Matka do wygodnickich rodziców: „Biedne dzieci, które na urlopie nie wyściubiają nosa z telefonu. Odbieracie im radość wakacji”
Siedzimy z mężem i synkiem na plaży, piękna pogoda, szum fal, złoty piasek, czyli teoretycznie idealne warunki na odpoczynek i ładowanie baterii po ciężkim roku. Niestety, zamiast sielanki i radosnych krzyków dzieciaków budujących zamki z piasku, z każdej strony otacza mnie potworny, cyfrowy letarg.

Codziennie rano, kiedy idziemy na hotelowe śniadanie, scenariusz wygląda dokładnie tak samo i przypomina jakiś film science-fiction o zombie. Przy stolikach siedzą całe rodziny, ale nikt ze sobą nie rozmawia, nikt nie opowiada, co mu się śniło, ani nie planuje nadchodzącego dnia pełnego wrażeń.
Dzieci uzależnione od smartfonów na wakacjach to smutny widok
Maluchy, dosłownie takie po trzy czy cztery latka, mają przed nosami postawione tablety z puszczonymi na cały regulator bajkami, żeby tylko siedziały cicho i grzecznie otwierały buzię na kolejną porcję jajecznicy. Starsze dzieciaki z kolei, zamiast rozglądać się dookoła, mają wzrok przyspawany do smartfonów, na których namiętnie przewijają te bezwartościowe filmiki w sieci. To jest po prostu jakiś dramat, na który patrzę z ogromnym bólem, bo te dzieciaki fizycznie są na wakacjach, ale psychicznie utknęły gdzieś w wirtualnej rzeczywistości.
Najgorsze jest to, że ten sam koszmarny widok przenosi się później na plażę oraz na basen, czyli w miejsca stworzone do ruchu, szaleństwa i integracji z rówieśnikami. Widzę dziewczynkę, na oko dziewięcioletnią, która siedzi pod parasolem na leżaku w pełnym słońcu i przez cztery godziny bez przerwy klika w ten telefon. Nie poszła ani razu do wody, nie dotknęła stópkami piasku, nie zebrała ani jednej muszelki, bo cały jej świat zamknął się w małym, świecącym ekraniku.
Te biedne dzieciaki tracą najlepsze lata swojego życia, ucieka im prawdziwy świat, zapach morza, dotyk chłodnej wody i ta niesamowita dziecięca ekscytacja z odkrywania nowych miejsc. Tracą szansę na naturalne budowanie odporności, na ruch, który jest im przecież tak bardzo potrzebny do prawidłowego rozwoju.
Wygodniccy rodzice dają telefon dla świętego spokoju
Nie oszukujmy się, dzieci same sobie tych telefonów na plażę nie przyniosły i same nie opłaciły abonamentu, więc wina leży w stu procentach po stronie nas, dorosłych. Szlag mnie trafia, kiedy widzę to totalne lenistwo i wygodnictwo rodziców, którzy idą na potworną łatwiznę, byleby tylko mieć tak zwany święty spokój. Mama z tatą wolą sączyć drinki, opalać się i bez końca plotkować albo sami gapić się w swoje ekrany, więc najprościej jest im wcisnąć dziecku do ręki cyfrowy smoczek.
Telefon stał się najtańszą i najbardziej podłą nianią na świecie, która zwalnia dorosłych z jakiegokolwiek obowiązku kreatywnego organizowania czasu swoim własnym pociechom. Przecież o wiele łatwiej jest odpalić dziecku grę, niż wstać z leżaka, pobiegać z nim za piłką, porzucać frisbee czy wspólnie poszukać ładnych kamyków na brzegu.
Wielu rodziców tłumaczy się, że oni też są zmęczeni, że ciężko pracują przez cały rok i urlop jest od tego, żeby leżeć plackiem i nic nie robić. Oczywiście, każdy z nas potrzebuje resetu i odpoczynku, ale decydując się na rodzicielstwo, bierzemy na siebie odpowiedzialność za małego człowieka również w trakcie wakacji. Podrzucanie dziecku telefonu na całe dnie to zwyczajne pójście na łatwiznę i ucieczka od budowania bliskości oraz prawdziwych, głębokich relacji. Wakacje to przecież genialny, jedyny w roku czas, kiedy wreszcie nie musimy pędzić do przedszkola, szkoły czy pracy i możemy pobyć ze sobą tak naprawdę, na sto procent.
Jak ograniczyć ekran u dziecka i uratować wakacje?
Droga Redakcjo, mój syn też doskonale wie, czym jest smartfon, i też uwielbia bajki, bo nie żyjemy w jaskini i nie zamierzam udawać jakiejś idealnej, kryształowej matki z obrazka. Jednak wyjeżdżając na urlop, z mężem postawiliśmy sprawę jasno i wprowadziliśmy twarde, niepodważalne zasady dotyczące elektroniki. Telefony zostają w hotelowym pokoju i służą nam wyłącznie do robienia pamiątkowych zdjęć lub szybkiego sprawdzenia mapy w terenie.
Początki bywały trudne, synek marudził i nudził się przez pierwsze chwile, ale nuda to przecież najlepszy zapalnik do uruchomienia dziecięcej kreatywności. Szybko okazało się, że bez ekranu potrafi sam wymyślić genialne zabawy, biegać za falami, budować wielkie fosy obronne z piasku i rozmawiać z nami o wszystkim.
Apeluję do Was, drodzy rodzice, obudźcie się wreszcie z tego technologicznego letargu, zanim będzie za późno i Wasze dzieci dorosną, nie pamiętając z dzieciństwa nic oprócz kolorowych pikseli. Zabierzcie im te telefony, schowajcie głęboko do torby, dajcie im szansę na nudę, na ubrudzenie się błotem, na zdarte kolana i na prawdziwe, namacalne przeżywanie świata. Pokazujcie im przyrodę, rozmawiajcie z nimi, śmiejcie się do rozpuku i budujcie wspomnienia, do których będą wracać z łezką w oku jako dorośli ludzie. Odbieracie im radosne wakacje przez swoje własne lenistwo, a ten stracony czas już nigdy, przenigdy nie wróci.
Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję i wszystkie mamy, licząc na to, że mój list skłoni kogoś do refleksji na plaży
Agnieszka
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl