Mąż zostawił ją z dziećmi w hotelu i poszedł zwiedzać. „Powiedział, że skoro zapłacił, należy mu się odpoczynek”
Miała nadzieję, że ten wyjazd pozwoli im w końcu pobyć razem jako rodzina. Zamiast wspólnych spacerów i zwiedzania dostała coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Najbardziej zabolało ją to, że mąż ani przez chwilę nie uważał, że zrobił coś niewłaściwego.

Rodzinne wakacje mają być czasem odpoczynku, wspólnych wspomnień i oderwania się od codzienności. W praktyce wiele mam przyznaje jednak, że wyjazd z dziećmi oznacza przede wszystkim zmianę miejsca wykonywania tych samych obowiązków. List naszej czytelniczki pokazuje jeszcze inny problem – sytuację, w której ciężar opieki od początku spada wyłącznie na... matce.
„Dopiero na miejscu zrozumiałam, jaki był jego plan”
W tym roku polecieliśmy z dwójką dzieci do Egiptu. Długo odkładaliśmy pieniądze na ten wyjazd. Oboje ciężko pracujemy, dzieci przez cały rok odliczały dni do wakacji, więc naprawdę wierzyłam, że to będą nasze wspólne dwa tygodnie. Takie, podczas których w końcu pobędziemy razem, bez pracy, obowiązków i ciągłego pośpiechu.
Już pierwszego wieczoru mąż powiedział, że następnego dnia wybiera się na wycieczkę fakultatywną. Pomyślałam, że może źle zrozumiałam, bo przecież nic wcześniej o tym nie rozmawialiśmy. Zapytałam, czy jedziemy wszyscy. Wtedy usłyszałam, że nie, bo dzieci są za małe, a poza tym one i tak najlepiej czują się przy hotelowym basenie.
Przyznam, że zrobiło mi się przykro, ale uznałam, że to jednorazowa sytuacja. Pomyślałam, że skoro bardzo chciał zobaczyć piramidy, to trudno. Ja zostanę z dziećmi, a następnym razem pojedziemy gdzieś razem. Myliłam się.
„Przecież ktoś musi odpocząć”
Dwa dni później mąż oznajmił, że zapisał się na kolejną wycieczkę. Potem na następną. W sumie przez większą część wyjazdu znikał na cały dzień. Wracał wieczorem opalony, zadowolony, z telefonem pełnym zdjęć i opowieściami o miejscach, które zobaczył.
Ja w tym czasie od rana do wieczora byłam z dziećmi. Smarowanie kremem, pilnowanie przy basenie, chodzenie do toalety, szukanie lodów, usypianie młodszego po obiedzie, zmiana pieluch, wieczorne mini disco. Robiłam dokładnie to samo, co robię w domu. Tyle że zamiast w mieszkaniu – w hotelu.
Kiedy powiedziałam, że też chciałabym gdzieś pojechać albo chociaż mieć kilka godzin tylko dla siebie, spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
– Ale przecież ja zapłaciłem za te wakacje. Należy mi się trochę odpoczynku.
Naprawdę zamarłam.
Nie o pieniądze tutaj chodzi
Nie prowadzimy osobnych budżetów. Oboje pracujemy. Owszem, mąż zarabia więcej ode mnie, ale nigdy wcześniej nie wypominał pieniędzy. Tym bardziej zabolało mnie, że nagle uznał, że skoro to z jego konta poszedł przelew za wyjazd, to on może korzystać z wakacji, a ja mam po prostu zająć się dziećmi.
Najgorsze było to, że nawet nie zaproponował, że któregoś dnia się zamienimy. Ani razu nie powiedział: „Idź sama na masaż”, „Przejdź się po mieście”, „Odpocznij przy basenie, ja zajmę się dziećmi”. Jakby nawet nie przyszło mu do głowy, że mnie też może być potrzebna chwila oddechu.
Patrzyłam na inne rodziny i widziałam ojców budujących zamki z piasku, pływających z dziećmi w basenie czy spacerujących wieczorem za rękę z maluchami. Coraz częściej łapałam się na tym, że zwyczajnie im zazdroszczę.
Wróciłam bardziej zmęczona niż przed wyjazdem
Znajomi pytają, jak było w Egipcie. Odpowiadam, że pięknie, bo rzeczywiście hotel był wspaniały. Tylko że ja niewiele z tego pamiętam. Pamiętam za to zmęczenie i poczucie, że na tych wakacjach byłam sama.
Mąż wrócił wypoczęty. Ja wróciłam z przeświadczeniem, że jeśli nawet na rodzinnym wyjeździe nie potrafimy być partnerami, to mamy znacznie większy problem niż tylko nieudane wakacje.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Rodzinny wyjazd nie powinien oznaczać, iż jedno z rodziców odpoczywa, a drugie przez cały czas pełni dyżur przy dzieciach. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że mama lub tata znajdą chwilę tylko dla siebie – wręcz przeciwnie, taki odpoczynek jest potrzebny. Kluczowe jest jednak to, by był wynikiem wspólnych ustaleń i wzajemnej troski, a nie jednostronnej decyzji.
Rodzinne wakacje to nie tylko hotel, basen czy egzotyczne wycieczki. Dla dzieci najcenniejsze bywają chwile spędzone razem z obojgiem rodziców. A dla dorosłych – poczucie, że obowiązki i przyjemności są dzielone po partnersku.
Zobacz także:
- „Pojechaliśmy do Grecji na wakacje z naszym Stasiem, a wróciliśmy z obcym dzieckiem. Już nigdy nie zaufam mężowi”
- „Zafundowałam 14-letniemu synowi wakacje marzeń w Egipcie. Gdy zobaczyłam, co ten niewdzięcznik robi w pokoju, serce mi pękło”
- „Mąż w domu palcem nie kiwnie, do dziecka ani razu nie wstał w nocy. To wina teściowej, bo tak go wychowała”