Reklama

Gdy jeszcze dekadę temu szczytem ekstrawagancji była niby-komunia bez kościoła, czyli zwykły obiad w restauracji dla dziecka nieprzystępującego do sakramentu, dziś wchodzimy na zupełnie nowy poziom wtajemniczenia. Na naszych oczach rodzi się trend, który łączy w sobie tęsknotę za naturą, potrzebę duchowości bez sztywnych ram instytucji oraz estetykę, która wygląda jak wyjęta z najpiękniejszych tablic na Pintereście.

Pospleciny to coś znacznie głębszego niż tylko chęć bycia modnym. Rodzice często mają dość pompy, stresu związanego z egzaminami z katechizmu i − co tu dużo kryć − sztywnej doktryny, która nie zawsze koresponduje z ich codziennym życiem. Szukają czegoś, co będzie celebracją dorastania ich dziecka, ale w sposób bliski ich sercom, wolny od oceniania i poczucia obowiązku wobec instytucji.

Pospleciny idealnie wypełniają tę lukę, stając się świecką odpowiedzią na potrzebę sacrum w świecie, który z jednej strony goni za nowościami, a z drugiej rozpaczliwie szuka korzeni.

Czym są pospleciny i dlaczego wypierają tradycyjną komunię?

Nazwa brzmi intrygująco, prawda? Przywodzi na myśl dawne słowiańskie obrzędy, szeptanki w lesie i zapach rozgrzanej słońcem łąki. Pospleciny to w swojej istocie uroczyste przejście dziecka z okresu wczesnego dzieciństwa do etapu większej samodzielności i odpowiedzialności. Nie ma tu księdza, nie ma spowiedzi, a centralnym punktem nie jest ołtarz, lecz... drzewo, ognisko lub krąg najbliższych osób.

To moment, w którym rodzina spleciona więzami krwi i przyjaźni, symbolicznie potwierdza swoje wsparcie dla młodego człowieka. Zamiast sztywnych garniturów i białych, tiulowych sukienek, które często krępują ruchy i sprawiają, że dzieci czują się jak przebrane lalki, królują naturalne tkaniny: len, bawełna, kolory ziemi.

Wybór tego typu uroczystości to dla wielu rodziców manifestacja wolności. Chcą pokazać dziecku, że duchowość może objawiać się w szacunku do przyrody, w budowaniu relacji z drugim człowiekiem i w celebracji własnej tożsamości. Podczas posplecin często odbywa się rytuał zaplatania warkoczy (nie tylko dziewczynkom!) lub symbolicznego wiązania kolorowych nici, co ma oznaczać siłę wspólnoty.

To niezwykle fotogeniczne, fakt, ale pod tą warstwą wizualną kryje się autentyczne wzruszenie. Tam nie ma ziewających w ławkach wujków. Jest za to wspólne śpiewanie pieśni, czytanie listów do dziecka na przyszłość i atmosfera, której próżno szukać w komercyjnych domach przyjęć.

Symbole nowej duchowości: wisiorek z dębem zamiast złotego krzyżyka

To, co najbardziej uderza w trendzie posplecin, to zmiana podejścia do prezentów i pamiątek. Zapomnijcie o kopertach wypchanych setkami złotych czy najnowszych iPhone'ach, które mają wynagrodzić dziecku trud kucia modlitw na pamięć. W świecie nowoczesnych rodziców wybierających świeckie rytuały prezent ma mieć duszę i przypominać o konkretnych wartościach. Stąd ogromna popularność biżuterii symbolicznej, wykonywanej często przez lokalnych rzemieślników na specjalne zamówienie. Wisiorek z liściem dębu stał się niemal obowiązkowym atrybutem dziecka, które przystąpiło do posplecin.

Dlaczego dąb? To symbol siły, długowieczności, mądrości i głębokiego zakorzenienia. Wybór takiej pamiątki mówi do dziecka coś więcej: „Bądź silny jak to drzewo, nie bój się burz, pamiętaj o swoich korzeniach”. Rodzice coraz chętniej inwestują też w nietypowe prezenty − wspólne sadzenie drzewa w ogrodzie, rodzinny wyjazd w góry czy warsztaty rzemieślnicze, podczas których dziecko samo tworzy coś trwałego.

To odejście od konsumpcjonizmu, który przez lata był największą bolączką komunii świętych, jest dla mnie najbardziej odświeżającym elementem tej zmiany. Zamiast licytacji „kto dał więcej”, mamy rozmowę o tym, co naprawdę ważne w życiu młodego człowieka. Czy to nie jest właśnie to, o co w tym wszystkim powinno chodzić od samego początku?

Jak zorganizować świeckie przyjęcie dla dziecka w stylu boho?

Jeśli czujecie, że pospleciny to coś dla was, przygotujcie się na odejście od standardowych schematów organizacyjnych. Tu nie wystarczy wynajęcie sali i podanie rosołu z kluskami. Świecka celebracja wymaga osobistego zaangażowania i kreatywności. Najpiękniejsze uroczystości odbywają się w plenerze − w przydomowych ogrodach, na wynajętych polanach czy w stodołach przerobionych na miejsca eventowe.

Dekoracje opierają się na tym, co daje natura: polne kwiaty, gałęzie, mech, świece. Jedzenie? Zamiast ciężkich dań królują bufety z lokalnymi produktami, domowe lemoniady i ciasta z sezonowymi owocami. Wszystko w duchu slow life, bez pośpiechu i bez sztywnej agendy, w której trzeba zdążyć na mszę lub na tort.

Najważniejszym punktem programu jest jednak sama ceremonia. Możecie zaprosić celebranta świeckiego, który poprowadzi uroczystość, ale wielu rodziców decyduje się zrobić to samodzielnie. To moment na wspomnienia, na opowiedzenie o tym, jak dziecko się zmieniało, jakie ma talenty i jakie nadzieje wiążemy z jego przyszłością. To buduje niesamowitą więź i sprawia, że dziecko czuje się naprawdę zauważone, a nie jest tylko jedną z wielu anonimowych osób w kościelnej procesji.

Choć tradycjonaliści mogą kręcić nosami, twierdząc, że to wymysł, dla mnie pospleciny są dowodem na to, że jako społeczeństwo dojrzewamy do celebrowania ważnych chwil w sposób autentyczny, zgodny z naszymi przekonaniami. I choć medaliki z dębem mogą wydawać się tylko modą, niosą za sobą piękną obietnicę powrotu do tego, co w rodzicielstwie najcenniejsze: do czystej, niezakłóconej bliskości.

Zobacz też: 10-latek otworzył koperty komunijne i się wściekł. Matka: „Nigdy nie zapomnę jego słów”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...