Reklama

Są takie momenty w rodzicielstwie, które nie tylko wzruszają, ale też konfrontują z tym, kim jesteśmy, jak funkcjonujemy, z czego się składamy.

Ojcostwo w tej formie, w której jestem teraz, obnażyło u mnie brak zorganizowania – mówi wprost Maciej Pela.

I dodaje, że to nie była szybka zmiana. To był proces.

„Zawsze płynąłem. Aż nagle trzeba było wprowadzić totalny Ordnung”

Przez lata żył artystycznie. Improwizacja. Hip-hopowe jamy. Pociąg do innego miasta bez planu. Chaos, który był częścią tożsamości.

Moje życie polegało na tym, że nigdy nie wiedziałem, w jakim mieście wyląduję – wspomina.

Ten styl życia wpływał na wszystko. – To wszystko tak sobie płynęło – mówi. Aż przyszedł moment, w którym sytuacja wymagała – jak sam to określa – „niemieckiego porządku”. Totalnego Ordnungu.

Gdy został z dziećmi i musiał przejąć pełną odpowiedzialność za codzienność, spontaniczność przestała wystarczać. Trzeba było nauczyć się planować, organizować, przewidywać.

Musiałem się tego nauczyć. To obnażyło, że nie mam tej umiejętności. Ale to jest wspaniałe, że mogłem się tego nauczyć – przyznaje.

Słabość, która stała się kompetencją

W rodzicielstwie często myślimy, że powinniśmy być ogarniający i stabilni, tymczasem ono bardzo szybko pokazuje nam obszary, nad którymi nigdy wcześniej nie pracowaliśmy. U Maćka była to organizacja, u kogoś innego będzie cierpliwość, u jeszcze kogoś – umiejętność proszenia o pomoc.

Najważniejsze w tej historii nie jest to, że musiał się zmienić. Najważniejsze jest to, że nie stracił siebie.

Nauczyłem się porządku, nie zatracając tej artystycznej, hip-hopowej duszy – mówi.

Bo wciąż tańczy. Wciąż potrafi być „szalony na parkiecie”. Wciąż komunikuje się z córkami językiem zabawy.

Zresztą – jak opowiada – domowe wyścigi bobslejów na kocu i dziecięcej wanience skończyły się kiedyś rozwaloną piszczelą. Był sylwester. Miał pracować. Skończyło się bólem i śmiechem. I właśnie to jest balans.

Dwa banany w głowie

Pytam, czy porządek w domu przełożył się na porządek w głowie.

W mojej głowie są dwa banany, które się wiecznie kłócą – odpowiada z uśmiechem.

I dodaje, że wcale nie chce mieć idealnego porządku w głowie. Lubi swój twórczy chaos. Lubi to, że nie musi już udawać kogoś bardziej „poważnego”, niż jest.

Przestałem siebie wprowadzać w schemat, w którym być nie chcę. Wchodzić w ciuchy, w których chodzić nie chcę.

To nie brzmi jak bunt. To brzmi jak dojrzałość.

Ojcostwo jako powrót do siebie

W tej rozmowie najmocniej wybrzmiewa jedno: im bardziej wracamy do siebie, tym lepiej działa rodzicielstwo.

Nie chodzi o perfekcję. Nie chodzi o idealny porządek. Nie chodzi o to, by nagle stać się kimś innym. Chodzi o rozwój, który nie niszczy tożsamości.

Ojcostwo po rozstaniu nie zabrało mu tego, kim jest. Zmusiło go do uporządkowania życia, ale pozwoliło zachować szaleństwo, które buduje relację z dziećmi.

Może właśnie na tym polega dojrzałość rodzica: na znalezieniu własnego „Ordnungu” – bez utraty siebie.

Ten odcinek „Mamy to!” to rozmowa o balansie między chaosem a strukturą. O tym, że słabości nie są porażką, ale punktem wyjścia. I że nawet gdy wokół jest medialny szum, najważniejsze rzeczy dzieją się w ciszy – w codzienności z dziećmi.

Cały wywiad zobaczysz tu: Hejt za emocje? Maciej Pela mówi o ojcostwie bez wstydu.

Reklama
Reklama
Reklama