Reklama

Mieliśmy już modę na zimny chów, fascynację bezstresowym wychowaniem i obecny nurt rodzicielstwa bliskości. Ale niezależnie od tego, jaką metodę wybieramy, mamy jedną wspólną, niemal genetyczną skłonność: potrafimy zapomnieć o sobie tak skutecznie, jakbyśmy przestawali istnieć jako odrębne jednostki w dniu narodzin naszego pierwszego dziecka. Sama nieraz piłam zimną kawę, dojadałam resztki z talerza córki i rezygnowałam z wyjścia do kina, bo „dziecko mnie potrzebuje”.

Dopiero po latach, widząc skutki takiego podejścia u moich koleżanek, zrozumiałam przerażającą prawdę. To całkowite zaniedbywanie własnych potrzeb to karygodny błąd, który niszczy wszystko, co próbujemy zbudować w sercach naszych dzieci.

Mit rodzica-męczennika, czyli dlaczego pusta szklanka nie ugasi pragnienia

W naszej kulturze wciąż silnie zakorzeniony jest etos matki-Polki, która składa siebie na ołtarzu rodziny. Wydaje nam się, że im bardziej jesteśmy zmęczone, im mniej mamy czasu na własne pasje i im częściej rezygnujemy z siebie, tym lepszymi rodzicami jesteśmy. Nic bardziej mylnego! Wyobraź sobie, że jesteś jedynym źródłem wody dla swojego dziecka. Jeśli twoja szklanka jest pusta, jeśli nie dbasz o to, by regularnie ją napełniać odpoczynkiem, radością i samorealizacją, to w końcu nie będziesz miała co podać swojemu dziecku.

Zaniedbywanie własnych potrzeb sprawia, że stajemy się rozdrażnione, wyczerpane i... nieobecne emocjonalnie, nawet jeśli fizycznie jesteśmy obok dziecka 24 godziny na dobę. Dziecko nie potrzebuje matki, która przygotowała pięć rodzajów ekologicznych przekąsek, ale patrzy na świat martwym wzrokiem z powodu niewyspania i frustracji. Ono potrzebuje rodzica, który ma w sobie iskrę, który potrafi się śmiać i który pokazuje, że życie jest piękne. Jeśli twoje jedyne hobby to sprzątanie klocków, to jaki obraz świata mu przekazujesz? Że dorosłość to pasmo udręk i rezygnacji? To najgorszy bagaż, jaki możesz mu spakować na drogę.

Lekcja egoizmu, której twoje dziecko desperacko potrzebuje

Wielu rodziców boi się słowa „egoizm”. A jednak − odrobina zdrowego egoizmu to fundament zdrowego wychowania. Dlaczego? Ponieważ dzieci uczą się przez obserwację, a nie przez wykłady. Jeśli widzą, że mama zawsze jest ostatnia w kolejce do wszystkiego − od jedzenia po czas na hobby − to uczą się dwóch szkodliwych rzeczy. Albo stają się małymi tyranami, którzy wierzą, że świat kręci się wokół nich (bo przecież wokół nich kręci się świat rodzica), albo w przyszłości sami staną się takimi męczennikami, nie potrafiąc stawiać granic i dbać o własne szczęście.

Kiedy mówisz: „Kochanie, teraz mama czyta książkę przez 20 minut i proszę, żebyś mi nie przeszkadzał”, dajesz swojemu dziecku bezcenną lekcję szacunku do drugiego człowieka. Uczysz je, że inni ludzie mają swoje granice, swoje potrzeby i swoją autonomię. To właśnie w ten sposób buduje się empatię!

Jeśli nigdy nie dajesz dziecku szansy, by poczekało na twoją uwagę, bo zawsze rzucasz wszystko na jego zawołanie, to w rzeczywistości zaburzasz jego rozwój społeczny. Zdrowy rodzic, który potrafi wyjść na kawę z koleżanką lub zapisać się na jogę, to dla dziecka dowód na to, że dorosłość może być fascynująca i radosna.

Zasada maski tlenowej w rodzicielstwie − uratuj siebie, by ratować dziecko

Wszyscy znamy instrukcję z samolotu: „Najpierw załóż maskę tlenową sobie, potem dziecku”. To nie jest pusta metafora, to twarda konieczność przetrwania. W rodzicielstwie działa to identycznie. Twoje zasoby psychiczne nie są niewyczerpalne. Jeśli nie znajdziesz czasu na regenerację, w końcu wypalisz się jak świeczka. A rodzicielskie wypalenie to nie jest tylko gorszy dzień − to stan, w którym nie jesteś w stanie budować bezpiecznej więzi z dzieckiem, co rujnuje cały twój dotychczasowy wysiłek wychowawczy.

Dbanie o swoje potrzeby − od tak prozaicznych jak spokojna kąpiel, po te głębsze jak rozwój zawodowy − to nie jest zabieranie dziecku czasu. To inwestowanie w stabilną bazę, którą dla niego jesteś. Kiedy wracasz do domu stęskniona i zadowolona po dwóch godzinach spędzonych na basenie czy kursie językowym, dajesz swojemu dziecku najlepszą wersję siebie. Jesteś wtedy bardziej cierpliwa, bardziej kreatywna i po prostu... szczęśliwsza. A szczęśliwy rodzic to jedyna gwarancja na wychowanie szczęśliwego dziecka.

Przestań więc przepraszać za to, że masz swoje życie. Twoje dziecko nie chce mieć przed sobą ideału z wyczerpaniem w oczach. Ono chce mieć kogoś, kto kocha życie − i nauczy je, jak robić to samo.

Źródło: Psychological Science, Journal of Child and Family Studies

Zobacz też: 6 oznak, że jesteś rodzicem pandą. Możesz być dumna, jeśli spełniasz warunek nr 2

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...