„Odkąd mamy dziecko, z psem nie da się wytrzymać. Wszyscy mówili, że się przyzwyczai, a jest tylko gorzej”
Kiedyś był naszym oczkiem w głowie i „pierwszym dzieckiem”, ale dziś każdy jego ruch wywołuje we mnie narastającą frustrację. Choć obiecywałam sobie, że nigdy nie będę tą osobą, która odtrąca zwierzaka po porodzie, rzeczywistość pod jednym dachem z niemowlęciem i zazdrosnym psem stała się dla mnie emocjonalnym piekłem.

Szanowna Redakcjo. Piszę do Was w chwili całkowitego załamania, siedząc w kuchni, podczas gdy w sypialni moje trzymiesięczne dziecko właśnie po raz piąty zostało obudzone przez przeraźliwe wycie. Obok mnie siedzi on − mój pies, który jeszcze rok temu był moim najlepszym przyjacielem, a dziś stał się źródłem mojego największego stresu.
Jestem wykończona, rozdarta i, co najgorsze, zaczynam czuć do niego niechęć, której sama się boję. Wszyscy znajomi psiarze przed porodem powtarzali mi: „Spokojnie, pies wyczuje noworodka, przyzwyczai się, będą nierozłączni”. Dziś widzę, że to były mrzonki, a rzeczywistość nie ma nic wspólnego z pięknymi zdjęciami z Instagrama.
Zazdrość psa niszczy nasz spokój i sen dziecka
Problem zaczął się właściwie w dniu, w którym przekroczyliśmy próg domu z nosidełkiem. Nasz pies, dotąd łagodny i posłuszny, nagle stał się cieniem samego siebie. Nie chodzi o agresję, bo nigdy nie warknął, ale o tę jego chorobliwą zazdrość, która objawia się w najgorszy możliwy sposób. On nie potrafi znieść, że uwaga nie jest skupiona na nim. Gdy tylko zaczynam karmić małego, pies pcha mi się pod ręce, piszczy, drapie w sofę. A najgorsze jest wycie. Kiedy mały w końcu zaśnie − co graniczy z cudem − pies zaczyna wyć pod drzwiami pokoju, bo czuje się odizolowany.
Dziecko się budzi, płacze, ja wpadam w szał, mąż wraca z pracy i zamiast odpocząć, musi biegać z psem na długie spacery, które i tak nic nie dają. Mamy wrażenie, że on robi nam na złość. Każde stuknięcie miską, każde szczeknięcie na klatce schodowej to koniec drzemki mojego synka, bo pies wyje. Nie mam już siły uspokajać i głaskać psa, kiedy moje własne baterie są na wyczerpaniu. Czuję, że w naszym domu nie ma już miejsca na relaks, jest tylko wieczne czuwanie i walka o ciszę.
Brud, sierść i brak higieny − moja nowa codzienność
Kolejną rzeczą, która doprowadza mnie do szału, jest kwestia czystości. Przed dzieckiem sierść na dywanie czy ślady łap po deszczu mi nie przeszkadzały − brało się odkurzacz i po sprawie. Teraz, kiedy moje dziecko zaczyna pełzać i wszystko wkłada do buzi, widok wszechobecnej sierści napawa mnie obrzydzeniem. Mam wrażenie, że sprzątam 24 godziny na dobę, a i tak w smoczku dziecka zawsze znajdzie się psi kłak.
Mój pies zaczął też strasznie brudzić w domu. Nie wiem, czy to ze stresu, czy to manifestacja jego niezadowolenia, ale ciągle rozlewa wodę, wyciąga rzeczy z kosza na śmieci, a ostatnio zaczął niszczyć zabawki małego. Czuję się, jakbym miała w domu dwójkę wymagających niemowląt, z tym że jedno z nich waży 20 kilo i ma cztery łapy. Higiena przy noworodku jest dla mnie priorytetem, a pies sprawia, że czuję się, jakbym mieszkała w kojcu. Ta frustracja narasta we mnie każdego dnia, gdy widzę kolejne błotniste ślady na czystej macie do zabawy.
Czy oddanie psa to ostateczność, czy jedyne wyjście?
Stoję pod ścianą i coraz częściej łapię się na myśli, która jeszcze niedawno wydawała mi się nie do pomyślenia. Czy to czas, żeby oddać psa? Moi rodzice mieszkają pod miastem, mają ogród i zawsze go lubili. Zastanawiam się, czy nie wywieźć go tam chociaż na kilka miesięcy, dopóki mały nie podrośnie, dopóki ja nie odzyskam równowagi psychicznej. Czy jestem przez to złą osobą? Czuję się, jakbym zawiodła jako właścicielka, ale jednocześnie czuję, że moje dziecko zasługuje na mamę, która nie jest kłębkiem nerwów.
Obecnie sytuacja jest taka, że nikt w tym domu nie jest szczęśliwy. Ja jestem wściekła, dziecko niedospane, mąż rozdarty, a pies zestresowany i zdezorientowany. Czy to ma sens? Może dla psa też byłoby lepiej, gdyby biegał po ogrodzie u dziadków, zamiast patrzeć na moje zniecierpliwione spojrzenia? Boję się oceny otoczenia, tych wszystkich komentarzy o porzucaniu członka rodziny, ale moje siły się skończyły. Co robić w takiej sytuacji? Czy to się kiedyś uspokoi, czy po prostu niektóre psy i dzieci to połączenie, które nie ma prawa bytu?
Pozdrawiam,
Małgorzata
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Puściłam córkę na nocowankę i to był błąd. Rodzice jej koleżanki zepsuli mi dziecko”