"Byłam wrakiem człowieka". Edyta Litwiniuk o tym, czego nikt nie mówi młodym mamom
"Chciałam być supermamą i udowodnić, że ze wszystkim sobie poradzę" - wspomina Edyta Litwiniuk. W podcaście "Mamy to!" opowiada o samotności, niewyspaniu i połogu, które sprawiły, że pierwsze tygodnie macierzyństwa okazały się dużo trudniejsze, niż się spodziewała.
"Nie sprzątaj, nie gotuj, wyśpij się"
Co powiedzieć mamie małego dziecka, która jest niewyspana, zmęczona i przytłoczona chaosem codzienności? Od czego powinna zacząć, jeśli chciałaby poczuć się choć trochę lepiej? Edyta Litwiniuk nie ma wątpliwości: od odpoczynku.
- Moja położna powiedziała mi jeszcze w ciąży: "Póki nie ma zagrożenia życia w tym domu, nie sprzątaj, nie gotuj, wyśpij się" - wspomina w podcaście "Mamy to!".
Jak przyznaje, początkowo sama nie potrafiła zastosować się do tej rady. Po narodzinach pierwszej córki czuła się silna i przekonana, że musi poradzić sobie ze wszystkim.
- Myślałam: przecież ją urodziłam, karmię ją, wrócę do domu i wszystko musi być na tip-top. Posprzątane, ugotowane. Chciałam być supermamą i superżoną - opowiada.
"Chciałam pokazać, że sobie radzę"
Sytuacja zmieniła się, kiedy jej mąż wrócił do pracy, a ona została sama z dzieckiem. Zamiast poczucia siły pojawiły się samotność, płacz i ogromne zmęczenie.
- Przygniotła mnie samotność i połóg. Wiem, że gdyby Wojtek nie zrobił mi śniadania, przez cały dzień nic bym nie zjadła, bo nie miałam siły - mówi.
W pewnym momencie postanowiła zrezygnować z próby utrzymania wszystkiego pod kontrolą.
- Powiedziałam sobie: koniec całego cyrku. Żadnego sprzątania, prania, gotowania i ogarniania domu na tip-top tylko po to, żebym dalej pokazywała, że sobie radzę. Idę spać.
Jak wspomina, w pierwszych tygodniach macierzyństwa, kiedy tylko miała taką możliwość, jadła, płakała i spała.
Dom nie musi być idealny
Edyta Litwiniuk podkreśla, że młoda mama nie musi samodzielnie gotować każdego posiłku ani utrzymywać domu w perfekcyjnym porządku.
Może zamówić jedzenie, poprosić bliską osobę o przygotowanie obiadu albo wcześniej zamrozić kilka porcji. Nic złego nie stanie się również wtedy, gdy pranie czy sprzątanie zostaną odłożone na później.
- Jeżeli możesz, kochana mamo, po prostu się wyśpij. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli czasem zamówisz jedzenie albo poprosisz mamę, żeby przygotowała ci rosół czy coś w słoikach - mówi.
Sen na początku macierzyństwa nie zawsze oznacza jednak spokojną, nieprzerwaną noc. Częściej jest próbą wykorzystania nawet krótkiego momentu, kiedy ktoś inny może zająć się dzieckiem.
- Jeśli jesteśmy niewyspane, trudno jest robić cokolwiek. Sen jest głównym narzędziem regeneracji i daje nam też większy spokój w głowie - zauważa Litwiniuk.
"Kiedy jestem wyspana, mam siłę rozwiązywać problemy"
Prowadząca rozmowę również przyznaje, że to właśnie fizyczne zmęczenie było dla niej jednym z najtrudniejszych elementów wczesnego macierzyństwa.
Z czasem pojawiają się inne wyzwania i problemy, ale kiedy matka jest wypoczęta, ma więcej siły, żeby się z nimi mierzyć. Gdy zmęczenie odbiera jej energię, nawet niewielka trudność może wydawać się przytłaczająca.
- Kiedy jestem wyspana, mam siłę rozwiązywać problemy. Ale kiedy czuję, że już "siadam", nie mam siły radzić sobie jeszcze ze wszystkim dookoła - mówi prowadząca.
Niemowlę nie zawsze "śpi jak aniołek"
Edyta Litwiniuk wspomina również, że odpoczynek utrudniała jej nieustanna czujność. Przed porodem słyszała, że dziecko śpi spokojnie jak aniołek. Tymczasem noworodek podczas snu sapie, kwili, popiskuje i wydaje wiele innych dźwięków.
- Byłam tak zestresowana, że chyba trzy razy chodziłam do różnych kardiologów. Nie mogłam uwierzyć, że nie mam stanu przedzawałowego - wspomina.
Każdy dźwięk dziecka wybudzał ją albo sprawiał, że nie była w stanie wejść w głęboki sen. W końcu poprosiła męża, by po powrocie z pracy wychodził z córką na spacer.
- Chciałam jej nie słyszeć. Tego sapania, kwilenia i popiskiwania. Chciałam wejść w głęboki sen, bo na początku macierzyństwa było to dla mnie nierealne. Spałam bardzo płytko i byłam wrakiem człowieka.
Sen matki to często półczuwanie
Czujność nie zawsze znika, gdy dzieci dorastają. Zmieniają się tylko powody, dla których matka nasłuchuje.
Kiedy dzieci są małe, budzi ją płacz lub wołanie. Gdy są starsze, może czekać, aż wrócą z imprezy albo upewniać się, że wszystkie są już bezpieczne w domu.
- Śmieję się, że mój sen matki do dziś jest takim półczuwaniem. Dopiero kiedy wszystkie wrócą, czuję spokój i mogę głęboko zasnąć - opowiada Litwiniuk.
Jak usłyszała kiedyś od swojej lekarki, od momentu zobaczenia dwóch kresek na teście ciążowym matka prawdopodobnie już nie przestaje się martwić.
- Nieważne, czy masz dziecko trzytygodniowe, roczne, dziewiętnastoletnie czy dwudziestoletnie. Nie przestajesz się martwić i pozostajesz czujna - mówi.
Ta czujność jest częścią macierzyństwa. Nie oznacza jednak, że kobieta powinna rezygnować ze swoich podstawowych potrzeb. Czysty dom i ugotowany od podstaw obiad mogą poczekać. Sen, jedzenie i regeneracja nie są luksusem ani nagrodą za wykonanie wszystkich obowiązków.
Są tym, czego młoda mama potrzebuje, żeby mieć siłę przeżyć kolejny dzień.
Całą rozmowę z Edytą Litwiniuk obejrzysz w podcaście "Mamy to!" na kanale YouTube Mamotoja.