Reklama

Większość z nas, zabierając swoje pociechy do miejsc publicznych, stara się od najmłodszych lat uczyć je podstawowych zasad savoir-vivre'u, szacunku do pracy kelnerów oraz dbania o komfort innych gości. Ostatnio moja przyjaciółka opowiedziała mi o kłopotliwej przygodzie, której była świadkiem podczas niedzielnego obiadu w jednej z popularnych, rodzinnych restauracji w centrum miasta. Do teraz czuje złość na samą myśl o tym, jak bardzo niektórzy dorośli dają wchodzić sobie na głowę własnym dzieciom.

Ta jedna, bardzo dynamiczna scena przy stoliku pokazuje jedno: czasem mały król rządzi całym domem, a bezradni dorośli potrafią jedynie potulnie spełniać jego najbardziej absurdalne zachcianki. Uważam, że ta historia to idealny, choć niezwykle smutny punkt wyjścia do dyskusji o tym, jak zgubne bywa wychowanie bez żadnych zakazów.

Festiwal fochów przy niedzielnym obiedzie. Jak mała królowa rozniosła całą salę

Całe to kłopotliwe zdarzenie miało miejsce w porze obiadowej, kiedy restauracja pękała w szwach, a kelnerzy dwoili się i troili, żeby na czas roznosić gorące posiłki. Przy stoliku obok mojej znajomej usiadło eleganckie małżeństwo z córeczką, na oko w wieku około trzech lat. Dziewczynka od samego początku nie potrafiła usiedzieć na miejscu − biegała między kelnerami noszącymi ciężkie tace, rzucała sztućcami o podłogę i głośno krzyczała, że nudzi jej się czekanie na jedzenie.

Zamiast spokojnie przywołać malucha do porządku, dać mu kolorowankę czy wyjść z nim na chwilę na zewnątrz, rodzice z uśmiechem na twarzach obserwowali jego popisy, tłumacząc pod nosem, że Lenka po prostu ma dziś wyjątkowo ekspresyjny dzień i musi rozładować energię. Kulminacja tego wszystkiego nastąpiła jednak w momencie, gdy kelner podał na stół zamówione dania, a mała uznała, że zupa pomidorowa ma nie taki odcień czerwieni, jakiego oczekiwała.

Totalna kapitulacja dorosłych. Szokujące zachowanie rodziców wobec zachowania dziecka

Dziewczynka na widok talerza wpadła w szał, chwyciła miskę z gorącą zupą i z całym impetem popchnęła ją w stronę kelnera, przez co całe danie wylądowało na białej koszuli pracownika i na czystym obrusie. Wokół stolika w ułamku sekundy zapadła cisza, a wszyscy goście odwrócili wzrok w stronę zszokowanej obsługi. Reakcja rodziców po prostu zwaliła moją przyjaciółkę z nóg − zamiast ostro zareagować, wyprowadzić dziecko z sali i natychmiast przeprosić poparzonego kelnera, mama malucha zaczęła go potulnie głaskać po głowie.

Zaczęła przepraszać własną córkę, że zupa była niesmaczna, a ojciec z pretensją w głosie zażądał od managera lokalu natychmiastowego przyniesienia karty deserów i darmowych lodów, byle tylko ich mała królewna przestała płakać i krzyczeć. To była chwila, w której menedżer restauracji nie wytrzymał i bardzo chłodno, ale stanowczo poprosił rodzinę o uregulowanie rachunku i opuszczenie lokalu, tłumacząc, że bezpieczeństwo personelu i komfort innych gości są dla nich priorytetem.

Bezstresowe wychowanie zbiera gorzkie żniwo. Przez uleganie kaprysom niszczymy przyszłość dzieci

Ta skandaliczna scena z restauracji to niestety kolejny bolesny przykład na to, że w imię fałszywie pojętego gentle parentingu i strachu przed wywołaniem u dziecka jakiejkolwiek frustracji, dorośli robią z siebie potulnych podwładnych we własnym domu. Zapominają przy tym całkowicie, że mały człowiek, który w wieku kilku lat terroryzuje restaurację i nie ponosi żadnych konsekwencji za niszczenie cudzej pracy, w przyszłości przeżyje potworny dramat.

Żadna szkoła podstawowa, żaden rówieśnik na podwórku ani tym bardziej żaden szef w dorosłym życiu nie będzie bawił się w skakanie wokół jego wybujałego ego. Czas wreszcie przestać oszukiwać się, że uleganie kaprysom buduje pewność siebie u najmłodszych. Mądre rodzicielstwo polega na stawianiu twardych wymagań, uczeniu empatii i pokazywaniu, że wolność każdego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się komfort i bezpieczeństwo drugiej osoby.

Zobacz też: „Justysia była naszą wyczekaną córeczką. Zaślepieni miłością długo nie widzieliśmy, jaka jest naprawdę. Aż do tamtej nocy nad jeziorem”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...