Za 5 z matmy pochwała, za 5 z plastyki pobłażliwe spojrzenie. Edukacja artystyczna to „zapchajdziura”, a tracą na tym dzieci
„Dzieci szybko uczą się, co jest cenione przez dorosłych. Za piątkę z matematyki dostaną pochwałę, za tę samą ocenę z plastyki jedynie pobłażliwe spojrzenie” - mówi edukatorka muzyczna Aleksandra Białczak. Dzieci utalentowane plastycznie i muzycznie czują się gorsze od rówieśników, bo edukacja muzyczna traktowana jest jak przedmiot drugiej kategorii. A w rzeczywistości może dać naszym pociechom więcej niż sądzimy.

Dorośli ludzie doskonale wiedzą, w czym są dobrzy, a z czego całkowicie wolą zrezygnować, bo nie czują się komfortowo, gdy muszą wykonywać jakieś zadanie. Dzieci nie mają jednak takiego wyboru. Gdy idą do szkoły, muszą uczyć się różnych przedmiotów, często niezwiązanych z ich talentami, umiejętnościami, tym, co naprawdę lubią robić. Oczywiście po to są lekcje, aby nauczyć się podstawowych umiejętności i odkryć w sobie te pasje. Tylko nie wszystkie przedmioty i dziedziny są traktowane w równy sposób. Bo o ile języka polskiego, matematyki czy fizyki w szkole mamy kilka godzin tygodniowo, o tyle edukacja artystyczna jest traktowana po macoszemu. A dzieci utalentowane plastycznie lub muzycznie czują się gorsze na tle rówieśników o np. matematycznym umyśle.
„Czułam się gorsza, ale muzyka mi pomogła”
Wiele mówi się na temat tego, że najszczęśliwsi ludzie to ci, którzy łączą pracę ze swoją pasją. Problemem jest jednak to, że mało kto ma takie możliwości. Bo zbyt późno zdajemy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę lubimy robić. Przez 12 lat edukacji, zamiast rozwijać pasje i przekonywać się, co przychodzi nam z łatwością i sprawia nam przyjemność, wkuwamy kolejne daty, nazwiska, pojęcia i wzory matematyczne, a nasze talenty spychane są na dalszy plan. Plastyka i muzyka są traktowane zamiennie – raz muzyka, na której oglądamy filmy, raz plastyka, gdzie malujemy obrazki lub po prostu rozmawiamy. Sztuka w szkołach powszechnych jest traktowana jak przedmiot drugiej kategorii, choć powinna być tym miejscem, które rozwija talenty młodych ludzi i popycha je dalej w kierunku ich rozwoju.
- Utarło się przekonanie, że edukacja artystyczna jest jedynie mniej wartościowym dodatkiem do „prawdziwej” edukacji - przyjemnym hobby czy formą rozrywki. Znacznie większy nacisk kładzie się, z dość oczywistych względów, na przedmioty ścisłe czy językowe, a muzykę i plastykę zostawia się w formie dodatku. Tymczasem jest mnóstwo badań, które pokazują, że takie zajęcia nie rozwijają wyłącznie umiejętności artystycznych – tłumaczy Aleksandra Białczak, edukatorka muzyczna oraz założycielka Neuro Art & Music - inicjatywy edukacyjnej, która pokazuje, że nauka sztuki może być dostępna dla każdego, niezależnie od sposobu funkcjonowania, neuroróżnorodności czy niepełnosprawności.
Przedmioty artystyczne traktowane są jako hobby, a nie coś, co może przynieść uczniom prawdziwe i przydatne kompetencje. W rzeczywistości np. muzyka poprawia koncentrację i pamięć. Wraz z plastyką może pobudzać kreatywność. Oprócz tego takie przedmioty pomagają rozwiązywać problemy w życiu i regulować emocje. A umiejętność współpracy, która także jest kluczowa przy zajęciach muzycznych czy plastycznych, może później okazać się przydatna w życiu zawodowym. Ale co na etapie szkolnym? Dzięki sztuce uczniowie mogliby o wiele łatwiej przyswajać wiedzę z języka polskiego, matematyki, chemii i innych przedmiotów uważanych za te „przydatne”.
- Od początku nauki w szkole byłam raczej przeciętnym uczniem, ale zawsze ciągnęło mnie do muzyki. W zwykłej szkole czułam się „gorsza” niż osoby o ścisłych umysłach - tłumaczy Alicja Tarnowska, była uczennica szkoły muzycznej, a dziś instruktorka wokalna i wokalistka w zespole Instrukcja Obsługi Nocy. - Skojarzenia związane z muzyką i plastyką mogą pomagać np. w nauce przedmiotów ścisłych. Ja, próbując uczyć się wierszy z języka polskiego na pamięć, tworzyłam do nich linie melodyczne, aby lepiej je zapamiętywać.
Dlaczego zatem ta sztuka nadal jest traktowana po macoszemu? Otóż problem tkwi w systemie oceniania. W przypadku muzyki i plastyki nie wpiszemy się w „jeden dobry klucz”, nie będziemy mogli ocenić umiejętności w sposób zerojedynkowy, bo jak to zrobić? O wiele łatwiej skategoryzować tak umiejętności związane z naukami ścisłymi, które jesteśmy w stanie sprawdzić przy pomocy klasówki. A praca plastyczna? Utwór muzyczny? Tu już nie jest tak prosto.
- Tu nie ma wyników, które są dobre albo złe, nie ma zerojedynkowości. Co mamy ocenić? Efekt końcowy? Umiejętności? Zaangażowanie? A może kreatywność? Dzieci szybko uczą się, co jest cenione przez dorosłych. Za piątkę z matematyki dostaną pochwałę, za tę samą ocenę z plastyki jedynie pobłażliwe spojrzenie. W końcu sztuka według wielu jest prosta i… niepotrzebna. Niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem: „z muzyki nie wyżyjesz” albo „skończysz na rynku, rysując karykatury”. To pokazuje, jak niewielka jest świadomość tego jak wiele możliwości i ścieżek rozwoju daje wykształcenie artystyczne - tłumaczy Aleksandra Białczak.
Deprecjonowanie możliwości artystów w przyszłości to jedno. Do tego dochodzą krzywdzące stereotypy. Paradoksalnie to właśnie artyści - wbrew łatce „przewrażliwionych” - nierzadko potrafią radzić sobie z emocjami lepiej niż osoby o ścisłych umysłach.
Artyści są oderwani od rzeczywistości? Potrzymaj mi gitarę
Utarło się, że sztuka jest dla wrażliwców. Stereotypy głoszą, że pisarze są nieżyciowi, malarze oderwani od rzeczywistości, a muzycy fochaści i nadwrażliwi. W rzeczywistości jednak to osoby, które jak nikt inny potrafią regulować emocje. I to kolejny kluczowy element, dla którego w szkołach powszechnych powinien być położony większy nacisk na edukację artystyczną.
- Edukacja artystyczna rozwija w dzieciach kreatywność i wrażliwość. Muzyka czy sztuka uczy o emocjach, relacjach i poprawia samopoczucie. Często dzieci odnajdują w nich bezpieczne miejsce do wylania smutku, złości czy radości - mówi Alicja Tarnowska. A Aleksandra Białczak dodaje, że muzyka i plastyka rozwijają w młodych ludziach ogrom wartości. - Należy na pewno wspomnieć o kreatywności, wyobraźni, wrażliwości estetycznej, pewności siebie, dyscyplinie, samoświadomości, ale też percepcji, motoryce małej czy koordynacji. To elementy niezbędne do prawidłowego rozwoju młodego człowieka. A przecież poprzez sztukę budujemy również poczucie własnej wartości, tak ważne i zaniżone wśród dzisiejszych dzieci.
Oczywiście nie zależy nam na deprecjonowaniu innych nauk. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, aby każde dziecko mogło rozwijać się w tym kierunku, w którym jest utalentowane. Bo jeden ma zdolności matematyczne i potrafi mnożyć w ciągu kilku sekund. Inny będzie pisał piękne wypracowania i eseje, bo niezwykłe słowa w jego głowie układają się o każdej porze dnia i nocy. A jeszcze inny będzie szedł przez życie po pięciolinii, bo właśnie dźwięki sprawiają, że jego codzienność nabiera sensu.
- Sztuka jest przestrzenią, w której dziecko rozwija umiejętności wyrażania emocji, współpracy, budowania własnej wartości. W świecie, w którym dzieci i młodzież coraz częściej mierzą się z presją i stresem, pozwala im zatrzymać się, poznać siebie, skupić się na emocjach i wyrazić je. Sztuka jest językiem, nieco transcendentnym, wyjątkowym i innym niż wszystkie nam znane. Dla niektórych, szczególnie neuroatypowych, może okazać się doskonałym sposobem komunikacji z własnym wnętrzem, jak również z innymi - tłumaczy edukatorka Aleksandra Białczak.
Dla wielu dzieci utalentowanych artystycznie to właśnie sztuka jest sposobem na poznawanie świata, własnych emocji, ale też próby skomunikowania się z innymi. Problem pojawia się wtedy, gdy nikt nie rozpoznaje ich talentów i jednocześnie sprawia, że iskierka zamiast rozbłysnąć pięknym płomieniem, powoli się wygasza, a młody człowiek pozostaje zagubiony - sam ze swoją wrażliwością i poczuciem, że jest gorszy od innych. Tak może się stać z dwóch powodów. Pierwszy to właśnie pomijanie edukacji artystycznej w szkole. Drugi to stawianie czoła presji, która pojawia się, gdy rodzice chcą pielęgnować pasje dziecka i posyłają je do… prawdziwej szkoły artystycznej.
W edukacji artystycznej wciąż króluje „stara szkoła”
- W edukacji artystycznej wciąż króluje tzw. stara szkoła, w myśl której tylko surowość i bardzo wysokie wymagania prowadzą do sukcesu. Wbrew pozorom niełatwo jest trafić na nauczycieli „z powołania”. Mnóstwo jest osób wypalonych i takich, dla których nauczanie to zło konieczne i plan B, który został powzięty z przymusu, nie z wyboru - opowiada Aleksandra Białczak.
Szkoły artystyczne od lat rządzą się swoimi prawami. Najpierw dzieci muszą mierzyć się z absurdalnie wysoką poprzeczką podczas rekrutacji. Bo nie od dziś wiadomo, że dostanie się do szkoły artystycznej - czy to muzyczna, czy plastyczna - wymaga wcześniejszego przygotowania i jest dla młodzieży niezwykle stresujące.
- Egzaminy wstępne potrafią być bardzo wymagające i koncentrują się na rozwiniętym warsztacie, a nie tylko na pasji czy naturalnych predyspozycjach. W efekcie dzieci, które nie uczęszczają na dodatkowe zajęcia czy prywatne lekcje, mają mniejsze szanse na pozytywny wynik rekrutacji. Nie tak dawno sama przygotowywałam kilkoro uczniów do egzaminów wstępnych w państwowych szkołach muzycznych. Byłam zaskoczona poziomem wymagań, które stawia się przed małym artystą - dodaje Aleksandra Białczak.
Więc tu również kluczowe jest przygotowanie przez szkołę, aby dziecko mogło pójść dalej i bardziej profesjonalnie kształcić się w kierunku swojej pasji. Później edukacja zamienia się w walkę o przetrwanie. Wielu nauczycieli w klasycznych szkołach muzycznych, zapomina, że ma do czynienia z dziećmi, które stawiają swoje pierwsze kroki w kierunku rozwoju talentu, a nie z profesjonalnymi muzykami operowymi.
- Początkowo nauka w szkole muzycznej była w porządku, bardzo fajnie się tam bawiłam. Natomiast z biegiem czasu zaczęłam czuć presję, zaczęłam czuć się po prostu źle w tej szkole. Pomijając fakt, że nauczyciele w szkołach klasycznych, co jest już powszechną opinią, po prostu traktują swoją pracę, jakby byli w niej za karę - wspomina Alicja Tarnowska. - Ja w pewnym momencie straciłam ochotę, żeby chodzić do szkoły muzycznej, jak byłam w 4. klasie, chciałam ją rzucić. Gdyby nie moi rodzice, to że mama zachęcała mnie, żebym jednak „przecierpiała” te kolejne 3 lata, to pewnie bym rzuciła i więcej nie wróciła do muzyki. I moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.
Alicja ostatecznie ukończyła państwową szkołę muzyczną i zdecydowała się kontynuować naukę w kierunku rozwoju swojej pasji oraz talentu w prywatnej szkole muzycznej, a później na studiach. Jednak nie wszystkie dzieci utalentowane muzycznie lub plastycznie mają takie szczęście, bo może brakować im motywacji, łatwiej się poddają, nie są w stanie wytrzymać presji lub po prostu nie mają wsparcia w domu, aby taką presję przetrwać.
- Znam bardzo dużo osób, które w związku z podejściem nauczycieli i ogólnie szkoły muzycznej do rozwoju uczniów zrezygnowało z edukacji artystycznej i już nie wiążą swojej przyszłości z muzyką. Szkoda, że te przygody kończyły się na pierwszym stopniu, bo później to wygląda zdecydowanie inaczej. Uważam, że ja, nie idąc na klasyczny drugi stopień, podjęłam najlepszą decyzję. Na pewno poprawiło to moje podejście do szkoły muzycznej - dodaje Alicja.
I tu kluczowa jest rola nauczycieli w normalnej szkole oraz rodziców. Bo tylko dorośli są w stanie dać młodym ludziom wsparcie do tego, aby rozwijali swoje pasje i się nie poddawali.
- Warto odróżnić spadek motywacji od sytuacji, w której dziecko cierpi. Każdy ma gorsze dni czy okresy, nie zawsze mamy ochotę ćwiczyć czy tworzyć, ale powinien być to stan przejściowy. Jeśli jednak dziecko reaguje lękiem, pojawiają się objawy psychosomatyczne i wyraźnie traci radość z nauki, warto się zatrzymać i zadać sobie niezwykle ważne pytanie: czy problemem jest sama sztuka, czy też sposób jej nauczania? Czasami nie trzeba rezygnować z pasji, lecz zmienić tempo pracy, oczekiwania lub… nauczyciela - informuje Aleksandra Białczak.
A może zmienić szkołę?
Wierzę w to, że w państwowych szkołach muzycznych są też nauczyciele z powołania, którzy potrafią zaszczepić pasję w młodych ludziach i pomóc im rozwijać skrzydła. Niestety wiele przypadków sprawiło, że ta forma nauczania nie cieszy się dziś powszechnym szacunkiem. Tym bardziej że muzyka klasyczna, na którą kładzie się tam główny nacisk, bywa dla młodego człowieka archaiczna.
- Większość dzieci i młodzieży zdecydowanie bardziej interesuje się muzyką rozrywkową niż klasyczną, więc edukacja w tym zakresie w szkołach spowodowałaby, że dzieci bardziej interesowałaby muzyka oraz lekcje muzyki - tłumaczy Alicja Tarnowska. I przyznaje, że sama jako instruktorka ma zupełnie inne podejście. - Na pewno nie chcę wywierać na uczniach żadnej presji. Muzyka nie jest przestrzenią, w której powinniśmy porównywać się do innych, bo przecież każdy z nas jest inny i czuje inaczej. Przede wszystkim nie każdy musi być muzykiem, więc jeśli już ktoś przychodzi do mnie pełen pasji do muzyki, to ja jako instruktor jestem ostatnią osobą, która mogłaby zniechęcić takiego człowieka do muzykowania.
Kluczowe jest dawanie dziecku przestrzeni do poznawania siebie. Być może, gdyby więcej szkół muzycznych było profilowanych - tak jak np. ogniska muzyczne - wówczas dzieci miałyby więcej możliwości, aby wiedzieć, co tak naprawdę je interesuje. Bo dla jednego muzyka klasyczna i granie np. na skrzypcach może być super. Ale ktoś inny prawdziwe emocje poczuje, słysząc gitarowe riffy w rockowym kawałku. Podobnie w przypadku plastyki - jeden będzie uwielbiał malować pejzaże, podczas gdy inny najchętniej skupi się na portretach.
- Idealna szkoła artystyczna to taka, w której wysoki poziom nauczania idzie w parze z szacunkiem, empatią i życzliwością. Bezpieczna przestrzeń o wysokiej dostępności, również dla osób neuroróżnorodnych, niepełnosprawnych czy w kryzysie, w której sukces nie jest mierzony liczbą dyplomów, lecz tym, czy uczeń kocha sztukę i chce do niej wracać - podkreśla Aleksandra Białczak.
Do tego potrzebny jest dobry instruktor, który sprawi, że dzieci nie będą chciały rezygnować, nie będą bały się chodzić na lekcje, tylko z uśmiechem na ustach pójdą na zajęcia, a rozwijanie pasji będzie sprawiać im radość. Ale tu wracamy do punktu wyjścia. Łatwo eksperymentować ze szkołami, profilami i nauczycielami, jeżeli decydujemy się na lekcje prywatne. Niestety wielu rodziców nie stać na to, aby za takie zajęcia płacić, bo są one też dość kosztowne. Dlatego idealnym wyjściem byłoby potraktowanie edukacji artystycznej w szkołach „na serio”, a nie pobieżnie jako „zapchajdziurę”. Z pewnością wiele dzieci by na tym skorzystało - nie tylko tych uzdolnionych muzycznie czy plastycznie, ale również tych, które chcą uczyć się efektywniej oraz rozwinąć swoją kreatywność i wrażliwą stronę.