Reklama

Sytuacja rozegrała się w samo południe, kiedy na plaży był dosłownie dziki tłum ludzi. Koce leżały niemal jeden na drugim. Nasi sąsiedzi zza parawanu spędzali czas z dwiema córeczkami, z których młodsza miała na oko ze trzy latka.

Dziecko załatwia się na plaży − parawan to nie jest toaleta

W pewnym momencie mała dziewczynka zaczęła marudzić, że chce jej się siku. Myślałam, że to normalna rzecz − matka złapie małą za rękę, założy klapki i pójdą do hotelu albo do jednej z wielu publicznych toalet, które stoją przy samym wejściu na plażę. Jakże mocno się pomyliłam. Matka dziewczynki nawet nie drgnęła z koca. Rozejrzała się tylko sprytnie dookoła, upewniła się, że ich parawan szczelnie zasłania ich od strony morza, po czym kazała małej kucnąć na samym środku piasku, tuż przy naszym parawanie.

Rodzice zaczęli bezczelnie wysadzać dziecko za parawanem, myśląc, że jak ogrodzili się kawałkiem kolorowego materiału, to stali się niewidzialni dla reszty świata. Aż zakrztusiłam się jedzoną akurat jagodzianką. Najgorsze było to, że moje dzieci bawiły się zaledwie metr dalej i wszystko widziały przez szpary w materiale.

Higiena na publicznej plaży − lenistwo rodziców niszczy innym wakacje?

Gdy mała skończyła, jej ojciec wziął plastikową łopatkę do piasku i... bezczelnie zakopał to wszystko głęboko pod naszym parawanem, przyklepując, żeby nie było widać. Słuchałam tego szurania i nie wierzyłam własnym uszom. Przecież to jest szczyt lenistwa i igranie ze zdrowiem innych dzieciaków. Za godzinę w tym samym miejscu inne niczego nieświadome maluchy będą kopać dołki i wkładać brudne rączki do buzi.

Wstałam z koca, podeszłam do tej kobiety i zapytałam wprost, ale spokojnym głosem, czy uważa, że publiczna plaża to jest wychodek dla jej rodziny i dlaczego nie poszła z córką do toalety, która stoi sto metrów dalej. Odpowiedź tej matki po prostu odebrała mi mowę. Kobieta przewróciła oczami i oświadczyła, że to jest jeszcze małe dziecko, które nie potrafi wstrzymać potrzeb, a jej nie chce się w taki upał biegać po schodach i płacić pięciu złotych za każdym razem, gdy małej zachce się siusiu. Dodała jeszcze, że piasek wszystko przyjmie.

Kultura osobista nad polskim morzem − jak wyznaczyć granice?

Gdy to usłyszałam, zaniemówiłam. Wywiązała się z tego potężna awantura na pół plaży. Ojciec dziewczynki zaczął wymachiwać rękami i krzyczeć, że na swoim kawałku piasku za parawanem mogą robić, co chcą, bo zapłacili za wakacje i nikt im nie będzie dyktował warunków. Ludzie z okolicznych koców zaczęli się na nas gapić, jedni szeptali ze współczuciem, a inni udawali, że nic nie widzą, żeby nie robić sobie problemów.

Skończyło się na tym, że musieliśmy spakować nasz cały majdan − parawany, namiot, koce, zabawki dzieci − i przenieść się na drugi koniec plaży, bo siedzenie w takim sąsiedztwie było po prostu niemożliwe. Czuję ogromny niesmak. Jak mamy uczyć nasze dzieci kultury osobistej i dbania o środowisko, skoro dorośli ludzie dają im taki przykład?

Zobacz też: „Wszyscy śmiali się z naszej rodziny na all inclusive w Chorwacji. Kelner wręczył mojemu mężowi męskie spodnie i skwitował: Polacy”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...