Reklama

Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej − to oczywistość, o której nie trzeba przypominać. Przeglądamy poradniki, śledzimy profile psychologiczne na Instagramie i staramy się zastępować dawne, surowe metody wychowawcze ciepłem i wsparciem. W tej nowej erze rodzicielstwa chwalenie stało się naszym głównym narzędziem. Obsypujemy maluchy komplementami jak konfetti, wierząc, że każde „Jesteś genialny” buduje w ich sercach niezniszczalny zamek pewności siebie. Ale co, jeśli ta piękna fasada może skrywać pułapkę?

Eksperci zgodnie alarmują: bezkrytyczne, powierzchowne chwalenie to błąd. Często nie zdajemy sobie sprawy, że słowa, które mają motywować, w rzeczywistości stawiają dziecko pod ścianą. Zamiast budować wewnętrzną siłę, tworzą presję, której mały człowiek nie jest w stanie udźwignąć. To paradoks naszych czasów − w świecie pełnym lajków i serduszek, nasze dzieci stają się coraz bardziej spragnione zewnętrznej akceptacji, tracąc kontakt z tym, co same czują.

Przyjrzyjmy się zatem trzem najpopularniejszym zdaniom, które codziennie padają w polskich domach, a które działają na samoocenę jak kropla drążąca skałę.

Pułapka „zdolnego dziecka”, czyli dlaczego etykiety niszczą odwagę

„Jesteś taki zdolny!” − to zdanie brzmi jak najsłodsza melodia, prawda? Wypowiadamy je z dumą, gdy dziecko namaluje obrazek, ułoży klocki czy rozwiąże zadanie z matematyki. Jednak dla dziecka to zdanie to ciężki plecak pełen oczekiwań. Kiedy maluch słyszy, że jest zdolny, zaczyna wierzyć, że sukces jest cechą stałą, a nie wynikiem pracy. Co się dzieje, gdy następnym razem coś mu nie wyjdzie? W jego głowie pojawia się przerażająca myśl: „Skoro mi nie wyszło, to znaczy, że już nie jestem zdolny”.

Psychologowie nazywają to pułapką stałego nastawienia. Dziecko, zamiast eksperymentować i podejmować ryzyko, zaczyna wybierać tylko te zadania, w których ma pewność sukcesu, byle tylko nie stracić swojej prestiżowej etykiety. W ten sposób niewinne pochwały niszczą kreatywność i naturalną chęć do nauki na błędach.

Prawdziwa pewność siebie nie bierze się z tego, że ktoś nas nazwał geniuszem, ale z przekonania, że nawet jeśli upadniemy, mamy siłę, by spróbować jeszcze raz. Etykietowanie, nawet to pozytywne, zamyka dziecko w klatce, z której wyjście kojarzy się z porażką.

Przyzwyczajenie do słowa „Brawo!”, czyli gdy dziecko przestaje ufać własnym zmysłom

„Brawo, pięknie to zrobiłeś!” − słyszymy to na każdym placu zabaw, w każdym przedszkolu i przy każdym domowym obiedzie. To zdanie stało się społecznym automatem, rodzajem werbalnego głaskania, które stosujemy bezrefleksyjnie. Problem polega na tym, że nadużywanie tego zwrotu sprawia, iż dziecko przestaje czerpać satysfakcję z samej czynności, a zaczyna polować na naszą reakcję. Zamiast cieszyć się z tego, że zjechało ze zjeżdżalni, natychmiast obraca głowę w stronę rodzica, sprawdzając: „Czy mama klaszcze? Czy tata widział?”.

To prosta droga do wykształcenia tzw. motywacji zewnętrznej. Dziecko staje się spragnione akceptacji. Jeśli nie usłyszy „Brawo”, czuje, że jego wysiłek nie miał znaczenia. W dłuższej perspektywie takie podejście niszczy samoocenę, bo uczy malucha, że to inni decydują o wartości jego pracy.

W dorosłym życiu tacy ludzie często nie potrafią podjąć decyzji bez konsultacji, boją się własnego zdania i panicznie potrzebują potwierdzenia swojej wartości w oczach szefa, partnera czy znajomych z Facebooka. Prawdziwa moc drzemie w zdaniu „Widzę, że sprawiło ci to frajdę”, a nie w wystawianiu ocen za każdy krok.

Niewidzialna presja porównania − dlaczego „lepiej niż inni” to droga donikąd

„Zrobiłeś to najlepiej z całej grupy” lub „Zobacz, jak świetnie ci poszło, Grześ nawet nie zaczął” − to trzeci rodzaj toksycznego wsparcia. Chcemy pokazać dziecku, że jest wyjątkowe, ale robimy to kosztem innych. Budowanie samooceny na fundamencie bycia „lepszym od kogoś” to stąpanie po bardzo kruchym ludzie. To uczy dziecko, że jego wartość jest relatywna i zależy od tego, jak słabi są inni wokół niego.

Taka retoryka niszczy empatię i buduje chorą rywalizację. Dziecko, zamiast skupiać się na własnym rozwoju, nieustannie zerka przez ramię, porównując swoje wyniki z wynikami kolegów. A co się stanie, gdy w grupie pojawi się ktoś sprawniejszy, szybszy, bystrzejszy? Wówczas samoocena budowana na poczuciu wyższości rozpada się jak domek z kart.

Zdrowy fundament to świadomość własnych postępów: „Wczoraj tego nie potrafiłeś, a dziś już tak!”. To jedyne porównanie, które realnie wzmacnia psychikę i pozwala dziecku czuć się dobrze we własnej skórze, niezależnie od tego, jakie sukcesy odnoszą inni.

Naszym zadaniem jest wychować człowieka, który zna swoją wartość, a nie takiego, który musi czuć się lepszy, by przestać czuć się gorszy.

Źródło: Carol Dweck, Nowa psychologia sukcesu, wyd. MUZA S.A 2017

Zobacz też: Ta bajka ogłupia bardziej niż scrollowanie TikToka. Rodzice nieustannie włączają ją dzieciom

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...