Reklama

Każdy z nas doskonale zna ten scenariusz, gdy zegarek nieubłaganie tyka, w głowie wiruje długa lista zadań do zrobienia na wczoraj, a wyjście z domu zamienia się w logistyczny maraton. W dokładnie takim momencie potężnego, dorosłego pośpiechu znalazł się autor poruszającego wpisu na Instagramie z profilu @poprostublisko, którego szczere wyznanie błyskawicznie stało się hitem sieci i wywołało ogromną lawinę komentarzy wzruszonych rodziców.

Poruszająca historia ojca i jego trzyletniej córeczki

Mężczyzna stał już w przedpokoju, gotowy do wyjścia, z głową pełną zawodowych projektów i terminów, gdy nagle jego trzyletnia córeczka zagrodziła mu drogę i nie wypuszczała z domu. Mała dziewczynka zablokowała swoim drobnym, dziecięcym ciałem drzwi wyjściowe, patrząc tacie prosto w oczy z determinacją, jakiej trudno oczekiwać od tak małego człowieka. Ojciec próbował delikatnie załagodzić sytuację, tłumacząc ze zniecierpliwieniem, że bardzo mu się spieszy i musi już iść, jednak maluch, zamiast odpuścić, mocno wtulił się w jego nogi.

Kiedy tata zrezygnowany kucnął przy niej, by ją uspokoić i wreszcie utorować sobie przejście, stało się coś, co całkowicie zatrzymało czas. Dziewczynka zbliżyła się do jego twarzy i szepnęła słowa, po których pękło mu serce. Malutka trzylatka wyszeptała tacie wprost do ucha prośbę: „Tato, nigdy nie puszczaj mnie pierwszy”, obnażając tym samym największy głód emocjonalny współczesnych dzieci.

W tamtej jednej, niezwykłej sekundzie cały dorosły pośpiech, stres związany z pracą i spóźnieniem po prostu wyparował, ustępując miejsca ogromnym wyrzutom sumienia, które zna chyba każda współczesna matka i ojciec. Autor wpisu ze smutkiem uświadomił sobie, że w pogoni za zapewnieniem dziecku wszystkiego, co materialne, nieświadomie odmawiał mu tego, czego najbardziej potrzebowało: swojej pełnej, niczym niezakłóconej obecności i uwagi.

„Nigdy nie puszczaj mnie pierwszy”. Czego uczy nas ta niezwykła zasada?

Wtedy właśnie, na podłodze w przedpokoju, ten młody tata podjął przełomową decyzję, której wielu wiecznie zabieganych dorosłych na początku może zupełnie nie zrozumieć ani nie docenić. Zamiast tradycyjnego, szybkiego buziaka na do widzenia i nerwowego oswobodzenia się z dziecięcych rączek, odłożył na bok torbę, zapomniał o uciekającym czasie i przez pełne trzy minuty klęczał na ziemi, mocno trzymając swoją córeczkę w ramionach. Postanowił, że tym razem nie zrobi tego, co robi większość z nas każdego dnia: nie puści dziecka jako pierwszy, pozwalając maluchowi decydować o tym, kiedy nasyci się tą bliskością.

Ta prosta, a zarazem genialna w swojej prostocie zasada ma potężną moc terapeutyczną dla rozchwianego układu nerwowego małego człowieka, który w ten sposób uczy się zaufania do świata. Kiedy tulimy malucha i czekamy, aż to on sam rozluźni uścisk i odejdzie do swoich spraw, dajemy mu najpiękniejszy możliwy komunikat o bezwarunkowej miłości i akceptacji.

Dziewczynka trzymała tatę mocno tak długo, jak tego potrzebowała, by napełnić swój wewnętrzny zbiornik bezpieczeństwa, po czym ze spokojem i uśmiechem sama otworzyła drzwi i pozwoliła mu wyjść. Poczuła się w pełni wysłuchana, zauważona i ważna, a jej lęk przed rozłąką z rodzicem naturalnie wygasł w bezpiecznych, stabilnych objęciach dorosłego. Ta historia pokazuje, że dzieci nie potrzebują idealnych, idealnie zorganizowanych rodziców, ale ludzi z krwi i kości, którzy potrafią w kryzysowym momencie porzucić swoje dorosłe plany na rzecz uspokojenia dziecięcego serca.

Jak budować poczucie bezpieczeństwa u małego dziecka?

Nasze rodzicielskie ramiona są dla dzieci jak magiczne schronienie, jedyny stały i bezpieczny punkt w tym wielkim, często przerażającym i niezrozumiałym dla nich świecie. Stosując w codziennym życiu zasadę świadomego, cierpliwego przytulania, wysyłamy dziecku jasny sygnał, że może od nas dostać dokładnie tyle miłości, wsparcia i uwagi, ile w danym momencie potrzebuje.

Mała bohaterka internetowego wpisu dzięki mądrej i natychmiastowej reakcji swojego taty dowiedziała się, że dla niej on zawsze ma czas, nawet wtedy, gdy cały świat dokoła każe mu gonić przed siebie. To właśnie z takich drobnych, z pozoru błahych gestów buduje się trwały fundament pod przyszłą pewność siebie młodego człowieka oraz jego poczucie własnej wartości.

Warto choć raz dziennie zatrzymać się w tym szalonym pędzie, kucnąć przy swoim dziecku, zamknąć oczy i po prostu trwać w uścisku tak długo, aż małe rączki same nas puszczą. Te trzy minuty spędzone na podłodze mogą przynieść więcej korzyści dla rozwoju emocjonalnego malucha niż najdroższe zabawki świata, a nam, rodzicom, pozwolą odzyskać właściwą perspektywę na to, co w życiu naprawdę ma znaczenie.

Zobacz też: Te dzieci przestają się złościć i krzyczeć w 3 minuty. Wystarczy zadać 2 krótkie pytania

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...