśmy? Czy to była nasza bezpieczna bajka na dobranoc?

„Wilk i zając” − mroczne oblicze radzieckiej animacji

Zacznijmy od głównego bohatera. Wilk, który miał być zabawnym łobuzem, z dzisiejszej perspektywy jest postacią, która u każdego kuratora oświaty wywołałaby natychmiastową reakcję. On nie tylko goni zająca − on jest ucieleśnieniem wszystkich patologii, przed którymi staramy się chronić nasze dzieci. Przez większość odcinków Wilk paraduje z papierosem przyklejonym do wargi, dymiąc prosto w ekran. Co więcej, twórcy nie szczędzili nam widoku napojów wyskokowych, bójek i zachowań, które dziś nazwalibyśmy jawną agresją i nękaniem.

Biedne dzieci z czasów PRL chłonęły te obrazy między myciem zębów a kładzeniem się do łóżka. Wilk kradnie, niszczy mienie publiczne, znęca się nad słabszymi i reprezentuje styl życia, który jest totalną katastrofą wychowawczą. Jako psychologicznie świadoma mama patrzyłam na to i zastanawiałam się: jaki przekaz płynął do naszych małych główek? Że palenie jest cool, bo robi to główny bohater? Że agresja to jedyny sposób na rozwiązanie problemów?

To, co kiedyś wydawało nam się niewinnym żartem sytuacyjnym, dziś wygląda jak instruktaż zachowań aspołecznych, podany w kolorowej i (kiedyś) atrakcyjnej formie.

Ofiara i oprawca, czyli toksyczna gra, którą braliśmy za zabawę

Kolejnym punktem, który sprawia, że „Wilk i zając” to z dzisiejszej perspektywy totalne nieporozumienie, jest dynamika relacji między bohaterami. To nie jest rywalizacja, jaką znamy z „Toma i Jerry'ego”, gdzie siły są w miarę wyrównane. Tutaj mamy do czynienia z permanentnym prześladowaniem. Zając jest wieczną ofiarą, która musi uciekać przed drapieżnikiem, a Wilk jest oprawcą, którego jedynym celem życiowym jest schwytanie i zjedzenie słabszego kolegi.

Współczesna psychologia dziecięca kładzie ogromny nacisk na budowanie empatii i poczucia bezpieczeństwa. Tymczasem radziecka wieczorynka serwowała nam festiwal okrucieństwa. Wilk wpada w pułapki, jest bity, miażdżony, rażony prądem, a my... mieliśmy się z tego śmiać. To klasyczny przykład znieczulania najmłodszych na ból i cierpienie drugiego człowieka (lub zwierzęcia).

Dziś wiemy, że takie treści mogą budować w dzieciach przekonanie, że przemoc jest zabawna, a cudze nieszczęście to świetny powód do żartów. Kiedy patrzę na te sceny teraz, widzę tylko biedne dzieciaki, które nieświadomie nasiąkały tym brutalnym humorem, nie mając żadnej alternatywy w telewizyjnej ramówce.

Dlaczego nigdy nie włączę „Wilka i Zająca” moim dzieciom?

Możecie powiedzieć: „Przesadzasz, my to oglądaliśmy i wyrośliśmy na ludzi!”. Owszem, wyrośliśmy, ale czy to zasługa Wilka? Śmiem wątpić. Świat poszedł do przodu, nasza wrażliwość się zmieniła i całe szczęście! Dziś mamy dostęp do bajek, które uczą współpracy, radzenia sobie z emocjami i szacunku do innych. „Wilk i zając” to relikt przeszłości, który powinien zostać w archiwach jako ciekawostka historyczna dla dorosłych, a nie propozycja dla kilkulatka przed snem.

Nie chcę, by moje dziecko uczyło się takiego poczucia humoru. Nie chcę, by widok używek kojarzył mu się z przygodą. Ta bajka to totalna katastrofa estetyczna i moralna. Jest głośna, chaotyczna i niesie ze sobą ładunek negatywnej energii, którego mały mózg po prostu nie potrzebuje, zwłaszcza wieczorem.

Wybieram spokój, wybieram empatię i wybieram bajki, po których moje dziecko zaśnie z uśmiechem, a nie z obrazem wściekłego wilka pod powiekami. Niech PRL-owskie koszmary zostaną tam, gdzie ich miejsce − w poprzedniej epoce.

Zobacz też: 5 bajek, przy których dziecko rozwija się książkowo. Możesz je włączać z czystym sumieniem

Reklama
Reklama
Reklama