Reklama

To właśnie ten moment jest najtrudniejszy

To właśnie ten moment - kiedy dziecko zaczyna mówić - bywa dla rodziców najtrudniejszy - mówi Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń, mediatorem z 25-letnim doświadczeniem w mediacjach. Wtedy nie ma już miejsca na interpretacje, domysły czy tłumaczenia. Pojawia się coś, co trudno zignorować: szczera, często bolesna perspektywa dziecka. I choć to doświadczenie jest dla dorosłych bardzo trudne, to właśnie ono najczęściej staje się początkiem zmiany.

Kiedy w mediacji pojawia się dziecko

Mediacje z udziałem dzieci należą do najbardziej wymagających. Wymagają większej organizacji i obecności dodatkowego specjalisty, który wspiera dziecko i towarzyszy mu w trakcie spotkania.

Udział dziecka nie polega na opowiadaniu się po którejkolwiek ze stron. Jego rolą jest powiedzenie, co czuje i jak przeżywa sytuację. Rodzice mają szansę usłyszeć to bezpośrednio - nie przez interpretacje dorosłych, ale z pierwszej ręki. To właśnie ten moment bywa przełomowy.

"Słyszysz to od własnego dziecka"

Dzieci w takich rozmowach są szczere. Czasem aż do bólu. Potrafią powiedzieć rzeczy, których rodzice najbardziej się obawiają. Mogą mówić o tym, że czują się krzywdzone, że nie wiedzą, co robić, że nie chcą wybierać między mamą a tatą. Mogą powiedzieć, że sytuacja je przerasta i że czują się w niej zagubione.

Dla rodzica to często doświadczenie bardzo trudne, wręcz wstrząsające. Mediatorka porównuje je do "kubła zimnej wody". Bo nawet jeśli wcześniej ktoś próbował coś tłumaczyć, dopiero słowa własnego dziecka naprawdę docierają.

Moment, który może wszystko zmienić

W takich sytuacjach często dochodzi do przełomu. Rodzice, którzy wcześniej byli zamknięci na siebie i na perspektywę dziecka, zaczynają widzieć więcej. Nie zawsze jest to łatwe. Zdarza się, że ktoś nie wytrzymuje emocji i wychodzi z takiego spotkania. Jednak - jak pokazuje doświadczenie mediacyjne - rodzice wracają. Bo coś w nich "pęka". Pojawia się moment zatrzymania i refleksji. To często pierwszy krok do bardziej odpowiedzialnego podejścia do sytuacji.

Mediacja to proces, nie jedno spotkanie

Standardowa mediacja to proces składający się z kilku spotkań. Zazwyczaj są to trzy lub cztery rozmowy, podczas których rodzice uczą się komunikacji i szukania rozwiązań. W wielu przypadkach pracują z dwójką mediatorów - kobietą i mężczyzną. Taka forma daje większe poczucie równowagi i bezpieczeństwa obu stronom, szczególnie w sytuacjach, w których pojawia się obawa przed stronniczością. Każdy mediator wnosi też inną perspektywę, co pozwala lepiej zrozumieć dynamikę konfliktu.

Największe błędy rodziców

W tej części rozmowy wyraźnie wybrzmiewa, że jednym z najczęstszych błędów jest wzajemne oskarżanie i atakowanie się. Konflikt szybko przestaje dotyczyć rozwiązania problemu, a zaczyna skupiać się na udowadnianiu winy drugiej stronie.

Mediatorka zwraca uwagę na niepokojące zjawisko wykorzystywania bardzo poważnych oskarżeń jako elementu strategii rozwodowej. Takie działania są ogromną krzywdą - zarówno dla drugiego rodzica, jak i dla dziecka.

"Niszczycie siebie. I swoje dziecko"

Rodzice często nie widzą, że walcząc ze sobą, niszczą nie tylko relację między sobą, ale także poczucie bezpieczeństwa dziecka.

Dziecko żyje w tym napięciu. Widzi, słyszy i doświadcza wszystkiego. Nie da się go od tego odciąć. Co więcej, uczy się, że konflikt i niszczenie drugiej osoby to sposób radzenia sobie z trudnościami w relacjach. To przekaz, który może zostać z nim na całe życie.

Nie da się "wymazać" drugiego rodzica

Kolejnym błędem jest próba wyeliminowania drugiego rodzica z życia dziecka. Tymczasem - jak podkreśla mediatorka - drugi rodzic jest częścią tożsamości dziecka. Można czuć złość czy żal wobec byłego partnera, ale nie zmienia to faktu, że ta osoba zawsze pozostanie rodzicem. Rozstaje się para, nie rodzicielstwo.

Zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie

Na koniec pojawia się ważna refleksja. Warto się zatrzymać i zadać sobie pytanie: "Po co jest ta walka?", "Co ma przynieść?", "Co ma udowodnić?", "Jak długo chcemy w niej trwać?". Trwanie w konflikcie zamyka drogę do przyszłości i utrudnia budowanie nowego życia.

Co zostanie na końcu?

To pytanie, które wybrzmiewa najmocniej. Jeśli konflikt trwa latami, niszczy relacje i emocje, to co zostaje na końcu?

Alternatywa jest inna. Można dojść do miejsca, w którym - mimo rozstania - rodzice potrafią spotkać się na ważnych wydarzeniach swoich dzieci, patrzeć na ich życie i uczestniczyć w nim bez napięcia.

To nie oznacza, że było łatwo. Oznacza, że ktoś w którymś momencie zdecydował się zatrzymać.

Cały odcinek podcastu "Mamy to!" z Małgorzatą Bohosiewicz-Suchoń obejrzysz na YouTube mamotoja.pl.

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...