Reklama

Małe dziecko, które dostaje do ręki tablet lub telefon, potrafi w kilka sekund „zniknąć” w bajce. W programie „Balans” prof. Jagoda Cieszyńska w rozmowie z Kubą Jankowskim zwróciła uwagę, że współczesne animacje – szybkie, kolorowe i pełne dynamicznych zmian – mogą przeciążać rozwijający się mózg. Jej ostrzeżenie dotyczy nie tylko czasu spędzanego przed ekranem, ale też jakości treści, które dzieci oglądają.

Szybkie bodźce, wolniejszy rozwój relacji

Ekspertka podkreśla, że intensywna stymulacja wzrokowa i częsta zmiana scen to dla najmłodszych wyjątkowo trudne środowisko. W jej ocenie taki „rollercoaster bodźców” nie wspiera budowania odpowiednich aktywności w mózgu, w tym długich funkcjonalnych połączeń opisywanych w neurobiologii.

Konsekwencje, o których mówi, brzmią znajomo dla wielu rodziców: dziecko po bajce bywa rozdrażnione, trudno wrócić do spokojnej zabawy, a kontakt „tu i teraz” jakby się urywał. Prof. Cieszyńska wskazuje, że przy częstym oglądaniu dziecko może mieć trudności z uczeniem się emocji, współdziałaniem i budowaniem relacji. Ważny jest też wątek wspólnego pola uwagi: gdy ekran przejmuje dowodzenie, rodzic i dziecko przestają skupiać się na tym samym, a to właśnie wspólne patrzenie, reagowanie i nazywanie świata jest jednym z fundamentów wczesnego rozwoju.

Ekspertka opisywała również sytuacje, w których dzieci oglądają w kółko ten sam materiał (np. rolki na Instagramie). To zachowanie porównała do działania narkotyku – jako sygnał, że bodźce mogą być tak „wciągające”, iż trudno je potem zastąpić spokojniejszą aktywnością.

„Świnka Peppa” na celowniku: problemem mają być wzorce relacji

Wśród przykładów prof. Cieszyńska wymieniła bajkę „Świnka Peppa”. Jej krytyka nie dotyczy pojedynczych scen, tylko sposobu pokazywania relacji. Według ekspertki są one przedstawione w bardzo niekorzystny sposób, z przekazem, że w relacjach nie ma reguł. W jej ocenie taka narracja może utrwalać nieprawidłowe wzorce zachowań.

To ważna uwaga zwłaszcza dla opiekunów maluchów, które uczą się przez obserwację. Dla małego dziecka bohater bajki bywa kimś „prawdziwym” – modelem do naśladowania. Jeśli więc w codziennym domu dbacie o zasady, granice i spokojne komunikowanie emocji, a dziecko regularnie dostaje treści pokazujące coś odwrotnego, łatwo o chaos: inne reguły obowiązują w rodzinie, inne na ekranie.

Ekran a najmłodsi: zalecenia i wątek wzroku, który niepokoi

W rozmowie wybrzmiało też stanowisko przywoływane przez ekspertkę: według Światowej Organizacji Zdrowia dzieci do 2. roku życia nie powinny w ogóle patrzeć na ekran. Prof. Cieszyńska łączy ten postulat z rosnącą liczbą badań wskazujących na negatywny wpływ ekranów na rozwój funkcji wzrokowych u najmłodszych.

Zwróciła uwagę na obserwację z badań psychologicznych: dzieci, które oglądają bajki na smartfonach i tabletach, mogą mieć mniejszy zakres pola widzenia. W praktyce ma to wyglądać tak, że w zadaniach wymagających ułożenia obrazka z części dziecko może nie zauważać elementów znajdujących się po bokach.

Jeśli próbujecie w domu ograniczać ekrany, a jednocześnie macie poczucie, że bez bajki „nie da się” ugotować obiadu czy spakować się do wyjścia, ta rozmowa jest mocnym sygnałem, by przyjrzeć się nie tylko długości oglądania, ale i temu, co oraz jak działa na dziecko. Prof. Cieszyńska mówi wprost: przy szybkim, intensywnym przekazie stawką mogą być emocje, relacje i sposób, w jaki rozwija się dziecięca uwaga.

Zobacz też: Dziecko nie „wymusza” ani nie „przesadza”, tylko jest wysoko wrażliwe. Oto 10 cech dziecka WWO

Reklama
Reklama
Reklama