Tyle matka dostaje alimentów na dwoje dzieci: ojcu nie jest wstyd? „Klepiemy biedę, ale co zrobić?”
Mam nadzieję, że opublikujecie moje słowa, bo mam już serdecznie dosyć udawania, że wszystko jest w porządku i dawania sobie rady za wszelką cenę. Chcę, żeby cały świat zobaczył, jak w naszym kraju traktuje się samotne matki i jak bezkarnie ojcowie mogą migać się od odpowiedzialności.

Klepiemy biedę, ale co zrobić, kiedy człowiek zostaje ze wszystkim kompletnie sam i musi co miesiąc oglądać każdą złotówkę z trzech stron przed jej wydaniem?
Śmieszne kwoty alimentów na dwoje dzieci w Polsce
Mój były mąż co miesiąc z wielką łaską przelewa na moje konto równe tysiąc pięćset złotych na naszą dwójkę maluchów. Na młodszego, czteroletniego synka dostaję dokładnie 600 złotych, a na starszą, ośmioletnią córkę, która chodzi już do drugiej klasy, całe 900 złotych. Kiedy na rozprawie sądowej sędzia przyklepała te kwoty, mój były partner rzucił mi w twarz spojrzenie, jakbym właśnie wygrała los na loterii i oskubała go do suchej nitki. On naprawdę uważa, że za te grosze jestem w stanie utrzymać, nakarmić i ubrać dwójkę dynamicznie rozwijających się dzieciaków w czasach, gdy ceny w sklepach spożywczych przyprawiają o zawrót głowy.
Po opłaceniu czynszu za skromne mieszkanie, rachunków za prąd i gaz oraz przedszkola dla młodszego, z moich własnych zarobków i tych jego śmiesznych alimentów nie zostaje praktycznie nic. Te 1500 złotych od ojca dzieci pęka w ułamku sekundy podczas jednych większych zakupów spożywczych i aptecznych, bo przecież dzieci w tym wieku ciągle łapią jakieś infekcje. Ojciec do niczego innego się nie dokłada, nie interesuje go, czy dzieci mają buty na zimę, czy córka ma podręczniki do szkoły, ani za co opłacę im wyjazd w wakacje.
On uważa, że jego rola skończyła się na zrobieniu przelewu i ma święty spokój przez resztę miesiąca, żyjąc sobie na pełnej petardzie i nie odmawiając sobie żadnych przyjemności. Widzę w mediach społecznościowych, jak wrzuca zdjęcia z zagranicznych wyjazdów, pije drogą kawę w modnych knajpach i kupuje sobie markowe ciuchy, podczas gdy ja co miesiąc drżę na samą myśl o awarii pralki czy konieczności dokupienia dzieciom kurtek na zmianę.
Ile kosztuje utrzymanie dziecka i realne koszty życia?
Zastanawiam się czasem, czy faceci tacy jak mój były mąż kiedykolwiek zrobili samodzielnie zakupy dla dziecka, czy oni w ogóle mają blade pojęcie, ile kosztuje normalne, codzienne życie? Moja ośmioletnia córka rośnie jak na drożdżach, co trzy miesiące muszę kupować jej nowe buty, bo stare zwyczajnie zaczynają ją pić w palce, a przecież nie puszczę dziecka do szkoły w zniszczonych adidasach.
Młodszy syn potrzebuje ubrań do przedszkola, zdrowego jedzenia, owoców, nabiału i witamin, a każda wizyta w markecie czy papierniczym po wyprawkę szkolną to jest dla mojego budżetu potężny cios. Koszty życia i utrzymania dwójki dzieci w wieku 4 i 8 lat w obecnej rzeczywistości są gigantyczne i te 1500 złotych nie starcza nawet na pokrycie jednej trzeciej realnych wydatków.
Ojciec moich dzieci uważa, że skoro dorzuca się do jedzenia, to jego obowiązek wygasł, a całkowicie zapomina o kosztach leków, dentysty, komitetu rodzicielskiego czy chociażby wyjścia dzieciaków na urodziny do kolegi z grupy. Klepiemy biedę i odmawiam sobie dosłownie wszystkiego, nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam coś dla siebie, kiedy byłam u fryzjera czy kupiłam nową bluzkę, bo każda wolna złotówka idzie na potrzeby moich skarbów.
Ojcowie nie chcą płacić wyższych alimentów?
Najbardziej w tym wszystkim boli mnie absolutna znieczulica i brak jakiegokolwiek wstydu ze strony człowieka, który przecież deklarował, że kocha te dzieci nad życie i oddałby za nie wszystko. Dlaczego polscy ojcowie tak bardzo nienawidzą płacić na własne dzieci i wolą kombinować, ukrywać dochody i pracować na czarno, byle tylko syn czy córka nie dostali od nich ani grosza więcej?
Mój były mąż oficjalnie wykazuje najniższą krajową, choć wszyscy doskonale wiedzą, że pod stołem dostaje drugą wypłatę i żyje na naprawdę wysokim poziomie, popijając kawkę ze Starbucksa i latając na wakacje do Egiptu. System prawny w naszym kraju jest dziurawy jak ser szwajcarski i zamiast chronić samotne matki, pozwala takim cwaniakom na bezkarne śmianie się nam prosto w twarz.
Pisze to wszystko ku przestrodze i jako wyraz buntu przeciwko temu, jak bardzo jesteśmy spychane na margines i zmuszane do bohaterskiej walki o przetrwanie każdego kolejnego dnia. Mam nadzieję, że mój głos dotrze do innych kobiet w podobnej sytuacji i pokaże im, że nie są same w tej nierównej walce z systemem i bezdusznymi byłymi partnerami.
Julia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl