„W dzieciństwie całe lato spędzałam z dziadkami i nikt nie narzekał. Dziś seniorzy mają w nosie wnuki, wolą potańcówki w sanatorium”
Piszę do Was z potwornym żalem w sercu i z poczuciem absolutnej bezsilności. Wakacje dopiero się zaczęły, a ja już mam ochotę spakować walizkę i uciec na bezludną wyspę. Powód? Wakacyjny horror, który co roku dotyka miliony młodych rodziców w tym kraju. Chodzi o opiekę nad dziećmi w czasie tych nieszczęsnych dwóch miesięcy wolnego od szkoły. Jesteśmy z mężem normalnymi, pracującymi ludźmi, żadne z nas nie ma dwumiesięcznego urlopu. Mamy dwójkę dzieciaków. I wiecie co? Właśnie zaliczyłam totalny zjazd emocjonalny, bo po raz kolejny zderzyłam się ze ścianą, którą postawili przed nami nasi rodzice. Dzisiejsi dziadkowie mają w nosie wnuki, a ich jedyną odpowiedzią na prośbę o pomoc jest rzucone od niechcenia, że oni już swoje dzieci wychowali.

Kiedy byłam w wieku mojego syna, całe wakacje spędzałam z dziadkami i nikt z tego powodu nie robił żadnych problemów. Rodzice pakowali mnie i mojego brata pod koniec czerwca do pociągu i jechaliśmy na wieś albo na działkę. Babcia z dziadkiem czekali na nas z otwartymi ramionami. Nikt nie narzekał, nikt nie liczył godzin, nikt nie mówił, że jesteśmy ciężarem.
Spędzaliśmy tam bite dwa miesiące, jedząc czereśnie prosto z drzewa i ganiając za psem. To były najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa, a moi dziadkowie byli dla nas najważniejszymi ludźmi na świecie. Byli dumni, że mogą spędzać czas z wnukami i pokazywać nam świat.
Wakacje u dziadków to przeszłość, której bardzo mi brakuje
Dzisiaj, kiedy sama jestem matką i desperacko potrzebuję chociaż tygodnia wsparcia, słyszę tylko litanię wymówek. Moja mama i teściowa kompletnie odcięły się od tamtego modelu rodziny. Dla nich wakacje u babci to jakaś abstrakcja, przeżytek, w który nie zamierzają się bawić. Kiedy w zeszłym tygodniu usiadłam z kalendarzem w ręku i zapytałam mamę, czy mogłaby wziąć Antosia i Zuzię chociaż na pięć dni w lipcu, żebym mogła normalnie pójść do pracy, usłyszałam, że ma już zaplanowany turnus w Ciechocinku.
Pięć dni! Nie prosiłam o dwa miesiące, tylko o niecały tydzień. Ale dla mojej mamy pięć dni z własnymi wnukami to za duży kłopot, bo przecież tam czekają na nią dancingi i masaże.
Dlaczego współcześni dziadkowie nie chcą pomagać przy wnukach?
Mam wrażenie, że dzisiejsi seniorzy przeszli jakąś dziwną transformację. Moja teściowa co chwilę wrzuca na Facebooka zdjęcia z kolejnych wycieczek emerytów, z wyjść do opery albo z potańcówek w sanatorium. Żyje pełnią życia, kupuje nowe garsonki i realizuje swoje pasje. Super, naprawdę bardzo się cieszę, że ma siłę i pieniądze na rozrywki. Ale dlaczego w tym wszystkim nie ma miejsca dla Antosia i Zuzi? Kiedy teściowa przyjeżdża do nas raz na dwa miesiące, posiedzi godzinę, zrobi sobie zdjęcie z małą, wrzuci do sieci z podpisem, że kocha nad życie, a potem zbiera się, bo spieszy się na spotkanie klubu seniora.
To jest czysta hipokryzja. Z jednej strony wielka miłość na pokaz, a z drugiej totalna znieczulica na nasze codzienne problemy. Kiedy pytam teściową, dlaczego nie chce zabrać małej na weekend, słyszę, że ona już swoje przeżyła, swoje dzieci odchowała, a teraz ma czas dla siebie. Rozumiem, że emerytura to czas odpoczynku, ale czy bycie babcią oznacza tylko kupowanie drogich prezentów na urodziny i unikanie jakiejkolwiek odpowiedzialności? Dlaczego współcześni dziadkowie nie chcą pomagać przy wnukach i traktują je jak zło konieczne, które burzy ich idealny, święty spokój? My z mężem stajemy na rzęsach, żeby opłacić półkolonie, które kosztują fortunę, a nasi rodzice w tym samym czasie bawią się na turnusach i mają nas głęboko gdzieś.
Samotne rodzicielstwo i brak wsparcia ze strony najbliższej rodziny
Czuję się w tym wszystkim potwornie samotna. Moje koleżanki z pracy mają dokładnie to samo. Wszystkie narzekamy, że zostałyśmy rzucone na głęboką wodę bez żadnego koła ratunkowego. Nasze matki i teściowe wolą własne wygody niż budowanie prawdziwej relacji z dziećmi. A potem słyszę te pełne pretensji pytania podczas wigilii: czemu te dzieci takie dzikie, czemu Antoś nie chce rozmawiać z babcią przez telefon, czemu Zuzia się wstydzi? A jak ma się nie wstydzić obcej kobiety, która widzi ją trzy razy w roku i to tylko wtedy, kiedy akurat nie ma w planach wyjazdu do wód?
Nigdy nie wybaczę moim bliskim tego, jak bardzo nas teraz zawiedli. Ten brak wsparcia ze strony najbliższej rodziny po prostu niszczy moje poczucie bezpieczeństwa. Zostaliśmy z mężem sami z tym wakacyjnym chaosem, z długami za prywatne opiekunki i z poczuciem, że nasza rodzina istnieje tylko na papierze.
Mam nadzieję, że inne matki napiszą, jak to wygląda u nich. Czy tylko moi rodzice i teściowie zmienili się w egoistycznych turystów, którzy wolą Ciechocinek od własnej krwi, czy to już po prostu plaga naszych czasów? Bo ja na ten moment mam po prostu złamane serce.
Kinga
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl