Reklama

Zaczęło się od tego, że na stołach dla dorosłych pojawiły się piękne, parujące wazy z pachnącym, domowym rosołem z makaronem. Zapach rozniósł się po całej sali, a moja Gabrysia, która uwielbia rosół i potrafi zjeść dwa talerze naraz, aż zacierała rączki z głodu. Cierpliwie czekaliśmy, aż kelnerzy obsłużą nasz stolik. Kiedy młody chłopak z obsługi podszedł do mojej córeczki, zamiast głębokiego talerza i chochli z zupą, postawił przed nią coś, na widok czego po prostu zaniemówiłam i zbaraniałam.

Jedzenie dla dzieci na weselu − co podano najmłodszym zamiast rosołu

Na małym, plastikowym talerzyku z motywem z bajki leżała... garść zimnych, twardych jak podeszwa frytek z głębokiego zamrażalnika, polana najtańszym, kwaśnym ketchupem z marketu. Obok leżały dwa blade, ledwo podgrzane parówkowe paluszki, z których łuszczyła się sztuczna skórka. To było wszystko. Żadnej zupy, żadnego warzywa, nic ciepłego i pożywnego dla rosnącego dzieciaka, który spędził dwie godziny w kościele i był po prostu potwornie głodny. Spojrzałam na ten talerz, potem na uradowanych dorosłych siorbiących gorący, esencjonalny rosół z lubczykiem, i poczułam, jak krew uderza mi do głowy z wściekłości.

Moja córka spojrzała na mnie i zapytała ze smutkiem, dlaczego ona nie dostała rosołku jak tata, tylko takie brzydkie parówki, których nawet w domu nie chcemy jeść. Poczułam tak potworny żal i wstyd za moją kuzynkę, że odebrało mi mowę. Zawołałam kelnera i zapytałam grzecznie, czy to nie jest jakaś pomyłka i czy moja córka może dostać normalną porcję zupy, nawet jeśli mam za nią dopłacić z własnej kieszeni. Chłopak zmieszał się okropnie, zaczął przepraszać i wyznał po cichu, że państwo młodzi zrezygnowali z pełnego menu dziecięcego i zamówili pakiet fast food, a kuchnia wydała dokładnie tyle porcji, ile było na liście.

Koszt talerzyka na weselu − ile młoda para oszczędza na dzieciach

W tym momencie panna młoda, moja kuzynka, zauważyła, że macham na obsługę i podeszła do naszego stolika. Zamiast obrócić sytuację w żart albo wykazać się odrobiną empatii, naskoczyła na mnie przy innych gościach. Powiedziała, że dzieci i tak nie jedzą rosołu, tylko biegają, marudzą i wszystko zostawiają na talerzach, więc po co miała płacić dwieście złotych za pełną porcję obiadową dla pięciolatki. Stwierdziła, że frytki i parówki to przysmak każdego malucha, a ja po prostu szukam dziury w całym i robię dramaty z niczego.

Słuchałam tego i nie wierzyłam własnym uszom. Przecież w kopercie daliśmy z mężem kwotę, która z nawiązką pokrywała koszty naszej trójki, i to w wersji luksusowej. Moja teściowa, która siedziała obok, zrobiła się czerwona jak burak i zaczęła mnie uciszać, żeby nie robić obciachu przy rodzinie, ale ja nie zamierzałam udawać, że wszystko jest w porządku. To było po prostu jawne i bezczelne skąpstwo kosztem bezbronnych dzieciaków, które przez resztę wieczoru były głodne i rozdrażnione.

Atrakcje dla dzieci na weselu a brak szacunku dla najmłodszych

Najgorsze było to, że na całym weselu było kilkanaścioro dzieci i wszystkie dostały ten sam podły zestaw. Rodzice po cichu klęli pod nosem, dzielili swoje dorosłe porcje schabu i dewolajów na pół, żeby nakarmić maluchy, bo te chińskie parówki i zimne frytki nadawały się wyłącznie do kosza na śmieci. Około godziny dwudziestej pierwszej, kiedy dzieciaki opadły z sił z głodu i zmęczenia, panna młoda była wielce zdziwiona, że nikt nie chce bawić się przy jej drogim DJ-u, a rodzice jeden po drugim pakują się i uciekają do domów.

Skończyło się na tym, że o dwudziestej drugiej spakowaliśmy Gabrysię do auta, po drodze zaliczyliśmy całodobową stację benzynową, żeby kupić małej ciepłą zapiekankę, bo płakała, że burczy jej w brzuszku. Czuję ogromny niesmak i żal do kuzynki. Uważam, że jak kogoś nie stać na godne ugoszczenie dzieci na weselu, to powinien wprost napisać na zaproszeniach, że impreza jest tylko dla dorosłych, a nie robić z ludzi idiotów i karmić ich dzieci odpadkami za grube tysiące z kopert.

Dzisiaj w mojej rodzinie wszyscy mają do mnie pretensje, że jestem niewdzięczna i roszczeniowa, a ja uważam, że miałam pełne prawo bronić swojej córeczki. Co o tym myślicie, drogie mamy? Czy ja przesadzam, czy to dzisiejsze panny młode totalnie straciły klasę?

Pozdrawiam,

Kinga


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mama poszła na chwilę do sąsiadki po cukier i nigdy nie wróciła. Prawdę odkryłam dopiero podczas remontu naszej starej altany”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...