Oburzająca scena na plaży w Ustroniu. „Rodzice tej dziewczynki chyba myśleli, że nikt nie patrzy”
Brak kultury i podstawowej higieny u niektórych po prostu przechodzi ludzkie pojęcie. Wczoraj byłam świadkiem sytuacji, która dosłownie odebrała mi apetyt na resztę wyjazdu. Rodzice tamtej dziewczynki chyba myśleli, że nikt nie widzi, albo po prostu mają za nic jakiekolwiek zasady.

Wszystko wydarzyło się wczoraj około południa, kiedy na plaży panował gigantyczny ścisk. Parawan stał przy parawanie, wokół biegały dziesiątki dzieciaków, a dorośli relaksowali się w pełnym słońcu. Tuż obok nas rozłożyło się małżeństwo na oko przed czterdziestką z córeczką, małą dziewczynką w wieku około czterech lat.
Kultura na plaży i higiena dzieci nad Bałtykiem to totalna fikcja
Od samego początku rzuciło mi się w oczy, że rodzice małej są potwornie wygodni − leżeli plackiem na kocyku, sączyli zimne napoje i rozmawiali w najlepsze, kompletnie nie przejmując się otoczeniem. W pewnym momencie mała podeszła do matki i zaczęła pociągać ją za rękę, mówiąc głośno, że bardzo chce jej się siusiu.
Byłam pewna, że matka wstanie, założy dziecku klapki i pójdzie z nią do publicznej toalety, która znajdowała się tuż przy zejściu z plaży, jakieś pięćdziesiąt metrów od naszych parawanów. To, co wydarzyło się chwilę później, całkowicie mnie jednak zszokowało. Kultura na plaży w wykonaniu tych ludzi okazała się totalną fikcją. Kobieta nawet nie podniosła się z ręcznika. Machnęła tylko ręką w stronę brzegu i powiedziała do małej na cały głos, żeby poszła do wody i tam zrobiła siusiu, bo morze jest wielkie i nikt nie zauważy.
Dlaczego rodzice pozwalają dzieciom sikać do morza i do piasku?
Słuchałam tego z szeroko otwartymi ustami, nie wierząc własnym uszom. Dziewczynka, posłuszna poleceniu matki, pogoniła do brzegu, weszła do wody po kolana, tuż obok grupy innych maluchów, które radosne pluskały się w falach, i po prostu załatwiła swoją potrzebę fizjologiczną. I jeszcze ojciec małej patrzył na całą sytuację z głupkowatym uśmieszkiem, jakby to było najnormalniejsze zachowanie pod słońcem.
Dlaczego rodzice pozwalają dzieciom sikać do morza i udają, że problemu nie ma? Przecież to jest szczyt bezczelności i kompletny brak szacunku do innych plażowiczów. Kilka metrów dalej bawił się mój syn, który co chwilę nurkował w wodzie i głośno się śmiał. Na samą myśl o tym, co pływa w tej wodzie przez taką skrajną ignorancję dorosłych ludzi, zrobiło mi się autentycznie niedobrze.
Kiedy dziewczynka wróciła pod parawan, nie wytrzymałam. Zwróciłam matce uwagę, mówiąc spokojnie, ale stanowczo, że toaleta jest tuż obok i robienie z Bałtyku publicznego szamba jest po prostu nie w porządku wobec nas wszystkich. Kobieta zmierzyła mnie lodowatym wzrokiem od stóp do głów i fuknęła, że mam się zająć swoim dzieckiem, a nie pilnować cudzych, bo to przecież tylko małe dziecko i naturalna sprawa.
Brak wstydu i podstawowych manier na urlopie
Ta sytuacja idealnie pokazuje potworny problem, z jakim mierzymy się co roku w polskich kurortach. Ludzie wchodzą w tryb pełnego luzu i wydaje im się, że na wakacjach wszystkie zasady kultury przestają obowiązywać. Pozwalanie dzieciom na załatwianie potrzeb do wody, w której kąpią się dziesiątki innych osób, to nie jest bezstresowe wychowanie − to jest zwykłe, prymitywne niechlujstwo i brak wstydu. Najbardziej przeraża mnie fakt, że tacy rodzice od najmłodszych lat uczą swoje dzieci, że mogą robić co chcą, gdzie chcą i mają głęboko w nosie komfort i zdrowie innych ludzi wokół.
Czy naprawdę tak ciężko jest założyć dziecku te nieszczęsne klapki i przejść kilka metrów do toalety, zamiast fundować wszystkim wokół pokaz totalnej wiochy? Ja po wczorajszym dniu mam po prostu potworny niesmak i za każdym razem, gdy mój syn chce wejść do wody, mam ochotę zabronić mu kąpieli.
Z poważaniem,
zniesmaczona mama
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl