Reklama

Piszę do Państwa po kolejnej przerwie na kawę w biurze, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że współcześni rodzice zupełnie oszaleli na punkcie wakacyjnego szpanu. Moja dobra koleżanka z biurka obok od tygodnia nie mówi o niczym innym, jak o swojej super okazji, bo upolowała tygodniowy wyjazd do tureckiego Marmaris za jedyne kilkanaście tysięcy złotych dla całej rodziny, w tym same przeloty za półtora tysiąca. Słuchałam jej zachwytów nad basenami, drinkami z palemką i ciepłym morzem z rosnącym poczuciem absurdu, zwłaszcza gdy spojrzała na mnie z wyższością, pytając, gdzie ja zabieram w tym roku swoje maluchy.

Gdy z uśmiechem odpowiedziałam, że po prostu pakujemy plecaki i jedziemy z dziećmi pendolino nad nasz polski Bałtyk za przysłowiowe półdarmo, w pokoju zapadła wymowna, pełna politowania cisza. Poczułam wtedy ogromną potrzebę napisania tego listu, bo mam serdecznie dość wmawiania nam, że bez paszportu i lotu samolotem jesteśmy gorszymi rodzicami, którzy żałują własnym dzieciom atrakcji. Moim zdaniem te wszystkie luksusowe kurorty są potrzebne wyłącznie dorosłym do karmienia własnego ego, a małe dzieci potrzebują do szczęścia zupełnie czegoś innego niż czterdziestostopniowy upał i hotelowy beton.

Dlaczego pendolino nad Bałtyk wygrywa z zagranicznym lotem

Dla mojej sześcioletniej Heli i ośmioletniego Tymka sama wyprawa nowoczesnym, szybkim pociągiem to już jest gigantyczna, niezapomniana przygoda, o której opowiadają kolegom przez kolejne miesiące. Kupuję bilety z dużym wyprzedzeniem, korzystam z ulg ustawowych i rodzinnych, dzięki czemu cała nasza podróż nad morze kosztuje ułamek tego, co koleżanka wydaje na same opłaty lotniskowe. W pociągu mamy pełen komfort, dzieci patrzą przez okno, gramy w karty, jemy domowe kanapki i nikt nie jest zmęczony wielogodzinnym koczowaniem na lotnisku i opóźnieniami lotów.

Kiedy słucham o katordze, jaką przechodzą maluchy podczas odpraw lotniskowych, tylko utwierdzam się w swoim wyborze. Nasze morze oferuje zbawienny dla odporności jod, rześkie powietrze i piękne, szerokie plaże z miękkim piaskiem, na których dzieci mogą biegać bez końca. W Turcji w lipcu i sierpniu panuje nieznośny skwar, który zmusza rodziny do siedzenia w klimatyzowanych pokojach hotelowych przez większość dnia, by uniknąć poparzeń słonecznych. Jaki jest sens wydawania fortuny i ciągania dzieci na drugi koniec świata tylko po to, by przez tydzień moczyły się w chlorowanym basenie, który niczym nie różni się od tego na naszym osiedlu?

Zagraniczne wakacje nie są potrzebne dzieciom do szczęścia

Współcześni rodzice ulegli dziwnej presji i uważają, że wyznacznikiem miłości do dziecka jest liczba zaliczonych zagranicznych kierunków. To jest śmieszne i smutne zarazem, bo kilkulatkowi jest absolutnie obojętne, czy buduje zamki z piasku w Kołobrzegu, czy na riwierze tureckiej. Dziecko nie doceni luksusowego marmuru w hotelowym lobby, egzotycznych potraw, których i tak zazwyczaj nie chce jeść, ani liczby gwiazdek nad wejściem do resortu.

Dla moich dzieci największym szczęściem jest to, że mama i tata mają wyłączone telefony służbowe, kupią im wielkiego gofra z jagodami i będą przez cały dzień szukać bursztynów na brzegu. Polskie morze ma w sobie niezwykłą magię, uczy dzieci obcowania z prawdziwą, dziką przyrodą, a nie sztucznie stworzonym światem pod turystów. Kocham nasze nadmorskie lasy sosnowe, spacery o zachodzie słońca w bluzach i ten wyjątkowy klimat, który buduje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa, bez potrzeby wydawania rocznych oszczędności na jeden tydzień szpanu.

Koniec z wakacyjnymi kompleksami, wybieramy nasz Bałtyk

Wiem, że wiele osób zarzuci mi buractwo, brak ambicji i dorabianie ideologii do skromniejszego budżetu domowego, ale ja naprawdę głośno i dumnie mówię o naszych planach. Stać by nas było na skromne all inclusive, ale świadomie wybieram polski Bałtyk, bo widzę, jak fantastycznie działa on na zdrowie i rozwój moich pociech. Chciałabym, abyśmy jako polskie mamy przestały wreszcie licytować się na ceny wycieczek i zaczęły patrzeć na urlop przez pryzmat realnych potrzeb emocjonalnych naszych dzieci.

Zwracam się do wszystkich rodziców, którzy czują ukłucie zazdrości, słuchając opowieści znajomych o egzotycznych wojażach: odrzućcie te sztuczne kompleksy i spakujcie walizki na rodzinny wyjazd. Doceniajmy to, co mamy blisko, cieszmy się prostymi przyjemnościami i nie dajmy sobie wmówić, że udane wakacje muszą kosztować miliony. Czas na wielki powrót do normalności, w której liczy się wspólnie spędzony czas, święty spokój i uśmiech dziecka zbierającego muszelki na polskiej plaży, bo to są rzeczy, których nie kupi się w żadnym biurze podróży.

Asia


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Klikasz jeden przycisk i płacisz mniej za pociąg. Polacy nie wiedzą o tej ukrytej zniżce dla rodzin

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...