5-latek urządził histerię w lodziarni na Helu. Reakcja matki zażenowała klientów: „Kompletna porażka”
Droga Redakcjo, cała sytuacja trwała kilka minut, a ja poczułam tak ogromne zażenowanie i złość, że po prostu muszę się tym z Wami podzielić. Może ta mama to przeczyta i następnym razem puknie się w głowę, zanim zafunduje swojemu dziecku taki publiczny cyrk.

Piszę do was, bo do teraz trzęsą mi się ręce, kiedy myślę o tym, co zobaczyłam wczoraj podczas spaceru. Sama jestem mamą dwójki urwisów i doskonale wiem, co to znaczy bunt dwulatka, trzylatka czy nagły atak szału w miejscu publicznym. Każdy, kto ma dzieci, chociaż raz przeżył ten moment, kiedy ziemia zapada się pod nogami, a obcy ludzie gapią się na ciebie jak na najgorszego przegrywa. Ale to, co wydarzyło się w jednej z popularnych lodziarni na Helu, przekroczyło wszelkie granice.
Myślałam, że matka przytuli synka
Wszystko zaczęło się niewinnie. Kolejka po lody rzemieślnicze ciągnęła się prawie na ulicę, upał niesamowity, słońce paliło, w środku tłum ludzi. Przede mną stała modnie ubrana kobieta z chłopcem na oko pięcioletnim. Mały od początku marudził, wiercił się, widać było, że jest już po prostu potwornie zmęczony tym całym urlopowym zgiełkiem. Kiedy w końcu podeszli do lady, chłopak dostał wielką kulkę czekoladowych lodów. Zjadł ją w tempie ekspresowym i natychmiast zaczął domagać się kolejnej. Mama powiedziała twarde „nie” i w tym momencie odpaliła się prawdziwa histeria.
Maluch dostał takiego szału, że aż zrobił się siny na twarzy. Zaczął tupać, krzyczeć wniebogłosy, a w pewnym momencie po prostu rzucił się na brudną podłogę, rycząc i machając rękami. Normalna sprawa, pomyślałam. Klasyczny spadek cukru, zmęczenie, dziecko nie radzi sobie z emocjami. Czekałam na to, co zrobi jego mama. Myślałam, że kucnie, przytuli go, spróbuje odwrócić uwagę albo po prostu weźmie pod pachę i wyprowadzi na świeże powietrze, żeby mały ochłonął z dala od gapiów. Ale to, co zrobiła, wgniotło mnie w ziemię.
Wszyscy w lodziarni zamarli
Zamiast jakiejkolwiek próby uspokojenia syna, kobieta z lodowatym spokojem wyciągnęła z torebki najnowszego smartfona. Stanęła nad rzucającym się na ziemi dzieckiem, wycelowała w niego obiektyw i włączyła nagrywanie. Zaczęła mówić do telefonu przesłodzonym, nienaturalnym głosem, że oto widzowie mogą zobaczyć, jak jej aniołek zachowuje się, kiedy nie dostanie tego, czego chce. Mówiła to prosto do kamery, kompletnie ignorując fakt, że ten mały człowiek przeżywa właśnie emocjonalny koniec świata i potrzebuje wsparcia rodzica, a nie publicznego upokorzenia.
Ludzie w kolejce zamarli. Zapanowała absolutna cisza, słychać było tylko ten przeraźliwy płacz pięciolatka i monolog matki-influencerki. Wszyscy patrzyliśmy po sobie z totalnym niedowierzaniem. Starsza pani stojąca za mną aż złapała się za głowę i szepnęła pod nosem, że to jest jakaś kompletna porażka wychowawcza. I miała sto procent racji. Ta kobieta stała tam przez dobre dwie minuty, kręcąc filmik z różnych ujęć, podczas gdy jej własne dziecko dławiło się łzami i krzykiem na oczach kilkunastu obcych osób.
Chłopczyk tylko zasłaniał się rączkami
Dla mnie ta sytuacja to był totalny upadek macierzyństwa i brak jakiejkolwiek empatii. Jak można robić filmik do mediów społecznościowych z dramatu własnego dziecka? Przecież ten maluch nie płakał dla zabawy, on był przebodźcowany, zmęczony i nieszczęśliwy. Potrzebował matki, która pomoże mu nazwać te emocje i bezpiecznie przez nie przejść, a dostał w zamian obiektyw aparatu i matkę, która uznała jego płacz za świetny materiał na nową rolkę czy vloga.
Wszyscy klienci w lodziarni byli tak zażenowani, że nikt nie wiedział, gdzie podziać wzrok. Sprzedawca za ladą stał zszokowany z gałkownicą w ręku. Kiedy chłopiec w końcu zorientował się, co się dzieje, zaczął zasłaniać twarz rączkami i krzyczeć, żeby mama schowała telefon. Dopiero wtedy paniusia łaskawie wyłączyła nagrywanie, fuknęła na niego, złapała go mocno za rękę i bez słowa wyciągnęła na zewnątrz, zostawiając za sobą niesmak, który czuję do teraz.
Apeluję do wszystkich rodziców: media społecznościowe to nie miejsce na obnażanie słabości naszych dzieci. One też mają swoją godność.
Pozdrawiam,
stała czytelniczka Karolina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl