Zapłaciła 15 tys. zł za poród w prywatnej klinice. „Żal mi kobiet, których na to nie stać”
15 tys. zł – tyle kosztował poród naszej czytelniczki w prywatnej klinice. Kobieta nie żałuje ani jednej wydanej złotówki i uważa, że prywatna opieka przy porodzie powinna być dla przyszłych rodziców oczywistym wyborem. Jej opinia na temat kobiet, których nie stać na taki wydatek, może jednak mocno podzielić czytelników.

Nie każda przyszła mama chce rodzić w prywatnej klinice i nie każda może sobie na to pozwolić. Dla naszej czytelniczki sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. Jej zdaniem kobieta powinna zrobić wszystko, żeby zapewnić sobie komfort i bezpieczeństwo podczas porodu, a jeśli jej partner nie może za to zapłacić, to najwyraźniej nie jest wystarczająco zaradnym mężczyzną.
„Nie wyobrażam sobie rodzić w zwykłym szpitalu”
Mam 32 lata i kilka miesięcy temu urodziłam pierwsze dziecko. Od początku wiedziałam, że nie chcę rodzić w państwowym szpitalu. Nie mam nic przeciwko lekarzom czy położnym pracującym w publicznej służbie zdrowia. Po prostu wiedziałam, że chcę mieć prywatną salę, spokój, komfort i opiekę, jakiej oczekuję. Nie zamierzałam oszczędzać na porodzie.
Za pobyt i poród w prywatnej klinice zapłaciliśmy około 15 tys. zł. Czy dużo? Oczywiście. Czy żałuję? Ani trochę. Mój mąż od początku mówił, że nie ma o czym dyskutować. Skoro możemy sobie pozwolić na prywatną opiekę, to z niej korzystamy. Dla mnie to jest normalne.
Nie rozumiem natomiast kobiet, które mówią: „Nie stać mnie”.
„Nie stać cię? To może trzeba było inaczej pokierować swoim życiem”
Wiem, że wiele kobiet się ze mną nie zgodzi, ale trudno. Mam wrażenie, że w Polsce za często usprawiedliwiamy brak pieniędzy.
Kiedy słyszę, że kobieta chciała rodzić prywatnie, ale nie mogła, bo kosztowało to kilkanaście tysięcy złotych, zastanawiam się, dlaczego właściwie nie zrobiła nic wcześniej, żeby ją było stać.
Przecież można zmienić pracę. Można się rozwijać. Można więcej zarabiać. Można też – i wiem, że to zabrzmi brutalnie – wybrać sobie partnera, który jest zaradny finansowo.
Nie rozumiem tego romantycznego podejścia, że najważniejsze, żeby „dobrze się dogadywać”, a pieniądze jakoś się ułożą. Owszem, miłość jest ważna. Ale dorosłe życie to również odpowiedzialność.
Ja nie chciałam zastanawiać się w ciąży, czy będzie mnie stać na dobrą opiekę. Chciałam mieć wybór.
„Jeśli facet nie może tego zapewnić, to jaki z niego mężczyzna?”
Najbardziej dziwi mnie jednak podejście niektórych kobiet do swoich partnerów. Słyszę czasami: „Mój mąż zarabia średnią krajową, więc nas nie stać”. I co z tego?
Nie chcę nikogo obrażać, ale naprawdę uważam, że jeśli mężczyzna decyduje się założyć rodzinę, powinien wcześniej pomyśleć, czy jest w stanie ją utrzymać na poziomie, którego potrzebuje jego partnerka.
Dla mnie prywatny poród nie był żadnym kaprysem. To była konieczność. Mój mąż nigdy nie powiedziałby mi: „Kochanie, nie stać nas, będziesz musiała rodzić tam, gdzie akurat jest miejsce”. To nie ten typ człowieka.
Dlatego powiem coś, co pewnie wiele osób uzna za bezczelne: jeśli faceta nie stać na to, żeby zapewnić swojej ciężarnej partnerce prywatną opiekę i poród, to może powinien najpierw pomyśleć o poprawieniu swojej sytuacji, a dopiero potem o rozmnażaniu.
Nie mówię, że każdy ma być milionerem. Mówię o ambicji i odpowiedzialności.
„Żal mi tych kobiet”
Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która urodziła w państwowym szpitalu. Opowiadała mi, że nie miała prywatnej sali, że na oddziale było kilka kobiet i że musiała czekać na pomoc położnej. Słuchałam jej i naprawdę zrobiło mi się jej żal.
Nie dlatego, że uważam ją za gorszą. Po prostu nie rozumiem, dlaczego ktoś godzi się na warunki, których ja nie zaakceptowałabym nawet przez chwilę.
Kiedy powiedziałam jej, ile zapłaciłam za swój poród, odpowiedziała: „Nie każdego na to stać”. No właśnie. Tutaj się różnimy. Ja uważam, że jeśli czegoś naprawdę chcemy, powinniśmy zrobić wszystko, żeby było nas na to stać.
Może dlatego nie potrafię zrozumieć kobiet, które rodzą w państwowych szpitalach, bo „nie mają pieniędzy”. Czasami mam ochotę powiedzieć: trzeba było wcześniej pomyśleć. Trzeba było znaleźć lepiej płatną pracę albo mężczyznę, który będzie potrafił zapewnić rodzinie więcej.
Wiem, że brzmi to okrutnie, ale przynajmniej jestem szczera. Nie będę udawać, że prywatny poród jest luksusem, na który mogą pozwolić sobie tylko wybrani. Dla mnie to po prostu standard, który chciałam zapewnić sobie i swojemu dziecku.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także:
- „Myślałam, że moja ciąża powstrzyma teściową od złośliwości. Dopiero po porodzie odkryłam, jak w białych rękawiczkach wykańczała moje małżeństwo”
- „Mąż donosił mamusi na każdy mój ciążowy humor. Gdy poznałam ich bezczelny plan na czas po porodzie, zdrętwiałam”
- „Mąż biegał z płaczem do mamusi, gdy leżałam w połogu, i narzekał, że dom nieposprzątany. Mój sprytny odwet zamknął mu usta”