„Chrześnicy na komunię dam najwyżej 100 zł. Jej matka i tak zwędzi gotówkę dla siebie”
Podjęłam decyzję, która z pewnością wywoła gigantyczną rodzinną awanturę, ale nie potrafię postąpić inaczej: w tym roku do koperty dla mojej chrześnicy włożę zaledwie symboliczny banknot, bo doskonale wiem, że te pieniądze nigdy nie posłużą dziecku.

Szanowni Państwo, piszę do Was, bo zbliża się uroczystość Pierwszej Komunii Świętej mojej chrześnicy, małej Amelki, a ja od tygodni nie potrafię zaznać spokoju. Jestem w kropce, targają mną potworne emocje, ale podjęłam już ostateczną decyzję: chrześnicy na komunię dam najwyżej 100 zł, choć wiem, że w oczach rodziny wyjdę na najgorsze skąpiradło świata.
Zrobię to z pełną świadomością, ponieważ jej matka, a moja bliska kuzynka, i tak bezczelnie zwędzi całą gotówkę z koperty dla siebie, żeby sfinansować swoje własne, egoistyczne zachcianki.
Nie chcę dać chrześnicy dużych pieniędzy na komunię
Amelka to wspaniała, skromna dziewczynka, którą bardzo kocham i serce mi pęka na myśl, że to na niej odbije się cały ten rodzinny konflikt. Jednak doskonale znam jej matkę, moją kuzynkę Marzenę, i od lat obserwuję, jak funkcjonuje ich dom, w którym potrzeby dziecka zawsze spychane są na absolutnie dalszy plan. Marzena to osoba skrajnie powierzchowna, która żyje ponad stan, uwielbia się rzucać w oczy i ponad wszystko kocha luksus, na który jej po prostu w tym momencie nie stać. Kiedy tylko dowiedziałam się, że w tym roku wypada komunia Amelki, od razu zapaliła mi się w głowie czerwona lampka, bo wiedziałam, czym to pachnie.
Moje najgorsze przypuszczenia potwierdziły się podczas ostatniej kawy, gdy Marzena z rozmarzonym wzrokiem zaczęła opowiadać, że zaraz po komunii planuje zrobić sobie profesjonalny makijaż permanentny brwi i ust oraz polecieć na luksusowy weekend do SPA na Mazurach. Gdy zapytałam ją wprost, skąd nagle weźmie na to kilka tysięcy złotych, tylko mrugnęła do mnie porozumiewawczo i rzuciła ze śmiechem, że przecież goście dopiszą, a chrzestni na pewno sypną groszem.
Wtedy poczułam, jak wzbiera we mnie potworna złość i obrzydzenie − ta kobieta bez mrugnięcia okiem zamierza okraść własne dziecko z jego komunijnych prezentów, żeby zafundować sobie nowe brwi i masaże gorącymi kamieniami!
Dobrze wiem, jak matka chrześnicy wyda pieniądze z komunii dziecka
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ciężko zarobione pieniądze mojego męża i moje, zamiast na przyszłość dziewczynki, trafią bezpośrednio do kieszeni jej próżnej matki. Doskonale pamiętam, co stało się trzy lata temu podczas chrztu młodszego brata Amelki − Marzena bezwstydnie wyciągnęła całą zawartość kopert, twierdząc, że musi odkuć się za organizację imprezy w restauracji, po czym tydzień później paradowała z nową, markową torebką.
Teraz scenariusz ma być dokładnie taki sam: Amelka dostanie tani rower z marketu, żeby rodzina widziała, że jakiś prezent jest, a cała reszta gotówki zasili fundusz próżności mojej kuzynki. Komunia Święta stała się dla niej po prostu genialnym, darmowym biznesem i pretekstem do wyciągnięcia kasy od krewnych, którzy z poczucia obowiązku zapożyczają się, byle tylko włożyć do koperty legendarne tysiące. Ja w tej farsie uczestniczyć nie zamierzam i nie dam się wykorzystać kobiecie, której nie darzę ani krztą sympatii czy szacunku za to, jak instrumentalnie traktuje swoje rodzone dzieci.
100 złotych w kopercie to kwota czysto symboliczna, która ma pokryć koszt mojego talerzyka w restauracji, a nie sponsorować luksusowe zabiegi medycyny estetycznej dla dorosłej, leniwej matki.
Jaki prezent dać chrześnicy zamiast gotówki w kopercie?
Oczywiście wiem, że moja decyzja wywoła gigantyczną awanturę rodzinną, a Marzena prawdopodobnie przestanie się do mnie odzywać i obsmaruje mnie przed całą resztą ciotek i wujków jako najgorszą chrzestną pod słońcem. Jestem na to gotowa, bo moje sumienie jest czyste, a całą sprawę postanowiłam rozegrać zupełnie inaczej, tak aby to Amelka faktycznie poczuła się wyjątkowo w swoim dniu.
Zamiast gotówki, którą matka i tak natychmiast by jej odebrała pod pretekstem wpłaty na mityczne konto oszczędnościowe, kupiłam chrześnicy piękny, złoty łańcuszek z pamiątkowym grawerem oraz opłaciłam jej roczny kurs rysunku, o którym marzyła od dawna. Wszystkie te dokumenty i prezenty rzeczowe wręczę dziewczynce osobiście, przy świadkach, żeby Marzena nie mogła tego łatwo spieniężyć ani cofnąć mojej decyzji o opłaceniu zajęć dla małej.
Pieniądze w kopercie to dzisiaj najgorsze zło komunijne, zwłaszcza gdy trafiają w ręce chciwych i samolubnych rodziców, którzy w nosie mają dobro i realne potrzeby własnego dziecka. Mam nadzieję, że mój list skłoni inne matki chrzestne do refleksji: nie dajcie się szantażować emocjonalnie i nie sponsorujcie zachcianek rodziców, bo prezenty komunijne należą się wyłącznie dzieciom!
Ola
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Wstyd mi za teściową, że tak podle potraktowała moją córkę na komunii. Dałam jej nauczkę”