Reklama

Nasze pociechy są jak najdokładniejsze magnetofony, które rejestrują każdy, nawet najbardziej niefortunny komentarz rzucony przez nas w domowym zaciszu, a potem bez cienia żenady odtwarzają to na forum publicznym. Ostatnio koleżanka z pracy opowiedziała mi o kłopotliwej przygodzie, która przydarzyła się jej podczas rodzinnego wyjazdu do jednego z parków wodnych w kraju. Przeżyła tam tak potężny wstyd, że na samą myśl o tej sytuacji do teraz ma ochotę zapaść się pod ziemię. Wszystko przez jej 5-letnią córkę, która stojąc na brzegu basenu, zrobiła przy dyżurującym ratowniku coś, co zszokowało oboje rodziców.

Kłopotliwy incydent przy zjeżdżalni wodnej. Jak słowa tatusia zamieniły się w rodzinną wpadkę

Cała ta komiczna sytuacja rozegrała się tuż przy wejściu na jedną z najpopularniejszych, kręconych zjeżdżalni, gdzie rygorystycznie pilnowano zasad bezpieczeństwa i kolejki. Pięcioletnia córka mojej znajomej, mała Tosia, bardzo chciała zjechać z rury razem z mamą, jednak czujny ratownik kategorycznie zabronił wspólnego ślizgu, tłumacząc, że przepisy pozwalają wyłącznie na zjazdy pojedyncze. Mama dziewczynki przyjęła tę argumentację i zaczęła tłumaczyć małej, że muszą się rozdzielić, ale w tym momencie Tosia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

Popatrzyła na ubranego w czerwone spodenki ratownika, zmrużyła oczy i z pełną powagą wykrzyczała na cały głos, że pan ratownik ma wprawdzie super mięśnie, ale tata wczoraj mówił, że na pewno są sztuczne, bo pan tylko siedzi i gapi się na ładne dziewczyny, zamiast pracować.

Wszyscy ludzie stojący w kolejce odwrócili wzrok w stronę zszokowanej matki. Okazało się, że mała Tosia idealnie zapamiętała zazdrosną uwagę swojego ojca, który dzień wcześniej komentował świetne sylwetki ratowników, widząc, że jego żona zbyt długo przygląda się chłopakom z ekipy.

Dziecięca szczerość kontra autorytet dorosłego. Reakcja personelu basenu na słowa 5-latki

Koleżanka czuła, jak w ułamku sekundy cała krew odpływa jej z twarzy, a jej mąż, który stał kawałek dalej z ręcznikami, nagle zaczął intensywnie studiować regulamin basenu, udając, że ta rozkrzyczana dziewczynka w ogóle nie jest jego dzieckiem. A młody ratownik? Kompletnie zaniemówił.

Tosia na tym nie poprzestała − widząc brak reakcji, dodała z dziecięcym uporem, że tata ma duży brzuch, bo pije dużo kompotu, a mama i tak woli pana mięśnie. To była chwila, w której moja znajoma po prostu złapała córkę za rękę, zrezygnowała z jakichkolwiek zjeżdżalni i w pośpiechu uciekła w stronę szatni, modląc się w duchu, żeby nikt nie zapamiętał ich twarzy.

Jak unikać kłopotliwych wpadek przy dzieciach? Lekcja dla każdego rodzica

Ta historia z aquaparku, choć po czasie brzmi jak żart opowiadany przy kawie, niesie ze sobą niezwykle ważną lekcję dla wszystkich współczesnych rodziców. Musimy wreszcie przestać oszukiwać się, że małe dzieci bawiące się klockami na dywanie nie słyszą naszych dorosłych rozmów, złośliwych uwag, plotek o znajomych czy małżeńskich przekomarzań. Nawet przedszkolak chłonie emocje i słownictwo najbliższych jak gąbka, a brak filtra społecznego sprawia, że maluchy używają później tych informacji w najmniej odpowiednich sytuacjach.

Wychowanie małego człowieka wymaga od nas, dorosłych, gigantycznej samokontroli i pilnowania własnego języka w domowym zaciszu, bez względu na to, jak bardzo jesteśmy zmęczeni czy sfrustrowani codziennością. Jeśli nie chcemy w przyszłości czerwienić się ze wstydu przed lekarzem, nauczycielem w szkole czy ratownikiem na basenie, powinniśmy odrzucić nawyk rzucania ostrych słów, niesprawiedliwych opinii czy przykrych komentarzy o innych ludziach przy dzieciach. Uczmy dzieci kulturalnej i przyjaznej komunikacji, bo koniec końców − to się wszystkim opłaci.

Zobacz też: „Dziadkowie obiecali zająć się wnukami w wakacje i zabrać je na działkę. Gdy wróciłam z delegacji, zrozumiałam, czemu nie odbierali telefonów, a dom jest pusty”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...